ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 

koncerty

14.10.2008

Quidam, Pineapple Thief, Riverside, Focus ; INO - ROCK Festival, Inowrocław, Teatr Letni, 06.09.2008, godz.17.00

Quidam, Pineapple Thief, Riverside, Focus ; INO - ROCK Festival, Inowrocław, Teatr Letni,  06.09.2008, godz.17.00 Cały nastrój festiwalu był zaprzeczeniem słynnej tezy Alfreda Hitchcocka, że na początku filmu powinno być trzęsienie ziemi a potem napięcie powinno jeszcze rosnąć.

Cały nastrój festiwalu był zaprzeczeniem słynnej tezy Alfreda Hitchcocka, że na początku filmu powinno być trzęsienie ziemi a potem napięcie powinno jeszcze rosnąć. Tu było akurat odwrotnie. Mam oczywiście na myśli muzykę, ale nie jej głośność tylko narastający proporcjonalnie do upływającego czasu poziom wykonawców pojawiających się na scenie.

QUIDAM : 17.00 - 18.00

Rozpoczęli tak, jak mogli najpiękniej, bo od krótkiego, cudownego numeru „Different” z ostatniej płyty. Muszę przyznać, że od razu się wzruszyłem. Na szczęście dalej zdołałem w pewnym stopniu opanować emocje, bo mógłbym nie przeżyć tego festiwalu. Repertuar ich występu opierał się przede wszystkim na ostatnim wydawnictwie. Muzycy w świetnej formie. Maciek i Bartek na scenie bardziej z przodu, Jacek jak zwykle prawie schował się za jakieś sprzęty i tylko dźwięki fletu oznajmiały jego obecność. Dosyć dynamiczny „One Day We Find”( Judge Me) w pewnym momencie przeobraził się w Red zespołu King Crimson, co wywołało burzę oklasków.

Dalej dowiedzieliśmy się, że najbardziej ukochanym fragmentem z nowej płyty dla wokalisty jest „Depicting Colours Of Emotions”, czyli według mojego katalogu nazw Don’t Look Back (łatwiej w ten sposób zapamiętać). Zabrzmiało świetnie, a następujące po kolei solówki klawiszy, fletu oraz gitary wypadły imponująco. I ten ostatni wybrzmiewający akord w finale. Cudeńko. W kawałku “They Are At There ...”( Now I Understand), miał miejsce kolejny ukłon w kierunku klasyków rocka w postaci fragmentu Riders On The Storm zespołu The Doors. A na końcu występu wokaliście upadł mikrofon – i nawet go zabolało, tak stwierdził. W niczym to nie zmieniło faktu, że gospodarze wywiązali się ze swego obowiązku bardzo dobrze, bo udanym koncertem.

Setlista:

Different/ Kind Of Solitude At Night/ One Day We Find/ Hands Off/ Depicting Colours Of Emotions/ There Are There To Remind Us/ But Strong Together

PINEAPPLE THIEF : 18.30 – 19.50

Przed nami czterech onieśmielonych trochę młodzieńców z Manchesteru. Tak się jednak tylko wydawało, bo nieśmiałość ta przerodziła się w kunszt przekazywania muzyki w niekonwencjonalny sposób. Spokojny, bez żadnych ekstremalnych wyskoków w tonacjach, śpiew wokalisty. Ekspresja jednak była, wyzwalana poprzez narastające frazy gitarowe. W ogóle od Bruce Soorda cały czas emanował pogodny spokój. Moje częstotliwości myślowe to wychwytywały i czułem się jak na terapii uspokajającej .

Co do zawartości muzycznej, zaczęli od „Shoot First” z ostatniego albumu Tightly Unwound, który został zresztą na pniu wyprzedany w czasie imprezy. Zapowiadając następny numer Bruce powiedział, że będzie to stara piosenka i poszło „Part Zero” z wyśmienitą, długą solówką gitarową. „Snowdrops” to przede wszystkim zbiorowe klaskanie widowni w rytm hiszpańskich rytmów. Doskonale wypadły długasy, następujące kolejno po sobie. Na pierwszy ogień, jedenastominutowy „Different World”, potem zadedykowany gospodarzom „To MuchTo Lose”, który trwał ponad kwadrans, obydwa z ostatniej płyty. Przed równie romantycznym jak większość nagrań czyli „We Love You” lider zespołu zrobił pamiątkowe zdjęcie publiczności ze sceny. Na bis usłyszeliśmy „ Light Up Your Eyes (1)”, gdzie basista odegrał piękne solo na harmonijce. Można się było zasłuchać, przy takiej dawce harmonijnej i subtelnej muzyki.

