ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu George Dorn Screams ─ Snow Lovers Are Dancing w serwisie ArtRock.pl

George Dorn Screams — Snow Lovers Are Dancing

 
wydawnictwo: 3moonboys Presents 2006
dystrybucja: Serpent
 
01. 69 Moles [05:19]
02. Scheme Box [04:15]
03. Call Me [04:18]
04. Phoney [04:57]
05. Winter Of Deceit [08:03]
06. The Woman With A Bow [03:58]
07. Galway’s Song [04:04]
08. More Than This [05:17]
09. Snow Lovers Are Dancing [03:07]
 
Całkowity czas: 43:23
skład:
Magda Powalisz – śpiew, teksty / Radek Maciejewski – gitary, syntezatory, rhodes / Wojtek Trempala – bas, teksty / Tomek Popowski – perkusja
Gościnnie:
Kuba Kapsa – fortepian w „More Than This”
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
,0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
,0
Album słaby, nie broni się jako całość.
,1
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
,0
Album jakich wiele, poprawny.
,1
Niezła płyta, można posłuchać.
,1
Dobry, zasługujący na uwagę album.
,3
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
,6
Absolutnie wspaniały i porywający album.
,10
Arcydzieło.
,50

Łącznie 72, ocena: Absolutnie wspaniały i porywający album.
 
 
Ocena: 8+ Absolutnie wspaniały i porywający album.
11.11.2006
(Recenzent)

George Dorn Screams — Snow Lovers Are Dancing



Na swojej stronie zespół George Dorn Screams napisał: Pierwszy album zawiera dziewięć piosenek, rozwijających się niczym serpentyna. Balansując jednocześnie pomiędzy energią, a spokojem i melancholią, składającą się na transową, pulsującą całość”. To zdanie zachęca do odsłuchania płyty, więc…

Powstali w Bydgoszczy tak kilka lat temu. Tomek, Wojtek i Radek szukali swojej drogi. W pewnym momencie spotykają Magdę i okazuje się, że razem jest łatwiej. Muzyka zostaje doprecyzowana, dograna i z zapałem grana przez zespół. Pierwszy koncert w grudniu roku 2005, przez publiczność bydgoskiego Mózgu zostaje przyjęty bardzo ciepło. Na wiosnę 2006 roku biorą udział w „Piosenkach Bydgoskich”, gdzie grają u boku Ecstasy Project Trio, Varietes, Upside Down i wielu innych formacji. Nagrywają materiał na swój pierwszy album i wypuszczają go pod szyldem 3moonboys Presents piątego października. Kilka tygodniu później płyta dociera i do mnie.

Niespełna trzy kwadranse wspaniałej muzyki. Dopracowanej technicznie, wciągającej, poruszającej i bardzo, bardzo mi bliskiej ostatnimi czasy. Dla tych, co lubią porównania mogę napisać, że trzeba tę płytę postawić obok takich wykonawców jak ARCHIVE [szczególnie You All Look The Same To Me], SIGUR ROS [szczególnie Agaetis Byrjun i ()] czy ECSTASY PROJECT TRIO [Realium], można nawet znaleźć troszkę psychodeli ze świata LOL’a COXHILL’a [Toverbal Sweet…Plus]. Nie chcę jednak tworzyć tu porównań, czy szufladek, bo niczemu by to nie służyło. Muzyka jest żywa, istnieje samodzielnie, owszem z pewnymi inspiracjami, ale podąża własną droga. Czarno-białe wydanie doskonale wkomponowuje się w ten klimat. Jest mroczna, rozległa, otacza nas przy słuchaniu i nie pozwala o sobie zapomnieć. Płyta rozpoczyna się dość popularnym tematem, czyli trzaskami i szumami radia, aby po chwili znalazła się „ta właściwa stacja”. Zawsze mi się to rozwiązanie podobało. Zawsze, ponieważ tacy jak my (czytelnicy tego portalu i fani takiej muzyki) zawsze muszą szukać tej innej, niepokornej, niepopularnej muzyki i wyłapywać ją spośród trzasków i szumów byle jakiego muzycznego otoczenia. Ciepły głos wokalisty wciąga od pierwszych wersów. Muzycy zaś tworzą chwilami tło dla Magdy, a chwilami zupełnie odmienny charakter muzyki. W środku utworu 69 Moles przeskakują do innego wymiaru i dostarczają nam bardzo ciekawą psychodeliczną mieszankę gitar, sampli, perkusji. Ten inny wymiar aż nazbyt dobrze kojarzy mi się z transponowaną do dzisiejszych czasów psychodelik jazz-rockową końca lat sześćdziesiątych [np.: szwedzkiego ELONKURJUU z płyty „Harvest Time”]. Scheme Box to ukłon w stronę jakże alternatywnego The Cure początek jest wręcz dodatkiem do „Disintegration”. Ale jak pisałem wyżej zespół tworzy własną muzykę, która zaskakuje i urzeka. Piękna sekcja i mocna gitara pod koniec utworu, wszystko ucięte nożem.


