ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Band, The ─ Music from The Big Pink w serwisie ArtRock.pl

Band, The — Music from The Big Pink

 
wydawnictwo: Capitol Records 1968
 
1. Tears Of Rage
2. To Kingdom Come
3. In A Station
4. Caledonia Mission
5. The Weight
6. We Can Talk
7. Long Black Veil
8. Chest Fever
9. Lonesome Suzie
10. This Wheel's On Fire
11. I Shall Be Released
 
Całkowity czas: 42:22
skład:
Robbie Roberston - guitars & vocals; Rick Danko - bass & vocals; Levon Helm - drums, tambourine & vocals; Garth Hudson - electronic organ, piano, clavinet & saxophone; Richard Manuel - piano, organ, drums & vocals;
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
Album słaby, nie broni się jako całość.
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
Album jakich wiele, poprawny.
Niezła płyta, można posłuchać.
Dobry, zasługujący na uwagę album.
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
Absolutnie wspaniały i porywający album.
Arcydzieło.

Łącznie , ocena:
 
 
Ocena: * Bez oceny
16.01.2018
(Recenzent)

Band, The — Music from The Big Pink

W wiejskim domku koło Woodstock, w stanie Nowy Jork, odbywał rekonwalescencję Bob Dylan po wypadku motocyklowym,  któremu uległ   w lipcu 1966 roku. W pobliskiej West Saugerties osiedlili się muzycy, którzy towarzyszyli mu w koncertach w latach 1965-66. Wynajęli duży, różowy dom, w piwnicy zaimprowizowali studio nagraniowe. Wkrótce wśród okolicznych farmerów nie mówiło się o tym miejscu inaczej niż tam, gdzie mieszka Zespół.

Współpraca z Dylanem wkroczyła teraz w nowy etap. Dostarczony przez niego materiał wzbogacony został rozbudowanymi aranżacjami oraz oryginalną oprawą głosową. Właśnie w piwnicy Big Pink członkowie zespołu odkryli swoje możliwości wokalne. Piwniczne taśmy powstałe w ciągu kilku miesięcy 1967 roku, nie miały ujrzeć światła dziennego. Na szczęście stało się inaczej. Nagrania wykradziono z domu Dylana, a ich nielegalne wydanie zapoczątkowało trwające po dziś dzień zjawisko piractwa płytowego. Bootleg osiągnął w podziemnej dystrybucji blisko 1,5 miliona nakładu, co skłoniło wytwórnię płytową Columbia do wydania w 1975 roku podwójnego albumu zatytułowanego „The Basement Tapes”. Zainteresowanie Dylanem i jego grupą było ogromne. Ale ich drogi zaczynały się rozchodzić. On wydał ascetyczną od strony muzycznej, lecz pełną głębokich przemyśleń płytę „John Wesley Harding”. Oni – swój  pierwszy longplay zatytułowany „Music From Big Pink”, po raz pierwszy firmowany nazwą The Band.

 

„Music From Big Pink” zawiera świeżą, pełną autentyzmu muzykę mającą, silne związki z tradycją amerykańską. Folk, country, blues, soul, r&b wymieszane ze sobą, ociekają brzmieniem Americana. Muzycy komponując te pieśni zbliżyli się bardzo do rdzennych utworów wypełniających prerie Ameryki. Ale trzy utwory są to kompozycje Dylana z okresu ‘The Basement Tapes”. Dwa powstały w kooperacji z Danko i Manuelem a jeden to słynna „I Shall Be Released”.

„Tears Of Rage” ma leniwy rytm, pełen patosu i nostalgii, to jakby pieśń, która ciągnie kondukt żałobny, zaśpiewana przez Richarda Manuela lirycznie a potęgowana  grą Robbie Robertsona, którego gitara wydobywa jakby zmęczone tony. „This Wheel’s On Fire” intryguje brzmieniem organ Gartha Hudsona. Wywodząca się z tradycji gospel współpraca organów i fortepianu wypycha utwór w nowy wymiar no i zamykający płytę wspomniany „I Shall Be Relaesed” – przepiękna  ballada z pękniętym głosem Ricka Danko. Nic, tylko wsłuchaj się w to!

Prawdziwym odkryciem tego albumu jest strona wokalna. Zmieniają się głosy solistów, harmonie wokalne uzupełniają wieloplanowe instrumentarium. Levon Helm śpiewa najbardziej spontanicznie, a silny południowy akcent zbliża go do country. Danko posiada dramatyczny głos o dużej sile emocjonalnej, natomiast Manuel wydaje się być najciekawszym wokalista zespołu. Ogromna skala, zarówno dźwięków jak ekspresji, oraz matowa barwa, z lekką chrypką, nadają jego głosowi bluesowy feeling, tak umiejętnie wykorzystywany zarówno w utworach dynamicznych jak i balladach. The Band zaserwował nam utwory, które są w pełni dojrzałe, soczyste, będące apoteozą jesieni, gdzie wszystko dojrzewa w pełnym, wypiekającym słońcu. Posłuchaj takiej ludowej pieśni jak „The Weight”. To utwór mocno osadzony w południowych klimatach ale to utwór, który zapiera dech w piersiach. Pięknie płynie przez pustkowia Dzikiego Zachodu ogarniając góry i prerie swoim urokiem. Materiał skomponowany przez muzyków potwierdza ich umiejętności. Ogromna muzykalność, pełna integracja i jedyna w swoim rodzaju cecha tak opisana przez Robertsona: „nieustanne, równoległe prowadzenie partii solowych przez wszystkie instrumenty” cechują grupę jako jedyną, która tak tworzy. Wielką robotę robi Garth Hudson i jego gra na organach. Lekko psychodeliczne intro w „Chest Fever”, niespotykana aranżacja trwająca przez pięćdziesiąt sekund zanim fortepian Manuela wejdzie na ścieżkę potwierdza tylko majestatyczność partii organowych. Muszę przyznać, że spore wrażenie wywołuje w „Lonesome Susie” śpiew Manuela, który wyśpiewuje serce w poszukiwaniu tytułowej Susie. A i jeszcze gra Robbie Robertsona oszczędna, dyskretna czasami kąśliwa ale w pełni trzymająca całość brzmienia płyty. Czterdzieści dwie minuty trwa debiut The Band ale jest to najbardziej imponujący debiut w historii muzyki, który pokazuje nam coś naprawdę prawdziwego, coś bardzo uduchowionego i często po prostu coś bardzo pięknego.

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2019 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.