ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Carcass ─ Necroticism - Descanting the Insalubrious w serwisie ArtRock.pl

Carcass — Necroticism - Descanting the Insalubrious

 
wydawnictwo: Earache Records 1991
 
1. "Inpropagation" (music: Owen, Steer; lyrics: Walker) [6:19/7:07]
2. "Corporal Jigsore Quandary" (music: Steer, Owen, Amott; lyrics: Walker) [5:27/5:48]
3. "Symposium of Sickness" (music: Owen; lyrics: Walker) [6:39/6:57]
4. "Pedigree Butchery" (music: Steer; lyrics: Walker) [5:50/5:16]
5. "Incarnated Solvent Abuse" (music: Amott, Steer; lyrics: Walker) [4:32/5:00]
6. "Carneous Cacoffiny" (music: Steer; lyrics: Walker) [6:31/6:44]
7. "Lavaging Expectorate of Lysergide Composition" (music: Steer; lyrics: Walker) [4:04]
8. "Forensic Clinicism/The Sanguine Article" (music: Steer; lyrics: Walker) [7:11]
 
Całkowity czas: 48:07
skład:
Michael Amott – Guitar, additional Vocals
Ken Owen – Drums, additional Vocals
Bill Steer – Guitar, Vocals
Jeff Walker – Bass, Vocals
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 3
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 0
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 1
Album jakich wiele, poprawny.
› 0
Niezła płyta, można posłuchać.
› 0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 0
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 2
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 5
Arcydzieło.
› 8

Łącznie 19, ocena: Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
 
 
Ocena: 8++ Arcydzieło.
07.02.2014
(Recenzent)

Carcass — Necroticism - Descanting the Insalubrious

Nasze korzenie tkwią w szczególności we wczesnym punku. Wszystkie te kapele deathmetalowe ze Stanów, które szanujemy i lubimy, nie wywarły na nas żadnego wpływu. Dlatego, oprócz elementów grindcore’u, wpletliśmy wiele tradycyjnych stylów do naszej muzyki. Nie chcieliśmy nagrywać po prostu szybkich i brutalnych albumów; sądzę, że to powinniśmy zostawić innym. Nie chcieliśmy skończyć w ślepym zaułku – stąd tyle różnych stylów w naszej muzyce.[1]

Progres? Jeśli oznacza udoskonalenie Twojej muzyki, to jest niezbędny, a jakże![2]

 

Kto struchlały przetrwał katusze przy zalatującym trupim jadem, mlącym ciało i ducha Reek of Putrefaction, kto słuchając Symphonies of Sickness, zaszokowany odrażającymi pieniami i kłapaniem szczęk zgłodniałych nekrofagów, chybotał się na zabluzganej krwią granicy życia i śmierci, ten przeprawiając się przez acherontowe nurty Necroticism – Descanting the Insalubrious odnajdzie wreszcie ukojenie w ramionach Atropos, niosącej wytchnienie akuszerki śmierci.

Trochę mętnej wody w smętnym Acheroncie upłynęło, nim podlegający nieustannej metamorfozie Carcass ogłosił trzeci ze swoich longplayów. Album ten, wydany jesienią 1991 roku nakładem Earache Records, w przeciwieństwie do „Symfonii…” mniej goregrindowy, a bardziej deathmetalowy, lecz jak one genetycznie powiązany z tym, co za nim, a tym, co przed nim, stanowił ukoronowanie, choć nie zakończenie, związanych z nieustającym rozwojem przeobrażeń muzycznych zespołu.

W kilka miesięcy po nagraniu swojej drugiej płyty studyjnej, Symphonies of Sickness, wyruszył Carcass w listopadzie 1989 roku wraz z kapelami Bolt Thrower, Morbid Angel i Napalm Death we wspólną trasę koncertową po Wielkiej Brytanii. Zamianowana jako „Grindcrusher Tour”, była to zaledwie tygodniowa, odbyta jeszcze przed ukazaniem się nowej płyty Carcass trasa (10-16 listopada 1989), którą wytwórnia Earache Records zorganizowała dla promowanych przez nią bandów[3]. W kolejnym roku Carcass odbył dwa większe tournée, po Europie i USA: pierwsze, pod nazwą „Symphonies of Blue Blood”, w czerwcu i lipcu z niemieckim bandem Atrocity; drugie, „Spiritual Healing Tour”, we wrześniu i październiku wspólnie z holenderskim Pestilence i amerykańskim Death[4]. Jakkolwiek nie można nie docenić doniosłości każdego z tych wydarzeń, to wydaje się, iż w roku 1990 co innego wywarło decydujący wpływ na przyszłość Carcass, jego muzykę i jej brzmienie.

Trudnym do przecenienia wydarzeniem okazało się przyjęcie do zespołu Michaela Amotta, urodzonego w Londynie szwedzkiego gitarzysty. Zanim dołączył do Carcass, był Amott członkiem współzałożonej przez siebie kapeli Carnage, działającej w latach 1988-1990. Jedyna nagrana przez nią płyta, Dark Recollections, ukazała się w 1990 roku w formie splitu z Hallucinating Anxiety norweskiej grupy Cadaver. Fakt ten jest istotny, ponieważ wydawnictwo to zostało ogłoszone nakładem Necrosis Records, założonej w ’89 przez Walkera i Steera niewielkiej wytwórni płytowej, działającej pod auspicjami Earache Records. Jako że mniej więcej w okresie wydania swojej debiutanckiej płyty Carnage uległ samorozwiązaniu, Amott wyjechał do Wielkiej Brytanii, gdzie, pozostając pod wrażeniem Symphonies of Sickness, wiosną 1990 roku rozpoczął próby z Carcass i niebawem przystał do grupy. Trio poszukiwało drugiego gitarzysty, gdyż wiedziało, że wkrótce uda się w swoją pierwszą europejską trasę. Pragnąc pokazać się od jak najlepszej strony, chciało wzmocnić i wzbogacić swoje koncertowe brzmienie, stąd postanowiło przyjąć do składu dodatkowego muzyka. Odtąd kapela koncertowała więc jako kwartet, a pod koniec roku, dokładnie 2 grudnia, po raz drugi wystąpiła w ogólnokrajowej stacji BBC Radio 1 u Johna Peela, jednego ze sprawców sukcesu Carcass.

