ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Crazy World ─ Crazy World w serwisie ArtRock.pl

Crazy World — Crazy World

 
wydawnictwo: Spinefarm Records 2005
 
1. No White Marble/ 2. Welcome to The Crazy World/ 3. Long Hair Wildman Rides Again/ 4. Poor Alice/ 5. Out of Me/ 6. Sweet Little Ugly Duckling/ 7. Old Tambourine/ 8. Welcome to The Crazy World (slight return)/ 9. Solvestborg Afternoon/ 10. Good Times, Bad Times/ 11. Misery Loves Company
 
Całkowity czas: 54:00
skład:
Mika Jarvinen – vocals/ Esa Kotilainen – Hammond B3, Moog, Mellotron/ Timo Kamarainen – guitars & vocals/ Ansi Nykanen – drums/ Lauri Porra – bass & backing vocals
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
,0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
,0
Album słaby, nie broni się jako całość.
,0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
,0
Album jakich wiele, poprawny.
,0
Niezła płyta, można posłuchać.
,0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
,0
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
,0
Absolutnie wspaniały i porywający album.
,1
Arcydzieło.
,0

Łącznie 1, ocena: Absolutnie wspaniały i porywający album.
 
 
Ocena: 7 Dobry, zasługujący na uwagę album.
17.02.2006
(Recenzent)

Crazy World — Crazy World


„Historia zaczyna się od końca... jak wszystkie dobre historie” (przypis do pierwszego utworu – „No White Marbles”)


Melodyjny hard-rock to coś, co mogę spożywać w każdej ilości , prawie zawsze. Jak są fajne melodie, zagrane z odpowiednim wykopem, to nigdy nie powiem na to złego słowa, bez względu na to czy jest to strasznie wtórne, czy tylko okropnie wtórne.

Crazy World to coś w rodzaju supergrupy – tworzą ją muzycy dość znanych, nie tylko w Finlandii zespołów, np. Stratovarius, Wigwam, Pekka Pohjola Group i Five Fifteen.

„No White Marbles” – gdybym nie wiedział, ze to zespół z Finlandii, to posądziłbym ich o pochodzenie z Bushlandu – wydawało mi się, że tak stylowo potrafią grać tylko kapele amerykańskie – „łyżwa”, pudło - przypomina to Cinderellę z drugiej i trzeciej płyty, albo „Blaze of Glory” Johna Bon Jovi (momentami bardzo dosłownie), z „Dream on” Aerosmith też mi się kojarzy. Co by jednak nie powiedzieć – balladka ta jest wyjątkowej zacności, z nieco niesamowitym tekstem, chwytliwym refrenem. Zdecydowanie najlepsza na płycie. Chyba każdy amerykański zespół parający się podobną muzyka, za taki numer dałby sobie jaja ogolić i pomalować czerwoną farbą – bo wydane na singlu hitem byłoby okrutnym – gwarantowane długie tygodnie w pierwszej dziesiątce Billboardu, niewykluczone , że całkiem na szczycie.

Sama płyta ułożona jest na zasadzie – szybki, wolny, przeważnie. Szybkie mają fajne riffy, a wolne – niezłe melodie. Do tego klawiszowiec odpowiednio wyposażony – Hammond B-3, mellotron, Moog i ładnie te jego parapety chodzą – „podkręci” tempo moogiem, zrobi klimat mellotronem, doda dynamiki hammondami. Tak, „Good Times, Bad Times” to nie przypadkowa zbieżność tytułów – Crazy World porwali się na coverowanie Led Zeppelin i , o dziwo, nie polegli. Zagrali z werwą, dynamicznie, może nieco chaotycznie, ale entuzjazmem nadrobili wszelkie niedociągnięcia.

Jest to koncept album. Jego tematem jest chlanie, ćpanie i granie rocka (czyli same fajne rzeczy). Ale przedstawiono ten nieco mniej zachęcający aspekt tej działalności – w sumie głównego bohatera poznajemy na cmentarzu. I nie jest tam w charakterze odwiedzającego...

Muzycznie całe to przedsięwzięcie oscyluje między klasycznym europejskim hard-rockiem, a dekadę późniejszym amerykańskim pudel-metalem (zwanym też heavy-aluminium), w jego nieco ambitniejszej postaci, spod znaku Tesli i Cinderelli. Bardziej uważni mogą dosłuchać się podobieństw do Styxu , Bostonu albo i Journey. Czyli o żadnej oryginalności i awangardowości nie może być mowy. Ale słucha się tego bardzo przyjemnie.

A kończy się tak , jak się zaczęło – „No White Marbles”. W innej , bardziej akustycznej i wyciszonej wersji. Po chwili ciszy wraca ten temat ponownie, wokalista śpiewa znacznie spokojniej, sekcja delikatnie punktuje rytm, w tle ktoś cichutko sobie pogrywa na gitarze bottleneckiem, klawiszy nie słychać. Dopiero w samej końcówce cały zespół zaczyna grać na pełny regulator.
„Bye, bye black lady
How many suckers have You buried
My ashes are gone with the wind”

:)
 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.