Setlista:

Shoot First/ Part Zero/ Tightly Unwound/ Snowdrops/ God Bless The Child/ Different World/ To Much To Lose/ We Love you/ Encore: Light Up Your Eyes (1)

RIVERSIDE : 20.10 - 21.40

Najpierw nastrojowe światła, jakieś skromne dymy, muzycy na estradzie rozpoczynają powoli, spokojnie gitarowymi pasażami, uzupełnianymi dźwiękiem klawiszy. To krótkie Intro. Potem mocniejsza porcja muzyki w postaci instrumentalnego „Lucid Dream”. Tak rozpoczął występ kolejny wykonawca. Właśnie napięcie osiągnęło swój kolejny poziom tego wieczoru. Tak właśnie miało być. Aż pięć instrumentalnych utworów przedstawił nam zespół. Następny z nich to „The Same River”. Właśnie przed jego rozpoczęciem Mariusz powiedział, że to jest właśnie fragment ich muzyki, od którego wszystko się zaczęło. Z wielkim energetycznym impetem wykonali „Reality Dream III”.

Jak to bywa na każdym koncercie, na widowni przebywają dowcipnisie, obdarzeni dużym poczuciem humoru lub pod wpływem różnych płynów. Właśnie, gdy wokalista chciał nawiązać kontakt z publicznością, ktoś niecierpliwie krzyknął: „grajcie już”. No cóż, głos ludu jest najważniejszy, więc Mariusz zrezygnował z konwersacji i zaczęli grać „Back To The River”, który przeszedł płynnie w balladę „ Conceiving You”. Następne propozycje zespołu wypadły rewelacyjnie. „Dance With The Shadow” zwalał z nóg, ale stałem przy barierce, więc miałem się o co oprzeć, jakby co. Do tej pory na koncertach, które widziałem wokalista zmieniał, w niektórych piosenkach gitarę z basowej na akustyczną. Jednak dziś, akustycznego brzmienia nie było, bo wykonywał te partie kostką na basówce.

W pewnym momencie, wszyscy zeszli ze sceny. Pierwszy powrócił Piotrek i zaczął na gitarze wyzwalać dźwięki lekko muskając struny. Za chwilę włączył się Michał na klawiszach. Potem prawie niewidoczni w skąpych światłach dołączyli pozostali dwaj instrumentaliści. To następny kawałek muzyczny bez słów, czyli „Rapid Eye Movement” w swej premierze na żywo. Myślałem, że może usłyszymy go właśnie tutaj. I proszę, spełniło się. Oczywiście był bis, a w nim „Ultimate Trip” w mocno skróconej wersji oraz singlowy „Panic Room”. Dobór utworów pokazał nam rockowy, miejscami prog rockowy pazur zespołu. Właśnie chyba o to chodziło. Tak przy okazji wyjawię, że zawsze na ich występie brakuje mi Before, który idealnie nadaje się na zakończenie koncertu, tak sądzę. No, ale nie wymagajmy zbyt wiele. Może w końcu kiedyś się doczekam.

Setlista:

Lucid Dream IV/ Out Of Myself/ Rainbow Box/ The Same River/ Reality Dream III/ Back To The River-Conceiving You/ Dance With The Shadow/ I Believe/ Rapid Eye Movement/ Encore: Ultimate Trip-Panic Room

FOCUS : 22.00 – 24.00

Zbliżamy się do zapowiadanego na wstępie trzęsienia ziemi. Najpierw jednak, po występie Riverside poszedłem za scenę. Zobaczyłem Piotrka Grudzińskiego, z którym zamieniłem kilka słów. Właśnie wtedy dowiedziałem się, że Rapid Eye Movement miał swoją premierę na żywo. Następnie spotkałem przygotowującego się do występu Thijs van Leera. Rozpocząłem rozmowę, w której zapytałem, czy nie mógłby po koncercie podarować mi setlisty. Spojrzał na mnie wzrokiem jakby znał mnie dobrze oraz na mnie tu czekał i powiedział: „Ja ci mogę tę listę podać już teraz”. Ogromnie zaskoczony tym faktem, spisałem tytuły utworów, które mi podyktował. No nie, tego to jeszcze nie było! Powróciłem na widownię. Zespół na scenie prezentował się raczej skromnie. Tylko mistrz van Leer w charakterystycznym kapeluszu i w czarnych rogowych okularach oraz odświętnym ubiorze. Pozostała trójka na „roboczo”, w dżinsach i koszulkach z krótkim rękawem. Było jednak bardzo ciepło.

