ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Barclay James Harvest ─ Live Tapes w serwisie ArtRock.pl

Barclay James Harvest — Live Tapes

 
wydawnictwo: Polydor 1978
 
Disc 1: (38:29)
1. Child Of The Universe (6:44)
2. Rock'N'Roll Star (5:25)
3. Poor Man's Moody Blues (7:30)
4. Mockingbird (7:28)
5. Hard Hearted Woman (4:47)
6. One Night (6:35)
Disc 2: (40:18)
1. Taking Me Higher (4:38)
2. Suicide (6:46)
3. Crazy City (4:42)
4. Johnathan (6:03)
5. For No One (6:28)
6. Polk Street Rag (5:41)
7. Hymn (6:00)
 
Całkowity czas: 78:47
skład:
- Les Holroyd / vocals, basses, guitar ; - John Lees / vocals, guitars ; - Mel Pritchard / drums ; - Woolly Wolstenholme / vocals, keyboards, Mellotron
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 0
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 0
Album jakich wiele, poprawny.
› 0
Niezła płyta, można posłuchać.
› 0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 1
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 3
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 8
Arcydzieło.
› 2

Łącznie 14, ocena: Absolutnie wspaniały i porywający album.
 
 
Ocena: * Bez oceny
12.12.2010
(Recenzent)

Barclay James Harvest — Live Tapes

Jakie jeszcze umknęły nam co ważniejsze kapele prog-rockowe? Jaka jeszcze nie dostąpiła zaszczytu (he, he) posiadania recenzji na naszym portalu? Oczywiście spośród anglosaskich. Podstawowa dziewiątka – są wszyscy. Nie wszystko, ale wszyscy, a Strzyżu oprawia teraz Floydów. Druga liga, te 10 - 15 kapel, które również uczciwie punktowały na listach przebojów, ale nie miały takiej „siły rażenia” – większość jest, choćby po jednej płycie. Brakuje Caravan, Nektar i Barclay James Harvest. A w zależności jak do tego proga podchodzić, to jeszcze Traffic i Family. Nektar się pisze, Family i Traffic – powinny, recka Caravan zacięła się kilka miesięcy temu na trzecim zdaniu i ani dudu do przodu, a Barclayami zajmę się teraz.

Dziwne, że dopiero teraz, bo nagrań BJH słucham naprawdę bardzo często, to jeden z najchętniej słuchanych przeze mnie wykonawców (obok Oldfielda, Vangelisa, Parsonsa, Strawbs, Camel i Moody Blues – i o wszystkich pisałem).

Generalnie lubię wszystko co BJH nagrało jako kwartet, może z niewielkimi wyjątkami - „XII” to wypadek przy pracy, albo raczej zapowiedź końca tego składu. Na swoich płytach studyjnych grupa charakteryzowała się pastelowym brzmieniem, delikatnością i melodyjnością. Romantycy muzyki rockowej – wiem, że wymyślono to dla potrzeb całkiem innej muzyki, ale do BJH pasuje jak ulał.

