ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
- 21.07 - Warszawa
- 24.07 - Chorzów
- 26.07 - Warszawa
- 27.07 - Gdańsk
- 27.07 - Warszawa
- 21.08 - Warszawa
- 24.08 - Inowrocław
- 05.09 - Białystok
- 06.09 - Lublin
- 07.09 - Rzeszów
- 08.09 - Bielsko - Biała
- 10.09 - Wałbrzych
- 12.09 - Lubin
- 13.09 - Zielona Góra
- 14.09 - Koszalin
- 15.09 - Gdynia
- 10.09 - Warszawa
- 17.09 - Wrocław
- 11.09 - Kraków
- 12.09 - Warszawa
- 16.09 - Warszawa
- 17.09 - Warszawa
- 18.09 - Warszawa
- 19.09 - Kraków
 

koncerty

02.05.2014

CULT OF LUNA, GOD SEED, Warszawa, Proxima, 29.04.2014

CULT OF LUNA, GOD SEED, Warszawa, Proxima, 29.04.2014 Koniec kwietnia 2014 kojarzyć będzie się jedynie z niesamowitym koncertem Cult of Luna, który zawitał do Warszawy po raz ostatni przed planowaną przez zespół przerwą w działalności.
Koncert zespołu Cult of Luna, a w zasadzie moje uczestnictwo w takowym, był jednym z moich największych, usilnie nieziszczających się marzeń związanych z muzyką. Raz na jakiś czas pojawiały się możliwości i plany zobaczenia Szwedów na żywo, ale nigdy nie doszło do ich realizacji. Na dodatek każda wizyta w stołecznej Progresji i konfrontacja z plakatową ścianą przypominała mi o wydarzeniu, jakie rozegrało się tam bez mojego udziału w 2008 roku. Wtedy to na jednej scenie z formacją Cult of Luna, która promowała rewelacyjny Eternal Kingdom, wystąpił zespół Blindead przecierając szlaki polskiego post-metalu. Na szczęście tym razem, bez względu na okoliczności, udało mi się wziąć udział w muzycznej uczcie, którą z rozrzewnieniem będę wspominał do końca życia.
 
Koncert odbył się w Proximie, która od jakiegoś czasu przestała straszyć nagłośnieniem. Nie wszystkie elementy brzmiały krystalicznie czysto, na szczęście nie o to chodzi w tej muzyce, a w porównaniu do kilka naprawdę źle nagłośnionych wydarzeń, w tym przypadku nie ma się do czego przyczepić. Występ obu zespołów miał być poprzedzony dość długim wprowadzeniem zbudowanym z remiksów ich twórczości. Trudno mi powiedzieć, co ostatecznie stało się z tymi planami, ale wszystko wskazuje na to, że wzięły w łeb. Dźwięki, które sączyły się ze sceny przed występem God Seed z pewnością nie wyszły spod paluchów Norwegów. Dodatkowo po ich występie miejsce na scenie dość szybko zajęli muzycy Cult of Luna
 
Bardzo lubię mocne, agresywne i intensywne doznania w muzyce. Uwielbiam takie elementy w muzyce post-rockowej, post-metalowej i w całej gamie pomniejszych, muzycznych wariacji, dlatego cieszyłem się, że niejako przy okazji, będę miał możliwość zobaczyć na scenie także byłych muzyków formacji Gorgoroth. Niestety kolejny raz i to bardzo szybko przekonałem się, że granie w stylu twórczości God Seed, choć z pewnością dobre w swojej kategorii, to jednak niezbyt strawne dla mnie w takich ilościach. Odniosłem wrażenie, że przedstawione propozycje były przede wszystkim zbyt monotonne. Wszystkie utwory zlały mi się w jedną kompozycję opartą na niezbyt atrakcyjnym wokalu i ścianie dźwięku wygenerowanej przez podwójną stopę perkusji. Wszystko wskazuje na to, że nie byłem odosobniony w swoich odczuciach, bo pod sceną po każdym utworze robiło się coraz luźniej. 
 
Byłem niezmiernie ciekawy, jak muzycy Cult of Luna pomieszczą się na niezbyt pokaźnej scenie Proximy. Miejsce przed publicznością zajęło siedmiu jegomości zaopatrzonych m.in. w stos gitar i dwa zestawy perkusyjne. Już sam aspekt wizualny robił ogromne wrażenie, w końcu widok tak skutecznie pracującej, wieloczęściowej maszyny nie jest codziennością. Dodając do tego dym, światła sterowane muzyką, zachowanie sceniczne i oczywiście samą muzykę, to ilość doznań przekraczała wszelkie oczekiwania. Niezmiernie żałuję, że w secie zaproponowanym przez Szwedów zabrakło wypatrywanego przeze mnie Ghost Trail, ale w zamian dostałem równie świetne kompozycje pokroju intensywnego In Awe Of, klimatycznego Passing Through, czy rozbudowanego Vicarious Redemption, co ostatecznie zrekompensowało wszelkie braki i niedociągnięcia. Nie wszystko niestety wypadło zgodnie z planem. Z pewnością po koncercie pojawią się głosy, że Cult of Luna jest zespołem bardziej studyjnym niż koncertowym. Oczywiście pojawiły się nietrafione dźwięki, a tempo od czasu do czasu wymykało się spod kontroli, ale czy faktycznie sprawiało to na tyle istotną różnicę, żeby wyjść z koncertu niezadowolonym?
 
Szwedzi zaproponowali hipnotyczny, intensywny set, w którym mieli okazję zademonstrować wszystkie swoje najmocniejsze strony z niesamowitą energią koncertową na czele. Moc, ciężar i ściany dźwięków mieszały się z subtelnymi akcentami, świetnym klimatem i rewelacyjnymi światłami. Część tego nastroju i okoliczności będzie mi stale towarzyszyć, bo nie był to tylko jeden z najbardziej oczekiwanych przeze mnie koncertów, ale post factum stwierdzam, że również jeden z najlepszych, na jakich byłem. Często mówi się, że opisanie takich emocji wymaga setek, jeśli nie tysięcy słów. Mnie wystarczy tylko jedno: obłęd.
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2019 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.