ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Biosphere ─ Microgravity w serwisie ArtRock.pl

Biosphere — Microgravity

 
wydawnictwo: R&S Records 1992
 
1. Microgravity [5:12]
2. Baby Satellite [5:04]
3. Tranquillizer [8:18]
4. The Fairy Tale [4:53]
5. Cloudwalker II [5:26]
6. Chromosphere [3:28]
7. Cygnus-A [5:02]
8. Baby Interphase [5:07]
9. Biosphere [4:41]
 
Całkowity czas: 47:17
skład:
Geir Jenssen - różne instrumenty, produkcja
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
,1
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
,0
Album słaby, nie broni się jako całość.
,0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
,0
Album jakich wiele, poprawny.
,0
Niezła płyta, można posłuchać.
,0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
,0
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
,4
Absolutnie wspaniały i porywający album.
,1
Arcydzieło.
,2

Łącznie 8, ocena: Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
 
 
Recenzja nadesłana przez czytelnika.
Brak oceny
Ocena: * Bez oceny
02.05.2003
(Gość)

Biosphere — Microgravity

Oto i kolejna recenzja, prezentująca kolejne ważne dokonanie gatunku zwanego przeze mnie art-techno – czyli przypomnijmy – zmyślonej szufladki skupiającej wszystkich tych muzyków, których artystyczne wizje wykraczają poza duszne sale modnych klubów i dyskotek, nie stroniąc też od inspiracji jazzowych, rockowych i ‘poważnych’.

Przedstawiana płyta to debiut zespołu Biosphere – Microgravity z 1992 roku.

Słowo ‘zespół’ jest chyba w tym przypadku lekkim nadużyciem, jako że w Biosphere do czynienia mamy z jednym tylko muzykiem – Geirem Jenssenem, wywodzącym się z zespołu Bel Canto (grupa ta łączyła w latach ‘80 wpływy New Age’a z brzmieniami wytwórni 4AD).

Płyta Microgravity obok Selected Ambient Works 85-92 Aphex Twina, debiutu The Orb’a, czy słynnej Warp’eowskiej składanki Artificial Inteligence, była jednym z pierwszych objawów narodzin zupełnie nowej muzycznej wrażliwości. Dźwięki Biosphere zawdzięczają tyle samo Brianowi Eno i kraut rockowcom co LFO i 808 State (jedne z najpierwszych ansambli wykonujących tak zwaną muzykę techno). Na tych ewidentnych stwierdzeniach można by właściwie oprzeć cała recenzje i czym prędzej ją zakończyć, gdyby nie pewien mały geograficzny szczegół.

Geir Jenssen pochodzi z pewnej niewielkiej norweskiej mieściny położonej niespełna kilkaset kilometrów od najzimniejszych zakątków naszej planety – północnego bieguna polarnego.
Zapytacie się, jaki to ma wpływ na muzykę? Wystarczy jednak posłuchać pierwszego utworku z płyty - tytułowego Microgravity a odpowiedź nasunie się sama.
Jak takimi prostymi sposobami – to jest nieskomplikowanymi brzmieniami syntezatora; delikatnym beatem; schowaną, zamgloną gitarą i samplami z filmów lat ’50 – Geir’owi udało się wytworzyć tyle zimna i mrozu, że możemy być świadkami zamiany tej kapiącej wody z rynny zza naszego okna w gruby sopel, doprawdy nie potrafię wytłumaczyć.
Mimo tego, że podczas lektury Microgravity, wszystko wokoło niechybnie zmierza ku zeru absolutnemu, nie czujemy się wyalienowani i zostawieni na pastwę bezlitosnej temperatury. Album ten posiada pełnie analogowego organicyzmu – podobnie jak większość dzieł lat ‘90 tego stylu, na przykład słynne Selected Ambient Works 85-92 Aphex Twina.
Microgravity nie jest zbyt różnorodnym zbiorem utworów, choć na pewno można wyróżnić tu fragmenty bardziej przestrzenne, prawie bez-rytmiczne (wspomniany utwór tytułowy, Cloudwalker II, Cygnus-A czy Biosphere) a także te nieco bardziej agresywne i pełne beatów, wciąż utrzymane jednak w bardzo pejzażowej atmosferze (Satelite Baby, Chromosphere). Mimo to album płynie znakomicie, posiada wiele zapierających dech w piersiach (z zimna) motywów i chyba dzięki swojemu niezbyt okazałemu czasowi trwania nie znudzi nawet bardzo początkujących adeptów tej plastycznej muzyki.

Microgravity to bardzo piękny i szczery debiut. Chociaż wiele brzmień z racji nieubłaganie płynącego czasu, jest dzisiaj lekko przeterminowana, bogactwo pomysłów i wspomniany organiczny mróz bronią tej płyty zawzięcie.
Jeśli zorza polarna umiałaby śpiewać zapewne Biosphere mógłby ją podać do sądu za plagiat :).
Polecam!

Fanom jeszcze bardziej ambientalnych ekscesów rekomenduje kolejne płyty Geira Jenssena (szczególnie Substrate) a także jego kolaboracje z Peterem Namlookiem i Higher Intelligence Agency.
 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.