Zanim Amott został przyjęty do składu, Owen, Steer i Walker napisali już większość materiału na planowaną płytę. Największy wkład w powstanie mających znaleźć się na niej ośmiu dziwacznie zatytułowanych utworów wnieśli Bill Steer i Ken Owen, autorzy lub współautorzy, odpowiednio, siedmiu i trzech kompozycji, w tym bezliku zawartych w każdej z nich kapitalnych riffów. Mike Amott, którego rola w powstaniu prezentowanego albumu bywa przeceniana, szczególnie przez jego fanów, dołożył znaczoną harmonią i riffem „cegiełkę” do Corporal Jigsore Quandary i Incarnated Solvent Abuse. Jako kompozytor wniósł duży wkład dopiero w stworzenie numerów, które złożyć miały się na kolejny krążek bandu, Heartwork. Natomiast do wszystkich kawałków na trzeciej płycie przewrotne i perwersyjnie fantazyjne teksty ułożył Jeff Walker. To on, chyba nieco umniejszając swój udział w procesie twórczym, stwierdził w udzielonym w 2013 roku Josephowi Schaferowi wywiadzie, iż „Necroticism jest w 95 procentach dziełem Kena i Billa. Mike doszedł na końcu z jednym riffem. Na Heartwork wszystkie riffy należały do Billa i Mike’a”[5].

Pomijając nieprzeciętne zdolności i bogatą wyobraźnię muzyków, nadto właściwe im oryginalne podejście do metalu, wpływ na pisaną przez nich muzykę wywarły zapewne dokonania rozmaitych wykonawców, nie tylko bandów thrash- bądź deathmetalowych. Informuje o tym lektura wielu wywiadów, udzielanych w ciągu lat przez każdego z instrumentalistów. I tak na przykład, odpowiadając w 1990 roku na pytanie, czy jest muzycznie otwarty, Bill Steer powiedział, że on i pozostali członkowie Carcass słuchają tego wszystkiego, co im się podoba, bez względu na to, kto gra, więc, że, owszem, każdego z nich cechuje muzyczna otwartość. Wyznał też, że osobiście ceni takich artystów i takie zespoły, jak między innymi Queensryche, King Diamond, Racer X, Cacophony, Raven, Judas Priest, Scorpions, Texas, Scritti Politti, Joni Mitchell, Tank, Manowar, Slide, Suzanne Vega, Weather Report, Tytan, Joe Satriani, Vicious Rumors, Mr. Big, Queen, Helloween, Rock Goddess, Vinnie Moore bądź Impelliteri[6]. Z kolei Owen po latach wspominał, że jego idolami byli perkusiści Deen Castronovo (Wild Dogs, Dr. Mastermind, Tony MacAlpine, Cacophony, Marty Friedmann i in.) i Neal Peart (Rush)[7]. W ubiegłym roku Walker stwierdził zaś, że Carcass zamiast kilkoma, zawsze inspirował się kilkunastoma czy nawet kilkudziesięcioma wykonawcami, co stało się jednym z kluczy do sukcesu grupy[8].

Trzeci longplay kapeli zarejestrowany został w angielskich Amazon Studios, ulokowanych przy Stopgate Lane w Simonswood w Liverpoolu. Podobnie jak poprzednim razem, tak i tym miksem i produkcją albumu zajął się Colin Richardson. Początkowo grupa chciała sama zająć się wydaniem płyty, lecz po wyłożeniu jakichś 16 tysięcy funtów z własnej kieszeni zdecydowała się ponownie podpisać kontrakt z Earache Records Digby’ego Pearsona. Ogółem koszt nagrania Necroticism, w tym wynajęcie studia, miks i produkcja dzieła, pochłonął około 25 tysięcy funtów.

W Europie płytę ogłoszono 21 (30) października 1991 roku, w Stanach Zjednoczonych, gdzie jej wydawcą były Relativity Records – w lutym 1992. Jej równie ekscentryczny, jak osobliwie poetycki tytuł, Necroticism – Descanting the Insalubrious, zwykle odczytuje się jako „The Dying Process - Discussing the Unhealthy”, czyli „Proces obumierania: dyskutując nad tym, co niezdrowe” (ew. „Martwiczenie: rozprawiając o tym, co szkodliwe”). Jak widać, złożony jest on z dwóch członów. Pierwszy stanowi ukuty przez Carcass neologizm necroticism, użyty już w tytule jednej ze starszych kompozycji, mianowicie Empathological Necroticism z Symphonies of Sickness. O dodanie tego neologizmu przed zestawienie Descanting the Insalubrious, jak pierwotnie miało brzmieć miano płyty, postarał się Walker. Sugerował on, by wyraz necroticism odczytywać jako nazwę parafilii, jakiegoś szczególnego rodzaju fetyszyzmu, podobnego może do nekrofilii. Wyjaśnienie drugiego członu tytułu, Descanting the Insalubrious, znajduje się przy odsłuchu dzieła. Nieomal do wszystkich składających się na nie utworów dodano w postaci wstępów między innymi fragmenty z reportaży BBC, traktujących o patologii i śmierci. Z pomocą Colina Richardsona muzycy twórczo wykorzystali te sample, na przykład pogłębiając i dublując je bądź wzbogacając o budzące niepokojącą atmosferę dźwięki, dobyte z własnych instrumentów oraz keyboardu. Tak powstały intrygujące i przydające poszczególnym kompozycjom powagę i znamiona naukowości intra, w których usłyszeć można przeważnie wyważone i stonowane głosy prezenterów BBC, filmowców, patologów lub ekspertów medycyny sądowej, ludzi na ogół posługujących się elegancką, cechującą wyższe sfery angielszczyzną. Wygłaszane przez nich kwestie to oryginalne komentarze do każdego utworu - pozorne rozważania o tym, co dla człowieka szkodliwe[9].

