ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
- 21.07 - Warszawa
- 24.07 - Chorzów
- 26.07 - Warszawa
- 27.07 - Gdańsk
- 27.07 - Warszawa
- 21.08 - Warszawa
- 24.08 - Inowrocław
- 05.09 - Białystok
- 06.09 - Lublin
- 07.09 - Rzeszów
- 08.09 - Bielsko - Biała
- 10.09 - Wałbrzych
- 12.09 - Lubin
- 13.09 - Zielona Góra
- 14.09 - Koszalin
- 15.09 - Gdynia
- 10.09 - Warszawa
- 17.09 - Wrocław
- 11.09 - Kraków
- 12.09 - Warszawa
- 16.09 - Warszawa
- 17.09 - Warszawa
- 18.09 - Warszawa
- 19.09 - Kraków
 

koncerty

21.05.2007

George Dorn Screams, Wolfgang In A Truck, Klub Demode, Łódź, 19.05.2007, godz.21.00

George Dorn Screams, Wolfgang In A Truck, Klub Demode, Łódź, 19.05.2007, godz.21.00 Ten piękny koncert miał dwa oblicza, które kompletnie do siebie nie przystawały choć zbiegały się w czasie. Dzieliła je kurtyna niezrozumienia, ignorancji i kompletnego braku szacunku.

Strasznie ucieszyłem się na ten występ, tym bardziej, że dowiedziałem się o nim niemalże w ostatniej chwili – dwa dni przed jego terminem. „Boże dzięki za Internet!!!” - zakrzyknąłem, gdy przeglądając sieć natrafiłem na ten nieznany wcześniej mi termin oraz znaną i wiele mówiącą nazwę. Tak to jest jak się w wielkim świecie nie mieszka i informacje nie walą drzwiami i oknami. Pozostała jeszcze tylko szybka zmiana weekendowych planów i już parkowałem autko w mieście włókniarzy, przy ulicy… Wólczańskiej.

Wejście do klubu nie zachęca, pofabryczne wnętrze intryguje. Dominująca czerwień, a w nią wkomponowana metalowa scena, takowe siatki i słupy. Jednym słowem - underground. Lubię takie niewielkie kluby z własnym klimatem. Zapowiadało się pięknie. Gdy kilka minut przed 9 wieczorem zameldowałem się na miejscu liczba widzów nie porażała jednak już niecałą godzinę później zrobiło się  tłoczno. Niecałą godzinę? Tak, tak. Impreza zatytułowana „Indie Revolution Night” i zaplanowana na 21 miała spore opóźnionko. Tymczasem zaczynałem czuć się coraz mniej komfortowo. Dominująca młodzież w licealnianym i studenckim wieku, w oryginalnych, poszukujących strojach i ja… na ich tle, prawie stary „pryk”. Pocieszała mnie jednak konstatacja, iż duch dobrej muzy w młodym pokoleniu nie ginie. Jak bardzo myliłem się w tej postawionej naprędce tezie, pokazać miały następne minuty.

Tuż przed dziesiątą na scenie pojawił się support. Młoda, początkująca łódzka grupa Wolfgang In A Truck. Transowa psychodelia i dancepunk to bezwzględnie nie moja liga, choć młodym muzykom nie można było odmówić zaangażowania podczas 30-minutowego występu. Zebranym, w dużej mierze znajomym i przyjaciołom, się podobało.

Tymczasem za chwilę miała pojawić się na scenie kapela, dla której w „Demode” się zjawiłem.  George Dorn Screams nie jest oczywiście obcy czytelnikom Artrock.pl. Ich znakomity debiut „Snow Lovers Are Dancing” bardzo pięknie zrecenzował tu Anorak. Nic dodać, nic ująć. Rewelacyjna płyta. Pozostało już tylko posłuchać kapeli na żywo i skonfrontować, jak to się mawia, wyobrażenia z rzeczywistością. Wyszli kwadrans przed dwudziestą trzecią. Niestety, już od samego początku musieli stawić czoła kurtynie, o której wspomniałem we wstępie. Znaczna część publiki nie zauważyła, że grupa pojawiła się na scenie, nie odpowiadając nawet na ciepłe powitanie ze strony zespołu. Pierwsze, ciche dźwięki zagłuszały nieustające rozmowy. Nawet prośba zespołu nic nie pomogła. Cóż, okazuje się, że „pokolenie mp3” nie tylko oddaje hołd temu nośnikowi, ale traktuje muzykę i artystów instrumentalnie jako tło do spotkania i rozmowy przy piwie a nawet… pogowania!!! Kto choć raz słyszał muzykę GDS wie, że taka reakcja jest jakimś absurdalnym nonsensem. Ale może to nie o pokolenie chodzi, tylko o zwykłą kulturę… . Mimo widocznego rozczarowania i zdegustowania na twarzach młodych muzyków, zespół robił swoje. Hermetycznie zamknięty w sobie odtwarzał cudne dźwięki znane z debiutu. Całkiem solidne nagłośnienie, może poza wokalem, który był zbyt mało słyszalny, tylko im w tym pomagało. Magda Powalisz z natchnieniem i zamkniętymi oczami śpiewała kolejne wersy. Muzycy skupieni na swoich instrumentach z pietyzmem odgrywali każdą nutę. Dobrze wypadały zarówno te szybsze kawałki, takie jak „69 Moles”, czy intrygujące, mroczne i tajemnicze, jak „Call Me”. Urzekająco zrobiło się dla mnie, gdy wybrzmiał stonowany, cichy „More Than This”. Bydgoszczanie skonstruowali swoją setlistę w oparciu o jedyny jak do tej pory krążek „Snow Lovers Are Dancing”. Usłyszeć jednak można było także dwie nowe kompozycje, które jak przyznała w rozmowie po koncercie Magda, nie mają jeszcze tytułów oraz… tekstów. W każdym bądź razie znakomicie rokują na następne dzieło grupy pokazując, że oryginalny styl George Dorn Screams flirtujący z postrockiem, slowcorem, alternatywą, melancholią i pewnie wieloma jeszcze szufladami rozwija się. Krótki był to koncert. Tylko czterdzieści minut. Dla mnie wielkich i niezapomnianych. Było już późno, pozostał kilkudziesięciokilometrowy powrót do domu i małe postscriptum - wciśnięcie „play” w samochodowym odtwarzaczu z albumem, z 43 minutami muzyki. Wierzcie mi, że tej późnej sobotniej nocy zabrzmiała ona jak nigdy dotąd.

Zdjęcia:

George Dorn Screams George Dorn Screams George Dorn Screams george Dorn Screams
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2019 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.