Ruszyli kawałkiem „Sylvia`s Stepson”, odsłaniając ostatni album Focus 9/New Skin , który nagrany został w identycznym składzie jaki zobaczyliśmy w Inowrocławiu. Od razu swoją charakterystyczną barwę gitary ukazał nam Niels van der Steenhoven. Thijs ujawnił się w pełni na flecie w „House Of the King”. To była najstarsza pozycja koncertu, z pierwszej płyty wydanej w roku 1970. Im dalej, tym było lepiej. Najnowsze wydawnictwo reprezentowały jeszcze dwa nagrania. Wchodziliśmy w atmosferę przesyconą niesamowicie sprawnymi solówkami gitarowymi wykonywanymi z niezwykła swobodą i polotem. Zasadniczo gra Nielsa to jakby jedna wielka solówka. Dotykał strun z taką lekkością, a w głośnikach wybrzmiewały mocne tony. Gdy zaczęła się trzydziesta piąta minuta występu, mistrz ceremonii zapowiedział „Eruption”- czyli… Eksplozję. Od tego momentu powróciliśmy muzycznie do lat siedemdziesiątych. Mogę się założyć, że dla młodych słuchaczy, nieznających twórczości formacji z tego okresu, nie miało to znaczenia. Wszystko brzmiało doskonale nowocześnie, bo to jest klasyka rocka, która nie poddaje się zębom czasu. Suitę usłyszeliśmy w długiej dwudziestominutowej wersji. Miejsce do popisu miał tu każdy: gitara dźwięczała selektywnie i czyściutko, organy Hammonda grzmiały swą niezwykła barwą, łagodne fragmenty na flecie pieściły duszę, było także solo perkusji a wszystko spięte jakby klamrą, powracającym tematem muzycznym opowiadającym o Orfeuszu i Eurydyce.

Wspomnieć też trzeba o niezwykłej umiejętności lidera polegającej na tym, że w niektórych momentach posługiwał się dwoma instrumentami jednocześnie. Prawą ręką prowadził akordy na organach a lewą trzymał flet. Kto tak jeszcze potrafi ? Na pewno niewielu. Następny punkt programu, to połączone ze sobą „Focus 3” i „Focus 2”. Popłynęły jeszcze dwa nagrania z albumu Hamburger Concerto, w tym „Harem Scarem”, podczas którego Thijs siedząc przy organach gwałtownym ruchem zdjął swój nietypowy kapelusz. Wreszcienadeszła pora na improwizacje na flecie. Van Leer pozostał sam, podszedł do głównego mikrofonu i imponująco wykonał swój indywidualny set. A zaraz potem zaczęły się warsztaty wokalne dla publiczności, zakończone niespodziewanym przejściem do największego przeboju grupy czyli „Hocus Pocus”. Nagle wszyscy pojawili się ponownie i zagrali go, ale w tak niesamowicie szybkim tempie, że nie można było tego rytmu wystukać. Szok, zaparło dech w piersiach.

Po tym akcencie i burzliwej owacji Holendrzy zeszli na zaplecze. Bisy to propozycje z przedostatniej płyty Focus 8, nagranej po reaktywacji grupy w 2002 roku. Numer jeden o znamiennym tytule „Brothers” zadedykowany był wszystkim obecnym w Amfiteatrze. Natomiast bisem numer dwa „Neurotika”, zakończyli swój koncert. To było widowisko ! Muzycy z kraju tulipanów dali lekcję i pokazali się z jak najlepszej strony. Dla mnie to jeszcze jednak nie koniec przygody z Focusem. W czasie jednej z przerw nabyłem ich ostatnie wydawnictwo i teraz, ponownie poszedłem za scenę, po autografy. Pierwszy wyszedł perkusista Pierre van der Linden. Uwierzcie mi, ten człowiek wyglądał jakby przed chwilą skończył przerzucać łopatą kilka ton węgla, a tak w ogóle jest najstarszy w zespole i uczestniczył w jego wcześniejszych składach. Rzecz jasna, wszystkie podpisy uzyskałem, jeszcze kilka słów podziękowania, parę fotek i trzeba zbierać się do powrotu.

Setlista:

Sylvia`s Stepson/ House Of The King/ Tamara`s Move/ Aya-Yuppie-Hippie-Yee./ Focus 7/ Eruption/ Sylvia/ Focus 3-Focus 2/ Harem Scarem/ La Cathedrale de Strasbourg/ Flute Solo/ Hocus Pocus/ Encore 1 - Brothers/ Encore 2-Neurotika.

 

Ino-Rock Festival przeszedł do historii, ale jak zapowiadali organizatorzy, być może za rok odbędzie się jego druga edycja. Dobrze by było. Następne lato czeka, wszak szlak do Inowrocławia mamy już przetarty.

 

 

Zdjęcia:

Ino Rock Inowrocław - Quidam Ino Rock Inowrocław - Pineapple Thief Ino Rock Inowrocław - Pineapple Thief Ino Rock Inowrocław - Riverside Ino Rock Inowrocław - Focus Ino Rock Inowrocław - Focus Ino Rock Inowrocław - Focus Ino Rock Inowrocław - Focus
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2021 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.