Przygotowanie oprawy graficznej N-DtI nadzorowali Walker i Michael Nesbitt, manager zespołu, obaj też w głównej mierze ją opracowali. Przy tworzeniu okładki albumu, przedstawiającej naznaczone krwawymi rozbryzgami fotografie jakby torturowanych czy już martwych członków zespołu[10], którzy wcześniej dostali się w ręce lekarza-sadysty (jego narzędzia podziwiać można na powierzchni wykonanego jako picture disc kompakt dysku, w Zjednoczonym Królestwie pierwotnie wytłoczonego w kolorze krwi), wykorzystano między innymi cztery zdjęcia, które wcześniej pstryknął muzykom ceniony brytyjski fotografik Ian Tilton. Na karty książeczki trafiły podstawowe informacje dotyczące powstania płyty, a także napisane przez Walkera do muzyki teksty, wymyślne, niejednokrotnie rymowane, obnażające mroczność ludzkiej natury, nabite neologizmami, grami słownymi i wyszukanym słownictwem, zaczerpniętym z fachowej literatury, w tym z magazynów medycznych, książek z zakresu anatomii, psychologii, patomorfologii et cetera. Właśnie z jednego z takich podręczników zapożyczono profesjonalnie wykonane rysunki, które stanowią tło dla gęsto pokrywającego wszystkie stronice tekstu. Na każdej z sześciu wewnętrznych stron bookletu ilustracje te przedstawiają kilka ujęć ludzkiej głowy wraz z jej szczegółami anatomicznymi.

Warto wspomnieć, iż niejako na motto całego dzieła wybrane zostały wyimki z drugiego tomu pracy Sadism and Masochism: The Psychology of Hatred and Cruelty autorstwa doktora Wilhelma Stekla, wybitnego ucznia Zygmunta Freuda[11]. Po lekturze tych cytatów zaczyna się bardziej trwożliwie odczytywać i dogłębniej rozumieć znaną metaforę Immanuela Kanta, wedle której „z drzewa tak rosochatego, z jakiego zrobiony jest człowiek, nie można wyciosać czegoś zupełnie prostego” (aus so krummem Holze, als woraus der Mensch gemacht ist, kann nichts ganz Gerades gezimmert werden). A jaką muzykę zaprezentowali na Necroticism – Descanting the Insalubrious Owen, Steer, Walker i Amott, cztery zrodzone w Wielkiej Brytanii u schyłku lat 60. XX wieku latorośle „pokrzywionego drzewa człowieczeństwa”?

Inpropagation rozpoczyna się od oszałamiających grzmotów gitary, walnięć tak potężnych, jak gdyby od ich łomotu śmiertelnym miały zwalić się na głowy niebiosa. Ich industrialne brzmienie intryguje słuchacza, a zarazem napawa go głębokim niepokojem, przynosząc mu wizję bezdusznego świata przyszłości, znanego z takich ekranizacji filmowych, jak Mad Max, Blade Runner tudzież Terminator. Lęk przed tym, co niechybnie nastąpi, wzmaga się, gdy w tle następujących jeden po drugim, na przemian słyszanych to w lewym, to w prawym głośniku fabrycznych huków pojawia się dobyty z keyboardu nieziemski ni to pomruk, ni to śpiew dusz, jakby pędem uchodzących ze stygnących ciał. Do tych zbudowanych z łoskotu i metafizyki dźwięków, przywodzących na myśl pełną cienia i bólu atmosferę, panującą we wciąż zmieniających się i niemających końca korytarzach katedry w Tristram, przez które przed laty wędrowali śmiałkowie wybierający się na spotkanie z demonem Diablo, dochodzi nieziemsko brzmiący, zdublowany i przetworzony kobiecy głos, spokojny, zimny, wyważony. Beznamiętnie informuje on, iż ciało nieboszczyka zostaje przetransportowane do kostnicy, gdzie ofiara nagłej lub nieoczekiwanej śmierci zostaje poddana autopsji przez patologa, którego zadaniem jest określenie przyczyny zgonu. Jeżeli stan ciała uniemożliwia rozpoznanie ofiary, to wówczas należy ustalić jej tożsamość, zwłaszcza gdy podejrzewa się, iż zmarły padł ofiarą zabójstwa[12]. Kiedy głos kobiety milknie, dają się posłyszeć różne hałasy, które kończy zdolny obudzić licho, głuchy trzask drzwi, jak można podejrzewać – prosektorium lub komory chłodniczej. Ledwie wybrzmi niesamowite intro, zbudowane na zobrazowanym dźwiękiem kontraście elementu fizycznego i elementu duchowego, wściekle uderza instrumentarium. Wzmocnione porażającymi układ nerwowy wokalami, przez ponad sześć kolejnych minut buduje ono wciągającą, tkaną z fenomenalnych riffów, pięknych harmonii i wybornych rytmów posępną opowieść o wykorzystaniu spopielonych ludzkich zwłok jako kompostu do użyźnienia gleby w przydomowym ogródku, wizję wypełnioną wielokrotnymi zmianami tempa i rozrzedzającymi niezwykle gęstą atmosferę, porywającymi wstawkami i solówkami gitarowymi. Jak najbardziej odtwarzania w pamięci godne, są one niby osobne byty wewnątrz utworu, stąd wyróżniają się własnymi imionami, które – w nawiązaniu do treści słownej kawałka - nadał im Walker – pierwsza to Dust in the mausoleum Steera, druga – Compost humous horticulture Amotta, zaś trzecia, ponownie wysnuta przez Steera – Humanure.

