ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 

koncerty

06.05.2014

STEVE HACKETT, Zabrze, Dom Muzyki i Tańca, 05.05.2014

STEVE HACKETT, Zabrze, Dom Muzyki i Tańca, 05.05.2014

Niezwykłą muzyczną podróż w lata siedemdziesiąte zafundował wszystkim zebranym w zabrzańskim Domu Muzyki i Tańca Steve Hackett…

Ktoś złośliwy mógłby powiedzieć, że to co robi obecnie Steve Hackett jest idealnym wręcz wpisywaniem się w modną ostatnio konwencję kowerowania wielkich zespołów i ich muzyki sprzed 30, czy 40 lat i żerowaniem na ich bezsprzecznej i niepodważalnej wielkości. Przypomnę, że w przypadku muzyki Genesis w zamierzchłe czasy z dużym pietyzmem potrafi przenieść choćby znany dobrze u nas włoski The Watch. No tak, tylko że w ramach Genesis Extended World Tour mamy sytuację zgoła odmienną i wyjątkową. Bowiem do muzyki sprzed lat powraca… sam jej twórca, do tego otoczony niemałym wianuszkiem wyjątkowych muzycznych osobowości. Efekt tegoż musi być magiczny i doprawdy jest.

Panowie Steve Hackett, Roger King, Gary O'Tool, Nad Sylvan, Rob Townsend i Nick Beggs wyszli na przestronną scenę zabrzańskiego Domu Muzyki i Tańca dokładnie o 20 entuzjastycznie wręcz witani przez dość szczelnie zapełniającą salę publiczność (nieco wolnych miejsc można było dostrzec na balkonie). Zaczęli od charakterystycznych dźwięków gitary i potężnych uderzeń perkusji inaugurujących Dance On A Volcano. Już ten pierwszy klasyk pokazał, że wieczór będzie niezwykły. Bogate światła, znakomite nagłośnienie i dostojna sala, w której okalające scenę i wznoszące się ku górze rzędy krzeseł tworzyły niemalże atmosferę znaną z występów tego składu w  Hammersmith, czy  The Royal Albert Hall. Tym bardziej, że kolejno odgrywane perły z przeszłości -  Dancing With the Moonlit Knight, Squonk i Fly On A Windshield jeszcze mocniej ową atmosferę podgrzewały.

Pierwszy wyjątkowy moment koncertu nastąpił po wybrzmieniu Broadway Melody Of 1974, kiedy to Steve Hackett zaprosił na scenę „naszego” – wszak mieszkającego w Polsce - Raya Wilsona. Fajnie, że ten fakt został tak zgrabnie wykorzystany i były wokalista Genesis, choć na chwilę pojawił się na scenie. Wykonał przepiękny The Carpet Crawlers, co chyba nie było zaskoczeniem, gdyż muzyk ma ten numer w repertuarze swojego projektu Genesis Classic, oraz, po dłuższej przerwie, Firth Of Fifth. Czyż muszę dodawać, że gitarowe solo zagrane w tej kompozycji przez Hacketta, spotęgowane potężną kanonadą perkusyjną O'Tool’a, uniosło salę o piętro wyżej i było absolutnie jednym z najważniejszych momentów koncertu. Żeby jednak nie było tak różowo, to jako ciekawostkę warto zauważyć małą wpadkę Rogera Kinga w klawiszowym wstępie do tego utworu (sam artysta skomentował to sympatycznym uśmiechem). Mistrz ceremonii mówił niewiele. Po fantastycznie odegranym The Musical Box, a przed I Know What I Like (In Your Wardrobe) spokojnie przedstawił muzyków mu towarzyszących wstrzymując się przy sążnistych brawach. A skoro mowa o tej ostatniej kompozycji. Warto zauważyć jej wyjątkowo improwizatorski charakter, pełen solowych popisów na saksofonie sopranowym i flecie (Rob Townsend) oraz gitarze. W drugiej części koncertu publiczność zelektryzowały zagrany z werwą The Knife oraz ostatni w zasadniczej części występu Supper's Ready. Przy okazji odgrywania tej ostatniej kompozycji pomyślałem, jak rzadko dziś muzykom udaje się skomponować TAKIE rozbudowane suity. Przemyślane, bez dłużyzn, z każdym dźwiękiem na swoim miejscu.

Występ, po dokładnie 150 minutach, zamknęły Watcher Of The Skies i przearanżowany Los Endos. Występ, w którym maestro zgrabnie wymieszał utwory, swego czasu zarejestrowane na dwóch częściach Genesis Revisited. Widowisko, bo i tak chyba można je nazwać, intrygować mogło zresztą nie tylko muzyką, ale i osobowościami, które pojawiły się na scenie. Przebierającym się stosownie do sytuacji Nadem Sylvanem (facetem o Collinsowsko – Gabrielowskim głosie), kłaniającym się melonikiem Garym O'Tool’em, czy grającym czasem na siedząco, długowłosym Nickiem Beggsem. Do ideału zabrakło mi tylko dwóch cudeniek - The Lamia i The Chamber of 32 Doors. Cóż, i tak był to piękny wieczór. Nic więcej.

Zdjęcia:

Steve Hackett, Zabrze, DMiT, 05.05.2014 Steve Hackett, Zabrze, DMiT, 05.05.2014 Steve Hackett, Zabrze, DMiT, 05.05.2014 Steve Hackett, Zabrze, DMiT, 05.05.2014 Steve Hackett, Zabrze, DMiT, 05.05.2014 Steve Hackett, Zabrze, DMiT, 05.05.2014 Steve Hackett, Zabrze, DMiT, 05.05.2014 Steve Hackett, Zabrze, DMiT, 05.05.2014 Steve Hackett, Zabrze, DMiT, 05.05.2014 Steve Hackett, Zabrze, DMiT, 05.05.2014 Steve Hackett, Zabrze, DMiT, 05.05.2014 Steve Hackett, Zabrze, DMiT, 05.05.2014 Steve Hackett, Zabrze, DMiT, 05.05.2014 Steve Hackett, Zabrze, DMiT, 05.05.2014 Steve Hackett, Zabrze, DMiT, 05.05.2014 Steve Hackett, Zabrze, DMiT, 05.05.2014 Steve Hackett, Zabrze, DMiT, 05.05.2014 Steve Hackett, Zabrze, DMiT, 05.05.2014 Steve Hackett, Zabrze, DMiT, 05.05.2014 Steve Hackett, Zabrze, DMiT, 05.05.2014 Steve Hackett, Zabrze, DMiT, 05.05.2014 Steve Hackett, Zabrze, DMiT, 05.05.2014 Steve Hackett, Zabrze, DMiT, 05.05.2014 Steve Hackett, Zabrze, DMiT, 05.05.2014
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2018 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.