Do not look around, just hold your gun
they won’t stop until they die
don’t be scared
to pull the trigger, end the game

just keep just keep just keep
moving

Utwór czwarty jest jednym z trzech naj, naj na tej płycie. Phoney zaczyna się spokojnie, niczym balladka ot tak do posłuchania. I leciutko sobie płynie muzyka (w zasadzie można by ją puścić w komercyjnej stacji radiowej), ale tylko do pewnego mementu, a ściślej pierwsze dwie i pół minuty. Nagle klimat się zmienia. Posępny bas, lekko przytłumiona stopa, jednostajny trip-hop’owy rytm. Rozpaczliwy krzyk, narastająca sekcja, otępiające gitary, cudowna perkusja, i ten krzyk, krzyk rozpaczy.

I agree and deny at the same time
the walls are falling down keep my eyes open wide
You are running down the streets you want to call the police!
my nose starts to bleed, the monster needs to be fed

My face is too close!
You are moving backwards
and you want to scream
coz that is only a dream!
that is only a dream
only a dream

Winter To Deceit to doskonale zaplanowany utwór. Drugi naj, naj i jednocześnie najdłuższy na płycie. Chwila odpoczynku po tym jak Phoney nas przygniotło. Znowu ciekawa sekcja, troszkę jazzowa, troszkę psychodeliczna. Jeden z dwóch utworów instrumentalnych na tym albumie. Dźwięk narasta, ogarnia nas, rozprzestrzenia się po całym domu, by w całej swej okazałości objawić nam się w trzeciej minucie. Znowu powrót do alternatywnych brzmień, która „tak jakbym gdzieś słyszał”, Zataczamy koła, powracamy do głównego tematu, jednak tak jak w serialu SLIDERS, każde koło to równoległy świat, ale w innym wymiarze. Dodatkowe punkty zbiera ten utwór za swój czas – osiem minut. Przy The Woman With A Bow mógłbym nawet się pogibać, kto wie… Sylwester niedaleko. Ten utwór promował zespół wcześniej i nic dziwnego, że przyjął zasłużone i pochlebne opinie. Piękne elektryczne brzmienie gitary, choć sam utwór do radosnych raczej nie należy. Zabawa kanałami, głosy w lewym, głosy w prawym. Brzmi to doskonale.

I go
around the stone
red snow
my trousers are gone...

lonely
in the silence

Galway’s Song to kolejny dość psychodeliczny utwór. Skojarzył mi się z CHROMA KEY [Mountain Graveyard Home]. Dużo muzyki, mało tekstu, ma też coś wspólnego z przestrzeniami, jakie możemy spotkać na zielonej wyspie.

Dwa ostatnie utwory są dość mocno ze sobą powiązane More Than This oraz Snow Lovers Are Dancing. Tak bardzo ze pierwszy przechodzi w drugi bez chwili przerwy. Spokojne szeleszczące talerze, ciekawe brzmienie pianina (gościnnie Kuba Kapsa) i długie pasaże gitarowe. Po delikatnym, ciepłym i rozleniwiającym wprowadzeniu, pojawią się najdelikatniejszy śpiew Magdy na tym albumie. Normalnie aż się zakochałem. A gdy dodam, że na zdjęciach koncertowych Magda prezentuje się wspaniale. Uff… Jednak tuż po przebrzmieniu słów Śnieżni Kochankowie Zaczynają Swój Taniec, doskonały psychodeliczny, pełen rozpaczy i miłości zarazem taniec, taniec, który będzie trwał i trwał i trwał…

Podsumowując. W mojej opinii zdecydowanie najciekawszy debiut tego roku. Szerokie spektrum muzyczne prezentowane przez Magdę, Tomka, Wojtka i Radka, bardzo dobrze wróży na przyszłość. Czwórka młodych bydgoszczan z wielką wyobraźnią i szerokim muzycznym horyzontem. Z nadzieją czekam na następne nagrania.


Your eyes open
Eyes open
Do not you know
There is nothing left
There is nothing more to see?

Your eyes stare at me
Eyes stare at me
Cannot you see
I am nothing less
I am nothing more than this?
 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.