Corporal Jigsore Quandary zostaje otwarte krótką przemową, w której słychać – poza dodanymi przez muzyków i Richardsona odgłosami - dwa męskie głosy. Pierwszy opowiada, iż po wielekroć miał do czynienia z rozkładającymi się bądź rozczłonkowanymi ludzkimi szczątkami, a nawet ze szkieletami. Próba ich identyfikacji nastręczała poważnych problemów, z którymi jednak można było sobie poradzić. Drugi z mężczyzn wspomina jedynie silnie rozłożone ciało, z głową i ciałem przeżartymi zgnilizną[13]. Kiedy cichnie drugi z głosów, atakuje Owen, którego krótkie i z lekkością wybijane solo perkusyjne po chwili zostaje podparte płynnie wchodzącymi gitarami. Wydeptywany czy wyciskany podwójną stopą, napisany przez Steera, Owena i Amotta kawałek obfituje w to wszystko, co poprzedni, w tym w pierwszorzędną grę perkusyjną Owena, wraz z Walkerem podtrzymującego popisowe solówki, najpierw Steera (Human Jigsaw), a zaraz potem Amotta (A heaving organic puzzle), którzy zresztą na zmianę sobie akompaniują. Następnie muzyka na moment staje w miejscu i niczym bestia majestatycznie potworzy się i straszy, a ohydy dodają jej otchłanne porykiwania i zwierzęce pocharkiwania. Potem utwór leniwie przyspiesza, a Walker chrypliwie dośpiewuje tekst, tu opisujący składanie w całość zdekomponowanego ciała, odrażającej i frustrującej, połączonej z dosztukowywaniem brudnej i mokrej robocie.

Symposium of Sickness, nawiązujący swoim tytułem do miana drugiego longplaya Carcass, to utwór, który spośród gros zawartych na prezentowanej płycie wyróżnia się może tym, że jest bardziej od innych brutalny, że Walker ułożył do niego dłuższy tekst, niż do innych, nadto że jest jedynym, pod którego autorstwem podpisany jest wyłącznie Owen. Ciężar, natężenie i gwałtowność, z jaką w przeważającej mierze grają tu gitary, bas i perkusja, powodują, że wydaje się, iż bliżej jest mu do wcześniejszych, goregrindowych dokonań zespołu, aniżeli do trzeciej płyty. Jednak jego zajadłość i brutalizm łagodzą liczne spowolnienia i przejścia oraz zagrane na gitarach z nieodzownym czuciem i werwą popisowe fragmenty, których jest cztery (na początku odhumanizowany i zwichrowany Necrononism Amotta; mniej więcej pośrodku Eschatological excavations Steera[14]; na końcu Corpsereality Mike’a i Cold logistic language Billa). Ogólnie, cały ten atawistyczny utwór jest udany, lecz szczególnie warto jest zwrócić uwagę na jego końcowych 90 sekund. Wreszcie nie można nie dodać, że i tutaj przed muzyką pojawia się krótkie wprowadzenie słowne, które tym razem wygłosił Herschell Gordon Lewis, amerykański reżyser i producent filmowy, nazywany „ojcem chrzestnym gore”[15]. Poniekąd tłumaczy to, dlaczego Symposium of Sickness, jak na metalowe sympozjum przystało utwór długi, blisko siedmiominutowy, jest w porównaniu do pozostałych kompozycji z N-DtI tak intensywny i bestialski.

Zaraz po wieńczącym „Symfonię” świetnym, wirtuozersko urwanym solo, słyszy się mężczyznę, który, udając zaszokowanie, wypowiada ze śmiechem zdania Oh my God! What are these? You can hear people puking. W odpowiedzi pada zatrważająca konstatacja - They're dog meat![16]. Tak rozpoczyna się czwarty na płycie Pedigree Butchery, który traktuje o sporządzaniu pożywienia z ludzkiego mięsa i karmieniu nim domowych pupili. Jak każdy inny kawałek na tym wydawnictwie, tak i ten miażdży, jest zróżnicowany i bardzo – zwłaszcza jak na ekstremalny metal początku lat 90. – melodyjny. Robi wrażenie nie tylko ciętym riffowaniem i chwytliwymi solówkami (w pierwszej połowie – Gutted, hashed and deboned Steera i Prepared on the slab Amotta, w drugiej – Choicest, prime cuts Mike’a oraz Firm, meaty chunks Billa), ale też po kilkakroć niespodziewanie pojawiającymi się, nadobnymi wstawkami, zagranymi na gitarze akustycznej, której czyste i niewinne brzmienie, połączone z eterycznym brzmieniem keyboardu, zamyka Pedigree Butchery.

