ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Body Count ─ Murder 4 Hire w serwisie ArtRock.pl

Body Count — Murder 4 Hire

 
wydawnictwo: Escapi 2006
 
1. Invincible Gangsta/ 2. The End Game/ 3. You Don’t Know Me (Pain)/ 4. The Passion Of Christ/ 5. In My Head/ 6. D Rocs (RIP)/ 7. Murder 4 Hire/ 8. Down In The Bayou/ 9. Dirty Bombs/ 10. Lies/ 11. Relationships/ 12. Mr. C’s Theme
 
Całkowity czas: 45:17
skład:
Ice T – wokal/ Ernie C – gitara/ Vincent Prince – bass/ Bendrix Williams – gitara/ OT – perkusja
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 1
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 0
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 0
Album jakich wiele, poprawny.
› 0
Niezła płyta, można posłuchać.
› 1
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 1
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 0
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 0
Arcydzieło.
› 2

Łącznie 5, ocena: Dobry, zasługujący na uwagę album.
 
 
Ocena: 7 Dobry, zasługujący na uwagę album.
08.12.2006
(Recenzent)

Body Count — Murder 4 Hire

POWRÓT CZARNEJ MUZYKI ROCKOWEJ

Body Count – niewielu jeszcze dziś pamięta tę legendarną grupę metalową, a mówi się o nich, iż jako pierwsi udowodnili, że czarnoskóry muzyk także wie, do czego służy gitara. Jeden z redaktorów ArtRocka na moje pytanie czy mogę zrecenzować ich nowy album odpowiedział ze zdziwieniem: „Oni jeszcze żyją?” (co nie było uwagą ironiczną – 3 muzyków ze starego składu rzeczywiście opuściło już ziemski padół). A więc zapewniam, że BC żyją i mają się dobrze – w lipcu po bardzo długiej przerwie ukazał się ich kolejny krążek o wymownym tytule "Murder 4 Hire".

Skład, niby nowy, w zasadzie pozostał stary. A to dlatego, że za powstanie albumu odpowiedzialni są właściwie tylko znany raper Ice T i akompaniujący go gitarzysta Ernie C. Wraz z wydaniem każdej kolejnej płyty powraca anegdotka, w której porównuje się czołowych muzyków BC do pirimidynowych zasad azotowych (zbieżność pseudonimów artystycznych z biologiczną terminologią: T – tymina, C – cytozyna) – jako zbudowanych z tego samego pierścienia, lecz „przyłączających” zupełnie różne jakości do ich wspólnej twórczości. Resztę zespołu tworzą ludzie mniej kreatywni, którzy mieli niewielki wkład przy współpracy nad nowym wydawnictwem. Można powiedzieć, że ich rola ograniczyła się do biernego wypełnienia luki po zmarłych poprzednikach.

Jako, że wiemy już, kto gra, czas przejść do tego, jak to robią. Na pewno pozytywnym elementem jest nawiązanie do najważniejszego dokonania w dziejach zespołu, czyli płyty "Body Count". Niestety okazuje się, że muzycy za bardzo przejęli się tym, żeby powrócić do korzeni. Brzmienie wydaje się wyjątkowo archaiczne (a co byś powiedział o brzmieniu wczesnego Black Sabbath, albo Led Zeppelin :) - przyp.red.), podobne do tego z 1994 roku. Na pierwszy plan wysuwają się wyraziste recytacje Ice T. Teksty nie wzbudzają już takich kontrowersji jak te sprzed 12 lat, jednak raper nadal nie szczędzi słów, aby wyłożyć, co mu na sercu leży. Po raz kolejny Departament Policji Los Angeles oraz inne rządowe instytucje otrzymują dosadne i jednoznaczne pozdrowienia. Niemniej, trzeba podkreślić, że T robi to z wyjątkową klasą, dzięki czemu zapominany o tysiącach innych razy, kiedy spotkaliśmy się z podobną formą krytyki politycznej.

Tyle jeśli chodzi o tradycje, zobaczmy, jakimi nowościami BC urozmaicili swój kolejny album. Przede wszystkim muszę wspomnieć gitarę Ernie’go. Chociaż cały czas dominują typowe dla tego rodzaju muzyki trashowe riffy, pojawią się również coraz częstsze brzmienia niczym spod palców Gary’ego Moore’a i jego „płaczącej gitary”. Pan C zdecydowanie zafascynował się możliwościami, jakie oferuje nowy sprzęt gitarowy. To właśnie dzięki jego solówkom nie mamy wątpliwości, że płyta została nagrana w 2006 roku, a nie w poprzedniej dekadzie. Co więcej gitara doskonale komponuje się z tekstem. Nerwowo artykułowanemu bełkotowi rapera, który tłumaczy się z wydarzeń ostatniej nocy przed przypadkowo poznaną kobietą, towarzyszy wyraźna zmianę tempa, przechodząca w szaleńczą galopadę trashowych dźwięków.

Murder 4 Hire bez wątpienia zasługuje na uwagę wszystkich fanów zarówno ciężkiego grania, jak i „lirycznego” zacięcia Ice T. Słychać potężną dozę świeżości w ich nowej muzyce, którą „pirimidynowi chłopcy” skutecznie otrzepali z kurzu, jaki zbierał się od czasu pamiętnego Cop Killera. Nawet jeśli jesteś daleki od wyrazów uznania dla osiągnięć twórczości nu metalowej, warto ci sięgnąć po ten krążek chociażby z powodu znakomitej pracy gitar. Może z czasem odkryjesz, że recytowane przez frontmana słowa wpadają ci w ucho i niepostrzeżenie łaskotają twoje zmysły estetyczne. Tak było w moim przypadku, dlatego z pełna odpowiedzialności polecam album, jako swoiste wydarzenie dla wszystkich miłośników muzyki bezkompromisowej.

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.