ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
- 17.07 - Wrocław
- 21.07 - Warszawa
- 24.07 - Chorzów
- 26.07 - Warszawa
- 27.07 - Gdańsk
- 27.07 - Warszawa
- 21.08 - Warszawa
- 24.08 - Inowrocław
- 05.09 - Białystok
- 06.09 - Lublin
- 07.09 - Rzeszów
- 08.09 - Bielsko - Biała
- 10.09 - Wałbrzych
- 12.09 - Lubin
- 13.09 - Zielona Góra
- 14.09 - Koszalin
- 15.09 - Gdynia
- 10.09 - Warszawa
- 11.09 - Kraków
- 12.09 - Warszawa
 

koncerty

02.05.2014

ARTUR ROJEK, PATRICK THE PAN, Warszawa, Palladium, 23.04.2014

ARTUR ROJEK, PATRICK THE PAN, Warszawa, Palladium, 23.04.2014 Nowe oblicze Artura Rojka
Kiedy w muzycznym świecie rozprzestrzeniła się wiadomość, że Artur Rojek odłącza się od składu Myslovitz, a ten pod niezmienioną nazwą będzie kontynuować działalność z nowym wokalistą, to nie byłem w stanie zobrazować sobie, jak to wszystko ma teraz funkcjonować. Dopiero po czasie, przy okazji koncertu Artura, mogę z całą stanowczością egoistycznie stwierdzić, że jestem zadowolony z takiego obrotu sprawy. W innym wypadku ten niezwykły wieczór z zaskakującym zestawem utworów nie miałby racji bytu, a tak z czystym sumieniem mogę dołączyć kolejne, unikalne fotografie do mojego albumu koncertowych wspomnień.
 
Jako pierwszy na scenie potrafił się Piotr Madej wraz z koncertowym składem Patrick the Pan. Sam projekt zasługuje na uwagę. W grudniu 2012 w przestrzeni portalu Marka Zuckerbega zaczęło rozprzestrzeniać się zaproszenie do wydarzenia 'Nagrałem płytę. Chcesz posłuchać?'. Chodziło o materiał zamknięty w formie albumu Something of an End, który pomimo tego, że został zarejestrowany w warunkach domowych, to robił ogromne wrażenie. Szczęśliwie udało mi obserwować rozwój całej otoczki wokół Patrick the Pan, czego zwieńczeniem była trasa z Arturem Rojkiem. Piotr Madej z zespołem wykorzystali swoją szansę i wypadli bardzo dobrze. Pojawiły się okrojone, akustyczne kompozycje, które czarowały klimatem i niezwykłym nastrojem, który przypadł do gustu zgromadzonym w Palladium odbiorcom muzycznych emocji. Mogę przyczepić się wyłącznie do dwóch elementów tego występu. Przede wszystkim był zdecydowanie zbyt krótki. Kiedy w końcu udało mi się na żywo doświadczyć muzyki Patryka Patelni, to chciałbym jej więcej i więcej, co niestety będę musiał odłożyć na inną okazję, bo po około trzydziestu pięciu minutach Piotr z kolegami opuścili scenę. Po drugie występ muzyków z Krakowa przypomniał mi jedną z wypowiedzi animowanego Jokera, który stwierdził, że jeśli nie zrozumiesz żartu, to jego wytłumaczenie nie spowoduje, że nagle wybuchniesz śmiechem. W związku z tym od lat uważam, że tłumaczenie, o czym jest dany utwór, jest po prostu słabym rozwiązaniem i na szczęście niewielkim - choć jednak - koncertowym zgrzytem.
 
Artur Rojek również pokazał się z bardzo dobrej strony. Materiał ze Składam się z ciągłych powtórzeń rewelacyjnie wypadł na żywo i to zarówno w kontekście bardziej spokojnych kompozycji pokroju Lato '76, czy Kot i Pelikan, jak i dynamicznych utworów. Nie zabrakło też świetnych niespodzianek. Tuż po zakończeniu części poświęconej promocji solowego debiutu Artura, pojawiły się starsze kompozycje z repertuaru Myslovitz i Lenny Valentino. Nieoczekiwanie nadarzyła się okazja do usłyszenia Trujących Kwiatów, Domu, czy wyrywającego odbiorcę z butów wykonania Good Day My Angel. Dwukrotnie rozbrzmiała także Beksa, którą najpierw Artur wykonał wraz z zespołem, a następnie w składzie uzupełnionym o dziecięcy chórek. Kolejny raz dała o sobie znać wrodzona skromność Rojka, który w charakterystyczny dla siebie sposób nie radził sobie z konferansjerką, co całemu koncertowi dodawało specyficznego uroku. Na pochwałę zasługuje także oprawa koncertu. Uwagę przykuwały dobrze zaplanowane i świetnie zrealizowane oświetlenie z wielkimi inicjałami Artura na czele. Klub pękał w szwach, rozbrzmiały bisy, ale nawet po ostatnim dźwięku nikt nie kwapił się do wyjścia wciąż licząc na więcej. Trudno o lepszą rekomendację koncertu.
 
Ten środowy wieczór w warszawskim Palladium dostarczył wielu niezapomnianych emocji. Świetnie wypadł Patrick the Pan w akustycznym secie nostalgicznych wycinków z krążka Something of an End. Zaprezentowane prześwity nowego materiału wcale nie prezentowały się gorzej. Jednak zdecydowaną gwiazdą wieczoru był Artur Rojek, który w rewelacyjnej grze świateł, dla pękającego w szwach klubu, w niezwykle emocjonalny sposób odegrał nie tylko Składam się z ciągłych powtórzeń, ale i starsze kompozycje, których nie miałem okazji wcześniej usłyszeć na żywo. Kończę wklejać zdjęcia do wspomnianego na początku albumu, jednak przezornie zostawiam jeszcze trochę miejsca na kolejne występy Artura. Kto nie był, niech żałuje!
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2019 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.