W Incarnated Solvent Abuse kobiecy głos, bodajże ten sam, co w Inpropagation, przekazuje na upiornie kołysankowym tle, że w przypadku, gdy naoczna identyfikacja zmarłego jest niemożliwa, patolog może pobrać od niego odciski palców, lecz powinien to uczynić, zanim rozpocznie się proces gnilny[17]. Natychmiast, dosłownie w następnej sekundzie, agresywnie uderzają gitary, do których rychło dołącza sekcja rytmiczna. Chwilę potem okrutnie nisko strojona gitara swoim gwałtownie spadającym na słuchacza potężnym rykiem, przypominającym ryk Harleyowego motoru, odjazdowo rozpoczyna właściwą część utworu. Wyborna gra wściekle basującego Walkera i gęsto uwijającego się za zestawem perkusyjnym Owena, grające unisono i ryczące niczym silniki odrzutowców gitary, do tego dublujące się dzikie wokale, które swoją zajadłością zdają się wieszczyć zagładę rodu ludzkiego, to nie jedyne atrakcje, jakie serwuje piąty w zestawie kawałek, przekazujący historyjkę o wyrabianiu z człowieka kleju i wdychaniu jego równie smrodliwych, jak odurzających oparów. Po raz kolejny uatrakcyjniono go bowiem pysznymi solówkami, szybkim Steerowym Glue stiffing oraz wolniejszym Viscous residue snorting Amotta.

Ponieważ uznano, że Incarnated Solvent Abuse posiada zadatki na przebój deathmetalowy, to nakręcono do niego efektowny teledysk. Wyreżyserowany przez Howarda Garfielda, po raz pierwszy został wyemitowany w maju 1992 roku. Nie był to jedyny wideoklip, jaki zrealizowano w ramach promocji N-DtI – drugi powstał do Corporal Jigsore Quandary. Jego reżyserią zajął się Steve Mallet, a wyświetlany był od kwietnia 1993. Pomimo że ukazano w nim muzyków grających na scenie, to podłożono do niego studyjną wersję utworu.

Ostatni kawałek, w którym jako wstęp wykorzystano sampel z obrzydliwym przekazem, to Carneous Cacoffiny[18]. Jego tekst i tytuł to następna z charakterystycznych dla Walkera zabaw słownych (np. cacoffiny to, jak można podejrzewać, połączenie słów cacophony i coffin, zatem kakofonii i trumny, co na polski można byłoby przełożyć jako „trumnofonia”). Tym razem opowieść traktuje o preparowaniu strun z organizmu człowieka i tworzeniu z ich pomocą muzyki. Całość utrzymana jest w zmiennych tempach - z początku instrumentarium gra powoli i masywnie, potem stopniowo przyspiesza, a wreszcie staje. Z tego prawie że niesłyszalnego, lecz świetnego momentu zawieszenia wypływa The ascent to eternal pandemonium and tabulature, pięknie niosące się przez blisko czterdzieści sekund solo Steera. Po nim numer znów nabiera rozpędu i pośród pomysłowych urozmaiceń karkołomnie leci naprzód wśród charkotliwych wrzasków Walkera. Ów zawzięcie wykrzykuje słowa, które zasiać mogłyby przerażenie w skołatanej głowie szykującego się do ostatecznego czynu samobójcy, mianowicie mogące uchronić go przed zatraceniem się w niebycie And death is no escape.

Ledwie gitarowe brzmienie zamiera w Carneous Cacoffiny, na nowo budzi się do życia w Lavaging Expectorate of Lysergide Composition. Mimo że trwając nieco ponad cztery minuty jest to utwór na Necroticism najkrótszy, to, jak widać, legitymuje się najdłuższym tytułem. Wśród z polotem rozwijanego tematu wiją się popisy gitarzystów, najpierw Amotta (Administration of toxic compounds), potem Steera (Gross disorientation), który przerywając na moment swoje brzemienne bólem i smutkiem solo rychło podejmuje je na nowo, by dalej próbować wyrazić to, o czym charczy Walker – paskudnych następstwach mieszania i zażywania szkodliwych specyfików, które przynoszą śmierć.

Po łagodniejszym od pozostałych Lavaging…, następuje ósmy i ostatni Forensic Clinicism/The Sanguine Article. Jego grobowy ciężar w zasadzie niczym nie ustępuje Symposium of Sickness. Jakby z daleka nadjeżdżające gitary okazują się zwiastunem zwalistego i furiackiego kawałka, zapamiętale buchającego zażartym gniewem i kipiącego zaciekłą wściekłością. Koresponduje z nimi treść słowna, roztaczana przez nakładające się na siebie wokale, septyczny charkot Walkera i porażający zmysły niski ryk Steera. Growlują oni o sadystycznym lekarzu, krwiożerczym psychopacie, który w ramach prywatnego przedstawienia przeprowadza wiwisekcję, bezlitośnie żywcem okaleczając swoje ofiary. Można domniemywać, że to jego prawica wraża na okładce albumu młotek w zdjęcia już zamęczonych instrumentalistów. Wracając jednak do muzyki – przez większą część utworu dominuje mordercze czy rzeźnicze, lecz nie tępe granie, obfitujące między innymi w odjazdowe dysonanse i dwa porywające The sanguine articles, które wplótł w tę napisaną przez siebie kompozycję Steer. To właśnie one upiększają i odciążają niemożebnie walcowate brzmienie jej drugiej części. Tak ją, jak i cały album wieńczy niesłychanie ujmujące, wręcz tkliwe solo, drugi z „artykułów”, który poruszająco koronuje płytę.

