ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 

koncerty

11.11.2018

STEVE ROTHERY BAND, COLLAGE, Łódź, Scenografia, 9-10.11.2018

STEVE ROTHERY BAND, COLLAGE, Łódź, Scenografia, 9-10.11.2018

Prawdziwie sentymentalny muzyczny powrót zaserwował Steve Rothery ze swoim zespołem wszystkim tym, którzy zdecydowali się przybyć 9 i 10 listopada do łódzkiej Scenografii…

Gitarzysta Marillion tak sobie to wymyślił, że w wybranych miejscach gra po dwa koncerty z zupełnie inną setlistą. I tak w piątkowy wieczór fani usłyszeli w całości pierwszy z klasyków Marillionu, Misplaced Childchood, w sobotę drugi albumowy killer, Clutching at Straws. Dla wielbicieli muzyki formacji z Aylesbury była to nie lada gratka i to z kilku powodów. Marillion dziś bardzo rzadko wraca podczas koncertów do płyt z Fishem. Czyni to podczas swoich tras sam Fish, jednak jego wokalna forma budzi dziś sporo kontrowersji, a i same wersje Marillionowych pereł jakoś nie błyszczą. Rothery ze swoimi muzykami niezwykle wiernie oddaje ducha tych wiekowych już kompozycji, który słyszalny jest szczególnie w perfekcyjnych brzmieniowo solówkach samego mistrza. No i nie wolno zapomnieć o Martinie Jakubskim, którego wokalna barwa przypomina nieco tę Fishowską sprzed kilkudziesięciu laty. W utworach z Misplaced Childchood i Clutching at Straws wypadał bardzo wiarygodnie i choć dla niektórych może to mieć charakter swoistej imitacji, widać było, że śpiewał z prawdziwego serducha. Żeby była jasność, nieco gorzej wypadał w „utworach Hogarthowskich”, jednak już za piątkowe emocjonalne wykonanie Afraid Of Sunlight dostał rzęsiste brawa i to nie tylko od publiczności, ale i od samego Rothery’ego.

Każdy z wieczorów Steve Rothery zaczynał jednak od swoich solowych nagrań pochodzących z pięknego albumu The Ghosts Of Pripyat. W piątek, w trwającym ponad pół godziny secie, usłyszeliśmy Morpheus, Kendris, Old Man Of The Sea oraz Summer's End, w sobotę powtórzył z tego zestawu Morpheus i Old Man of the Sea, dodał zaś Yesterday's Hero i The Ghosts of Pripyat („wyleciało” White Pass, które było miesiąc temu w Holandii). Niewtajemniczonym przypomnę, że to dosyć spokojne i przede wszystkim instrumentalne granie. Na scenie nie oglądaliśmy zatem wspomnianego Jakubskiego, który w piątek dołączył do składu po 15 – minutowej przerwie, zaś w sobotę natychmiast po odegraniu solowego seta.

Cóż, nie muszę dodawać, że temperatura przy wykonaniu Misplaced Childchood i Clutching at Straws natychmiast podnosiła się o kilka stopni. To dźwięki, które do dziś rozpalają emocje, wywołują wzruszenie, czy spontaniczne reakcje wśród tych, którzy pokochali je kilkadziesiąt lat temu. I tak było w piątek oraz w sobotę. Pierwszego dnia Kayleigh i Lavender nastrajały nostalgicznie a taki Lords of the Backstage porywał energią, tak jak w sobotę rozpędzone Incommunicado. Po drugiej stronie barykady był jak zawsze magiczny Sugar Mice. Główne sety uzupełniane były każdego wieczoru… jeszcze większymi starociami. W piątek były to Cinderella Search, Incubus, Freaks i Fugazi, w sobotę Tux On, Three Boats Down From the Candy, wyczekany przez wszystkich, kultowy Grendel, Garden Party i szalone jak zawsze Market Square Heroes, które zakończyło ten dwudniowy maraton. Gwoli ścisłości – Marillionowa muzyka z Hogarthowskich czasów też wybrzmiała. Pierwszego dnia, po głównym daniu, usłyszeliśmy Waiting to Happen, Easter i Afraid of Sunlight. Każdego wieczoru artyści spędzali na scenie niemalże po dwie i pół godziny (w piątek zrobili dwie krótkie przerwy). Licznie zebrana publiczność (chyba w sobotę bardziej okazała pod tym względem), choć może nie wypełniła szczelnie kameralnej Scenografii, reagowała entuzjastycznie, co sprawiało dużo satysfakcji muzykom, w tym samemu Rothery’emu, który co rusz ze sceny sypał dowcipnymi komentarzami.

Gośćmi gwiazdy wieczoru była nasza rodzima legenda progresywnego grania, warszawska formacja Collage, która również przygotowała dwie różne setlisty. W piątek było bardziej klasycznie, bo wybrzmiały Heroes Cry, Ja i Ty, Kołysanka, The Blues, Baśnie oraz majestatyczny i porażający w ich wykonaniu Lennonowski God. W sobotę pojawiły się natomiast aż cztery nowe rzeczy z nadchodzącego i trochę już zbyt długo dla spragnionych fanów rodzącego się albumu (What About the Pain, One Empty Hand, A Moment A Feeling i Man in the Middle). Wydarzeniem tego występu był gościnny w nim udział samego Rothery’ego, który zagrał długie solo we wspomnianym Man in The Middle, kończącym zresztą set. Przy okazji przypomnę, że gitarzysta Marillionu pojawi się na wspomnianym nowym Collage’owym krążku. Uzupełnieniem sobotniej setlisty były Cages of the Mind i Living in the Moonlight. A sam zespół w dwóch, trwających po trzy kwadranse, setach zaprezentował się jak zwykle z wykonawczą klasą. Najmłodsi stażem w kapeli (fajnie oddający charakterystyczne gitarowe brzmienie Michał Kirmuć i frontman pełną gębą, Bartosz Kossowicz) już dawno wpasowali się w zespół. I efekty tego było widać i słychać. A nowa muzyka faktycznie przynosi trochę brzmieniowych zmian, choć wydaje się, że miłośnicy melodyjnego i progresywnego oblicza zespołu nie powinni być zawiedzeni.

Zdjęcia:

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2018 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.