ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Pure Reason Revolution ─ Amor Vincit Omnia w serwisie ArtRock.pl

Pure Reason Revolution — Amor Vincit Omnia

 
wydawnictwo: Superball Music 2009
 
1. Les Malheurs (5:02)/ 2. Victorious Cupid (3:39)/ 3. i) Keep Me Sane/Insane (0:55)/ 4. ii) Apogee iii) Requiem For The Lovers (5:22)/ 5. Deus Ex Machina (5:40)/ 6. Bloodless (4:55)/ 7. Disconnect (5:54)/ 8. The Gloaming (9:10)/ 9. AVO (4:47)
 
Całkowity czas: 45:24
skład:
Jon Courtney - Vocals, Guitars, Keyboards/ Chloë Alper - Vocals, Bass Guitars, Keyboard/ Jamie Willcox - Vocals, Guitars/ Paul Glover - Drums
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
,29
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
,15
Album słaby, nie broni się jako całość.
,24
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
,3
Album jakich wiele, poprawny.
,8
Niezła płyta, można posłuchać.
,8
Dobry, zasługujący na uwagę album.
,17
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
,9
Absolutnie wspaniały i porywający album.
,4
Arcydzieło.
,11

Łącznie 128, ocena: Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
 
 
Brak oceny
Ocena: * Bez oceny
24.02.2009
(Recenzent)

Pure Reason Revolution — Amor Vincit Omnia

Żeby nie było niedomówień – uwielbiam debiutancki album Pure Reason Revolution i zgadzam się w zupełności z jego recenzją autorstwa Wojtka Kapały. „The Dark Third” było ciekawe, bogate aranżacyjnie, z wyczuciem, pazurem, melodiami, klimatem… I niestety na tym zdaniu skończą się jakiekolwiek pochwały pod adresem Pure Reason Revolution…

…A to dlatego, że nie jest to recenzja „The Dark Third”, tylko jej następczyni... No i mamy problem.

„Amor Vincit Omnia” sprawia wrażenie płyty robionej na szybko, a powodem jej powstania były chyba tylko jakieś kontrakty z wytwórniami, bo pomysłu na ten album raczej nie było. To jest po prostu zlepek kawałków w większej części elektronicznych. Nie mam nic przekiwko dużej ilości elektroniki. Mnie to nie przeszkadza, póki jest używana dobrze. Problem w tym, że po przesłuchaniu „Amor Vincit Omnia” ma się wrażenie, że tylko elektronika była obecna przez te 45 minut. No i może jeszcze kompletny CHAOS i NUDA.

Wszystko, co lubiłem w tym zespole jest tu praktycznie nieobecne, albo zepchnięte na… nawet nie drugi, a trzeci plan. Nie ma żadnych wokalnych harmonii, które wydawały się najsilniejszym i najbardziej charakterystycznym elementem muzyki Pure Reason Revolution. To one stwarzały ich własny styl. No ale co po harmoniach, skoro większości utworów brak jakiejkolwiek struktury. Oprócz Les Malheurs i The Gloaming wszystko jest przekombinowane, niedopracowane i bez żadnej koncepcji. Nawet teksty zdają się nie posiadać żadnego pomysłu. Nie trzeba się wcale wsłuchiwać, by dojść do takiego wniosku. Poleci zwrotka, dwie, a potem najłatwiej zapętlić do samego końca jakieś zdanie w stylu „Did you feel love? Did you feel love?” i jeszcze powtórzyć ten zabieg w następnym utworze. Pamiętacie teksty z „The Dark Third”? To zapomnijcie!

Zapomnijcie też o skrzypcach. Ba! O gitarach nawet! Skurczyły się jak rtęć, kiedy na dworze jest -15. Jest sobie jakiś rytm, śpiew (niestety rzadziej w wykonaniu Chloe Alper), melodia. W to wszystko wplątywane są wszelakie sample, manipulacje dźwiękiem i przeszkadzacze. Zaraz, zaraz… W co wplątywane? Bo zanim się obejrzysz i nawet tego już nie ma. Nawet kiedy zdarza się PRR jakaś ładna melodia (patrz Bloodless), to jest prowadzona w ślepą uliczkę, jakby miała coraz mniej miejsca. Innymi słowy – całkowity brak wyczucia i umiejętności poprowadzenia utworu. Disconnect to jakieś nieporozumienie. Takie rzeczy, jak początek tego utworu to na Amidze w grach się słyszało jeszcze niedawno. Później jest nawet nawet, ale ciężko przebrnąć przez tego… robota. Les Malheurs uznałem z początku za bardzo słabe, ale na tle późniejszych utworów zaczęło prezentować się lepiej. A już Keep Me Sane/Insane to idealny przykład zmarnowanego materiału na coś dobrego. Trwa ile trwa, a mimo to zespół znalazł czas by to przekombinować. Jedynym utworem w stylu starego PRR jest Victorious Cupid. Czuć, że powstał dużo wcześniej.

Chyba wystarczy już tego pastwienia się, co?:( Mnie też boli. Pure Reason Revolution to był mój faworyt tego roku. Z wielkimi nadziejami patrzyłem na ten zespół w przyszłość. Mogę tylko łapać się za głowę i pytać: „Co się z nimi stało?”. Chcieli nagrać prog-disco (i wyszło disco)? Poczuli się zbyt pewnie po ciepło przyjętym debiucie? A może już się wypalili? Oby nie!

Nie podoba mi się droga obrana przez Pure Reason Revolution, nie podoba mi się praktycznie żaden utwór w całości, okładka, wokale… „Amor Vincit Omnia” nic sobą nie prezentuje. Ten zespół stać na dużo więcej, niż pop-disco-elektro. Może jak dostaną baty, to odbiją się od… Szkoda by było marnować potencjał, który wierzę, że ciągle mają. Wierzę też, że jeszcze pokażą kiedyś światu coś lepszego. Miłość zwycięża wszystko, a wiara czyni cuda…

Bez oceny. Nie mam serca dać jedną gwiazdkę.

Jednak to tylko moja opinia. Może jednak komuś spodoba się to „nowe” Pure Reason Revolution (?).

 

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2021 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.