Rozpięty pomiędzy grindgore’ową przeszłością a melodeathmetalową przyszłością Necroticism to w dorobku Carcass druga z kolei płyta, która „unauszniła” ogromny postęp grupy. Wielka w tym zasługa Colina Richardsona, który materiał zmiksował i wyprodukował iście po mistrzowsku. Każda jedna na tym kunsztownym albumie kompozycja to świadczące o kreatywności czwórki instrumentalistów dzieło, idealnie wyważone, w pełni dopracowane, przemyślane i skończone. W każdej znaleźć można nie wyłącznie to, co było już na poprzednich longplayach kapeli, Reek of Putrefaction i Symphonies of Sickness, zatem wyraźnie wyczuwalną radość grania, porażające system nerwowy wokale wszystkich instrumentalistów, oszałamiające riffy, blast beaty, power chordy, double basy czy tremola. Tym bowiem, co tę płytę cechuje i odróżnia od poprzedniczek, jest jej niesłychana melodyjność i swoista poetyczność – oto natarczywość zwalistych rytmów i ultraszybkich temp po wielekroć zostaje doskonale przecięta, wstrzymana i skontrastowana przez wysublimowane, z natchnienia płynące gitarowe sola. Przy tym obfitując w powikłane i często zmieniające się w utworze schematy rytmiczne i harmoniczne, w wysokiej próby upiększenia i interesujące urozmaicenia, do których należy zaliczyć także wciąż świeżo brzmiące dźwięki keyboardu w tym lub owym samplowanym intro, Necroticism pozostaje jak jej starsze siostry kreaturą dziką, drapieżną i żywiołową.

Necroticism jest więc płytą zdecydowanie bardziej gitarową i melodyjną od poprzedniczek; opartą o fantastyczne brzmienie dwóch kooperujących gitarzystów; mniej zdominowaną przez, prawda że zawsze świetną, pracę sekcji rytmicznej. Wiele w tym zasługi Mike’a Amotta, którego zaangażowanie do zespołu okazało się trafieniem w dziesiątkę. Aczkolwiek nie napisał on wiele materiału na tę płytę, to jego wrodzona muzykalność, talent i niepowszednie umiejętności odcisnęły trudne do przecenienia piętno na Necroticism. Niejednokrotnie zastępując Steera na gitarze rytmicznej, umożliwił mu szerokie rozpostarcie skrzydeł, stworzył Billowi przestrzeń i dał mu szansę do pokazania się od jak najlepszej strony - jako dojrzałemu, rasowemu i wyrafinowanemu gitarzyście. Nie dziwi więc, że Steer i Amott stworzyli niebawem unikalny tandem gitarowy, w rzeczy samej – jeden z najlepszych w historii rocka.

Z kolei ponure i przesiąknięte gniewem, utrzymane w stylizacji gore teksty opisują ciemną stronę kondycji człowieka  – sferę zaburzeń psychicznych i dewiacji społecznych. Nasycone cierpkim humorem Walkera, teksty te w przerysowany sposób ukazują zwichrowany bieg myśli psychopaty, poruszają trapiącą współczesną ludzkość problematykę społeczną bądź prezentują szalone pomysły, dotyczące choćby gospodarczego wykorzystania ciał truposzy. W istocie niemało jest w tych na pozór absurdalnych tekstach gorzkiej zadumy nad posępnym światem człowieka. Surrealistyczne i prowokujące, zapładniające wyobraźnię chorymi wizjami, nakłaniają odbiorcę do odkrycia tego, co tak naprawdę skrywa się pod ich odrażającą powierzchnią.

Necroticism – Descanting the Insalubrious to w dorobku Carcass opus magnum i krok milowy. Opierając się na death metalu, inkorporując elementy hardcore punku, grindu, industrial, thrash i heavy metalu, nadto wyzyskując inspiracje płynące z rocka progresywnego, grupa stworzyła arcydzieło muzyki ekstremalnej. Necroticism bowiem to album wyszukany i ambitny, odznaczający się muzyką skomplikowaną, pod względem kompozycyjnym i technicznym mocno zaawansowaną i w dużej mierze progresywną, przy tym zagraną z rzadko spotykaną u innych wykonawców swadą, wyczuciem i polotem. Warto zauważyć, że ze złożonością utworów koresponduje ich długość – sięgający sześciu minut średni czas trwania kawałków był rzeczą w stylistyce deathmetalowej przełomu lat 80. i 90. raczej niespotykaną. Owszem, już wcześniej nagrywano utwory o podobnej długości, a za przykład niech posłuży Leprosy i Spiritual Healing Death, lecz album jak Necroticism niemalże w całości wypełniony tak długimi numerami był podówczas w „defie” zjawiskiem prawie że odosobnionym[19]. Jednocześnie z całą mocą należy podkreślić, że pomimo rozbudowania i długości, żaden utwór na trzeciej płycie Carcass nie nuży, frapując odbiorcę od pierwszej do ostatniej sekundy. Nie uświadczy się tu żadnych zbędnych wypełniaczy lub tak często spotykanego u wielu zespołów tzw. grania na czas, w którym w 1991 roku zdawała się celować na swoim bądź co bądź udanym „czarnym albumie” Metallika.

Trzecia płyta Carcass jest zwykle najwyżej ceniona przez krytyków, przez fanów – niekoniecznie. Z jednej strony dla większości miłośników łagodniejszych odmian metalu jest to płyta wciąż nazbyt brutalna i ciężka, słowem - niesłuchalna, stąd preferują dopiero późniejsze propozycje Carcass. Z drugiej orędownicy grindcore’u i goregrindu częstokroć uważają ją za nazbyt przystępną i melodyjną i nierzadko zarzucają Carcass rzekome zdradzenie jakichś gore’owych ideałów. Podobnych krytyków można odwołać do przytoczonych na początku jako motto cytatów, ewentualnie zaserwować im jeszcze jakiś cytat inny, na przykład ten oto zapożyczony z jednej z wypowiedzi Steera, uciekającego z kolegami od spoczywania na laurach, połykania własnego ogona i ograniczającego swobodę twórczą schematyzmu: „Jeśli wciąż robisz jedno i to samo, wkrótce staje się to bez znaczenia” [20]. Nie powinno się również zapominać o tym, że młodzi muzycy szybko dojrzewali, rozwijali i profesjonalizowali się, a wraz z nimi zmieniała się ich muzyka.