Za to koncerty to była już całkiem inna sprawa. Na żywo grali znacznie energiczniej, z takim rockowym pazurem. Ich muzyka zyskiwała na mocy, nie tracąc na melodyjności i romantycznej aurze. Okazało się, że Lees oprócz tego, że ładnie śpiewa, to jeszcze bardzo dobrze gra na gitarze i potrafi zaskoczyć soczystą solówką. Jest kilka koncertówek BJH nagranych w okresie ich największej aktywności muzycznej – czyli w latach 1970-1993, dokładnie cztery; „Live”, „Live Tapes”, „A Concert for The Poeple” i „Glasnost’”. Dużo dobrych rzeczy słyszałem na temat tej pierwszej, ale uważam, że zachwyty nad nią są nieco przesadzone. Gdyby była cała taka jak pierwsze dwadzieścia minut – no to na kolana! Ale reszta już taka rewelacyjna nie jest, a na przykład „Mockingbird”, czy „For No One” są dużo słabsze niż na „Live Tapes”. „A Concert for The People” to zapis koncertu plenerowego w Berlinie, w sierpniu 1980 roku, na placu przed Reichstagiem, który oglądnęło i wysłuchało około ćwierć miliona ludzi – zacna rzecz, mam to też w wersji z obrazkami, bardzo przyjemnie się to ogląda, a jak znajdę samą płytkę audio (na półce jest tylko puste pudełko…) to coś o nim tez skrobnę, bo warto. „Glasnost’” też była rejestracja występu również dla bardzo pokaźnego audytorium, bo dla około 170 tysięcy ludzi, też w Berlinie, ale po tej gorszej stronie muru, w parku Treptower, w lipcu 1987 roku. Miła rzecz, a jej największą zaletą jest bardzo ładna wersja „She Said Love”. Moim zdaniem najlepsza z nich jest „Live Tapes”, wydana w 1978 roku, a nagrania pochodziły z lat 1976 – 1977. Początkowo miał być to pojedynczy album przeznaczony na rynek amerykański, a skończyło się na podwójnym, z nieco inną track-listą niż planowana, a do tego nigdy w USA się nie ukazał, bo trafił tylko na rynek europejski. Jak zwykle w takich przypadkach, przy kompilowaniu materiału zastosowano formułę „The Best, ino na żywo” – jak najbardziej uzasadnioną, bo jeżeli taki album ma być w pewnym sensie podsumowaniem, to przecież stron B singli zawierać nie będzie. W takim przypadku pewnie największym problemem jest przekopanie się przez kilometry taśm, przesłuchanie godzin muzyki, bo zapewne na brak odpowiedniego materiału muzycy narzekać nie mogli. Summa summarum „Live Tapes” zawiera kilkanaście starannie wyselekcjonowanych utworów, w możliwie jak najlepszych wykonaniach koncertowych. Brakuje mi może „Sea of Tranquility”, „Beyond The Grave”, czy „Love Is Like A Violin”, ale to bardziej kwestia osobniczych upodobań, niż jakieś rażące braki. Ale są, i to w fantastycznych wersjach, „Poor’s Man Moody Blues”, „Child Of The Universe” i „Taking Me Higher”. Powtarza się kilka utworów z „Live”, „Mockingbird”, „Crazy City”, „For No One” można je sobie porównać i pod każdym względem te nowsze wersje są lepsze – lepiej zagrane, a do tego „Woolly” ma lepsze klawisze. W ogóle „Mockingbird” i „For No One” (świetna wersja, bardziej rockowa, „podkręcona” rozbudowaną solowką gitarową), wraz z jeszcze „Taking Me Higher”, “Child Of The Universe” i “Hymn” to najpiękniejsze fragmenty tego albumu. Ale tam słabych miejsc nie ma, przede wszystkim jeżeli chodzi o wykonanie. Nawet te utwory, które na płytach studyjnych mniej mi się podobają, tutaj nabierają dodatkowego blasku i prawdziwie rockowej mocy.

Do niedawna na CD było dostępne (albo i nie) tylko stare wydanie Polydoru z 1984 (takie mam), dwupłytowe, chociaż zawierające niecałe 80 minut muzyki (ograniczenia technologiczne wczesnych kompaktów – mogły zawierać do ok. 70 minut muzyki). W 2006 roku Esoteric wydał wersję rozszerzoną o trzy utwory: “The World Goes On”, “Medicine Man” i “Hymn For The Children”. Stare wydanie ma tą zaletę, że można sobie oba krążki zrzucić na jeden CDR, a przy nowym trzeba zmieniać płyty w odtwarzaczu. Ale za to jest tam bardzo dobra wersja „Medicine Man”. Dylemat nie do rozwiązania. W każdym razie dla każdego fana rocka progresywnego jazda obowiązkowa, bo to jeden z najlepszych koncertów i to nie tylko prog-rockowych, jaki ujrzał światło dzienne.
 

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2019 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.