Pewne jest, że N-DtI to, podobnie jak poprzedni i następny album grupy, dzieło przejściowe, a tym samym – niepowtarzalne, gdyż przez sam zespół, raz po raz odmieniający własne oblicze, już więcej nie powielone. Oczywiście, bez trudu można byłoby wyliczyć tuzin epigonów Carcass, ci jednak prekursorom do pięt nie dorastają. Przy tym warto zaznaczyć, że o ile, przynajmniej jak dotąd, płyt mniej lub bardziej udanie naśladujących Reek of Putrefaction, Symphonies of Sickness lub Heartwork trochę powstało, o tyle usiłujących z powodzeniem jeśli nie twórczo rozwinąć, to choćby skopiować muzykę i brzmienie Necroticism – wcale. Ot, taki niemożliwy do przeszczepienia dokąd indziej Carcassowy mikrokosmos.

Rekapitulując powyższe rozważania – jeśli Owen, Steer, Walker i Amott kiedykolwiek doświadczyli przebłysku geniuszu, to stało się to w 1991 roku w Amazon Studios w Simonswood w Liverpoolu. Zaiste, na „Nekrotycyzm” Carcass podniósł deathmetalowe rzemiosło do rangi sztuki.

W 1991 roku ukazało się wiele znakomitych albumów, które niemal w momencie ich ogłoszenia stały się metalowymi klasykami. Dla przykładu wystarczy wspomnieć takie płyty, jak Unquestionable Presence Atheist, Mental Vortex Coronera, Human Death, Blessed Are the Sick Morbid Angel, Testimony of the Ancients Pestilence czy Arise Sepultury. Mimo że każdą z nich darzę szczególną atencją, w tym może zwłaszcza fenomenalne i nad wyraz oryginalne dzieło Ateisty, to jednak numerem jeden w moim prywatnym rankingu wszelkich metalowych arcydzieł jest płyta Necroticism – Descanting the Insalubrious. Wyprzedza nie tylko wypuszczone na rynek w latach 90. i należące do najwyżej przeze mnie cenionych dokonania Atheist, Coronera, Death, Dream Theater, Meshuggah czy Sepultury, ale też wszelkie inne, należące do rozmaitych gatunków metalu albumy, nagrane przed ostatnią dekadą XX wieku i po niej. Słuchana od ponad dwudziestu lat, nadal przy każdym odsłuchu przykuwa moją uwagę, wciąga mnie i cieszy, jak żadna inna.

Wraz z nagraniem Necroticism – Descanting the Insalubrious Carcass osiągnął stadium dojrzałe, imago, i szeroko rozpostarł swe skrzydła. Niczym od stuleci wzbudzający lęki i przesądy, wydający z siebie osobliwy pisk, intrygujący motyl nocny acherontia atropos, zmierzchnica trupia główka, Carcass ruszył na podbój świata, swą unikalną muzyką porażając, zarażając, prowokując i inspirując innych. Jednak Nekrotycyzm nie stanowił ostatniej fascynującej metamorfozy grupy, czego dowodem stał się kolejny jej album, wydany w 1993 roku Heartwork.

 


[1] „Rock Hard” 1990, nr 6 (40). W przekładzie Stefana Raspla z języka niemieckiego na angielski: Our roots are particularly found in earlier punk. All those death metal bands from the States that we like and respect were never an influence on us. Therefore, we have, besides the grindcore parts, a number of traditional styles weaved in. We never wanted to do only a fast and brutal album; I think that should be left to others. We didn't want to end up in a dead end - therefore, the number of different styles in our music. Cyt. za: Carcass – Perverted Sickos, tłum. z niem. Stefan Raspl: http://www.goddamnbastard.org/carcass/interviews/rockhard40.html (dostęp: 31 stycznia 2014).

[2] W oryginale: Progress? Yeah, if that means improvement, it's essential. Cyt. za: Laurent Merle, The Glammer Bill is speaking, „Peardrop Zine” 1990, nr 2: http://www.goddamnbastard.org/carcass/interviews/peardrop.html (dostęp: 31 stycznia 2014).

[3] Tę samą nazwę nosiło wypuszczone na rynek przez Earache w 1989 roku wydawnictwo Grindcrusher, na którym, obok diablo ciętych i przytłaczających kawałków wielu różnych bandów (oprócz 4 wspomnianych także Filthy Christians, Godflesh, Intense Degree, Repulsion i Terrorizer), znalazło się Carcassowe Exhume to Consume, w odmiennej, jeszcze bardziej rzeźniczej niż na SoS wersji, którą poprzedziło ścinające krew w żyłach intro.

[4] Nazwa tej trasy wzięła się od świeżo wydanego longplaya Spiritual Healing, trzeciego w dorobku kapeli Chucka Schuldinera.

[5] W oryginale: „Necroticism” is 95 percent Ken and Bill. Mike came in at the end with one riff. „Heartwork” was all Bill and Mike’s riffs. Cyt. za: Joseph Schafer, Interview: Jeff Walker of Carcass, „Invisible Oranges” z dnia 17 września 2013: http://www.invisibleoranges.com/2013/09/interview-jeff-walker-of-carcass/ (dostęp: 31 stycznia 2014).

[6] W oryginale: All of us listen to a lot of things besides thrash/death, so I guess we're open minded in the sense that we'll listen to anything we enjoy, regardless of who plays or listens to it. Apart from the usual names I appreciate the music of bands and artistes like Queensryche, King Diamond, Racer X, Cacophony, Raven, older Judas Priest, Scorpions, Texas, Scritti Politti, Joni Mitchell, Tank, Manowar, Slide, Suzanne Vega, Weather Report, Tytan, Joe Satriani, Vicious Rumors, Mr. Big, Queen, Helloween, Rock Goddess, Vinnie Moore, Impelliteri...to name a mere handful. Cyt. za: Laurent Merle, op. cit.

[7] W oryginale: Drumming idols were Dean Castronovo and Neil Peart. Cyt. za: Earache.com z dnia 30 maja 2003: http://www.earache.com/bands/carcass/news_archive/carcass.html (dostęp: 31 stycznia 2014).

[8] Jordan Babula, Carcass. Naiwność i arogancja, „Teraz Rock” 2013, nr 10 (128), s. 44.

[9] Na tylnej okładce płyty, ozdobionej zdjęciami kostnicy, stołów sekcyjnych i szczątków ludzkich, zamieszczono tytuł i czas trwania każdego z utworów. Podana długość nie zgadza się jednak z rzeczywistym czasem trwania sześciu pierwszych kompozycji, tych, które wzbogacono o samplowane intra. Wynika to stąd, iż na sporządzonej liście nie wliczono długości sampli do ogólnej długości kawałków. Co więcej, podano niewłaściwy czas trwania Pedigree Butchery – według informacji numer ten trwa 5:50, w rzeczywistości – 5:16, a po odjęciu 21 sekund (6 z intra i 15 z outro) – 4:55.

[10] Są to, poczynając od prawego rogu na górze, kierując się następnie ruchem wskazówek zegara: Mike Amott, Ken Owen, Jeff Walker i Bill Steer.

[11] When I have read of cannibals, I have put to myself the question whether I could eat human flesh. I have always felt then a severe nausea. Now I often imagine that I am eating human flesh and feel the same disgust. I should like best to be a vegetarian. I always have to think of the animal corpses./I have the feeling many times that I could bite my child. I often bit when I was a child, if I was naughty./I often think of the graveyards and how the dead bodies are rotting in the ground. I should much rather be cremated./I should like to cut off a dead man's member and have it sewed fast to me. I should like to be a man. I should like to rob a dead man's soul before it went to heaven and turn myself into a man. I would then seduce all women./I want to taste every man and every girl, what their flavor is. Zgodnie z podaną w booklecie informacją, cytat ten ma pochodzić z rozdziału „Cannibalism and Necrophilism”. W posiadanym przeze mnie, dwutomowym wydaniu dzieła Sadism and Masochism: The Psychology of Hatred and Cruelty w przekładzie Louise’a Brinka (New York 1953) nie ma jednak rozdziału o takim tytule. Natomiast znajduje się tam podobnie zatytułowany rozdział, Cannibalism, Necrophilism, and Vampirism, obejmujący strony 248-330 drugiego tomu. To właśnie tam na stronie 253 można znaleźć cytaty przytoczone w książeczce.

[12] Ponieważ w booklecie nie podano transkrypcji kwestii wygłaszanych we wprowadzeniach do utworów, to podaję je wszystkie w niniejszym tekście. Oto pierwsza z nich: A body is committed to a public mortuary. Any victim of sudden or unexpected death will be brought here for a post-mortem by a pathologist; their job is to establish the cause of death. But sometimes a body is unrecognizable. Then it is vital, especially if murder is suspected, to establish identity.

[13] Identifying the bodies which are decomposed, dismembered, skeletonised pose very serious problems. We've had many cases in this department where a body has been found in pieces, or decomposed, and we've been able to put things together. Yes, the head, the upper part of the body, in a very badly decomposed state.

[14] W nowszych wydaniach – Eschatological excavation.

[15] That's why I find it so amusing that the latter-day saints of our business, one, attribute to me motives that just weren't there, and two, accuse me of corrupting morality, which I wish I had the power to do. - Prepare to die. Słowa te zaczerpnięto z poświęconego Lewisowi odcinka The Incredible Strange Show, serialu dokumentalnego nadawanego w latach 1988-1989. Odcinek ten wyemitowano 19 sierpnia 1988 roku w brytyjskiej telewizji Channel 4.

[16] Pierwsze trzy zdania wypowiedział John Waters, amerykański reżyser i aktor, znany między innymi z nakręcenia wielu tyleż szokujących i ordynarnych, co komicznych filmów transgresyjnych. Słowa te pochodzą z  odcinka The Incredible Strange Show o H.G. Lewisie.

[17] If visible identification is not possible, the pathologist may be able to take fingerprints from the body until decay sets in, things become more complicated.

[18] Human remains in a beaker and tray and coffee pot. Bones which were being partly macerated, dissolved, in a margarine container which had engine coolant in it. It smelled very awful.

[19] Prawie że, gdyż na przykład właśnie na wypuszczonym w 1990 roku Spiritual Healing Death zawarł osiem utworów o przeciętnym czasie trwania ponad pięciu minut (w sumie ponad 43 minuty). Na Necroticism Carcass średnia długość to sześć minut (razem 48:07), a ponad pięć i pół, jeśli od sześciu z ośmiu numerów odjąć sample (45:38). Ogółem kawałki na N-DtI są więc dłuższe, niż na Spiritual Healing.

[20] W oryginale: If you operate in exactly the same gear the whole time, after a while it just becomes meaningless. Cyt. za: Carcass: Forgo Science for Heart, „Metal Maniacs”: http://www.goddamnbastard.org/carcass/interviews/scihrt.html (dostęp: 31 stycznia 2014).

 

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2019 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.