ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Rice, Damien ─ O w serwisie ArtRock.pl

Rice, Damien — O

 
wydawnictwo: Vector Recordings 2003
 
1.Delicate [5:12]/2. Volcano [3:22] /3. The blower's daughter [4:50] /4. Cannonball [5:12]/5. Older chests [4:48] /6. Amie [4:20] /7. Cheers Darlin' [5:52] /8. Cold water [5:01]/9. I Remember[5:33]/10. Eskimo [5:08]/11. Prague (hidden track) [6:22] /12. Silent Night (hidden track) [2:00]
 
Całkowity czas: 69:23
skład:
Damien Rice – vocals, guitars, piano/ Vyvienne Long – cello/ Lisa Margaret Hannigan – vocals/
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
,0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
,0
Album słaby, nie broni się jako całość.
,0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
,1
Album jakich wiele, poprawny.
,0
Niezła płyta, można posłuchać.
,0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
,1
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
,5
Absolutnie wspaniały i porywający album.
,10
Arcydzieło.
,26

Łącznie 43, ocena: Absolutnie wspaniały i porywający album.
 
 
Recenzja nadesłana przez czytelnika.
Ocena: 8+ Absolutnie wspaniały i porywający album.
06.03.2007
(Gość)

Rice, Damien — O

Przyznam się bez bicia: jestem zachwycona muzycznym debiutem Irlandczyka.

Jak zwykle przypadek zrządził. Podczas ostatniej mojej bytności w zacnym mieście pomarańczowych krasnali (czytaj Wrocław), zrobiłam porządek w płytach (te do oddania, te do sprzedania, o a ta pozostanie - zabieram do Warszawy). I tak przez przypadek wpadła mi do rąk debiutancka płyta Damiena Rice’a „O”. Skromny kartonik, taki szarawo-nijaki. Nawet nie wiem, w jaki sposób album ten trafił w me posiadanie. Zakup impulsowy raczej nie wchodzi w grę. W każdym razie od ubiegłej soboty słucham albumu non stop. Ogrzał ciepłem moje puste mieszkanie, nieco złagodził potęgujące się objawy depresji, z którą walczę od lat. Chociaż album do najweselszych nie należy.

Poszukałam trochę informacji o Irlandczyku. Jego utwory trafiły na ścieżkę dźwiękową znakomitego dramatu Closer oraz serialowego hitu pt: Lost. Debiutancki album pokrył się potrójną platyną, a sam artysta otrzymał szereg prestiżowych wyróżnień. Po sukcesie debiutu - wydano go jeszcze raz. Tym razem przez majorsa, jakim jest Warner. Słupki sprzedazy znów poszybowały w górę. W 2006 roku światło ujrzał drugi album Damiena "9".

Muzycznie umiejscowiłabym Rice’a gdzieś pomiędzy Jeffem Buckleyem a Leonardem Cohenem. Zawartość muzyczna zawarta na „O” to konglomerat mrocznej dawki samotności, smutnej refleksji nad życiem i pytaniem nad sensem istnienia. Niektórym z samotnością jest do twarzy. Oczywiście dzięki sukcesowi komercyjnemu, Damiena Rice’a można śmiało postawić obok takich „chłopców z gitarą”, jak James Blunt (bleee). Tak owszem – muzyka zawarta na „O” to pop, ale to jednocześnie „pop na opak”, z drugim dnem. Ładne, kilkuminutowe piosenki mówiące o niedobrych emocjach, gorzkich rozliczeniach z przeszłością, miłości, zdradzie etc. I to wszystko przy pomocy skromnych środków: głos i słowa artysty muszą wystarczyć! Czasami gdzieś zaplączą się dźwięki wiolonczeli, skrzypiec, czy wręcz orkiestry. No i jeszcze zcasami operowy głos. Damien Rice w duecie z Lisą Hannigan opowiadają, w swych intymnych muzycznych dialogach, historie rozterek miłosnych i innych życiowych dramatów. Opowiadają przepięknie.

Nie jest to album bardzo trudny w odbiorze. Nie znajdziecie na nim żadnych skomplikowanych brzmień, piramidalnych, skomplikowanych solówek i suit o niczym. To TYLKO i AŻ quasi akustyczne granie, które poraża emocje. Naprawdę. Jest na albumie taki ładunek smutku, melancholii i goryczy, że aż wgniata w ścianę. Musisz, Czytelniku po prostu usiąść i posłuchać. To proste utwory, stworzone raczej przez ulicznego grajka, niż przez zadufanego w sobie Artystę. Może dlatego są tak szczerze i mają tak jasny przekaz.

„O” nie jest wcale albumem z piosenkami ani specjalnie odkrywczymi (mamy wielu smutnych, przystojnych facetów z gitarą, wydających płyty ze smutnymi piosenkami o życiu) ani jakoś porywającymi pod względem strukturalnego skomplikowania. Ale jednak….

No i cóż
Krótka historia
Bez miłości i bez chwały

Bez bohatera na jej niebie

The Blower`s Daughter
– ten utwór poznałam, jako pierwszy – właśnie dzięki filmowi Closer (znakomity film – ale tego wątku nie będę rozwijać szerzej). I przyznam się, że pieśń wywarła na mnie niesamowite wrażenie, urzekła mnie taką niesamowitą ulotnością, eterycznością, której brakuje w ostatnich, tak nieprzyjaznych dla wrażliwców czasach. Przepiękny utwór, w którym drugie skrzypce gra niesamowicie śpiewająca Lisa Margaret Hannigan.

Nie jest to muzyka do sprzątania, gotowania. Wymaga, pomimo swojej prostoty skupienia i „spojrzenia w głąb”. Spojrzenia i sporządzenia rachunku sumienia. Tak, mówię o Tobie i o Sobie. I o Nim też.

Cheers Darlin’- pieśń/spowiedź alkoholika. Odgłosy z knajpy, dźwięk tłuczonego szkła. Późna noc, a ty jesteś ostatnim klientem zapomnianego baru. Czy to wygląda właśnie w ten sposób? Nie wiem….a może wiem...

Na zdrowie kochanie!
Dla ciebie i twego nowego kochasia
Czekałem lata na ciebie
I słyszałem weselne dzwony
Na zdrowie kochanie!
Kim jestem dla ciebie?
Kawałkiem tortu? A może szeptem w twoim uchu?
Kim jestem kochanie?
Facetem którego się boisz?
A może największym błędem Twego życia??

Wybaczcie to nieco koślawe tłumaczenie, ale musiało się pojawić. Oj, teksty na tym albumie, pomimo swojej prostoty do najlżejszych nie należą. I dotykają naprawdę najważniejszych spraw.

Przepiękne Cold Water –mówiące o samobójstwie i o tym, co czujesz trzymając w trzęsących się dłoniach ostrze. I krzyku człowieka:

Boże, czy ty mnie słyszysz?
Czy może jestem stracony (-a)?

Utwór cudownie się rozwija, aż do chóralnego, kościelnego finału.
Niesamowite wrażenie wywarł na mnie następny z utworów I Remember. Jest coś bardzo złowrogiego w krzyku Rice’a w tym utworze. Pomimo, jak na standardy artrockowe dość przeciętnego wokalu, sposób interpretacji Rice’a poraża. Irlandzki muzyk znakomicie operuje emocjami, choć zdecydowanie lepiej i bardziej przekonywująco wypada w ostrzejszych kompozycjach., właśnie takich jak I Remember. Z kolei bonusowa kompozycja Prague jest tak gorzka, mocna i gniewna, że bez problemu mógłby uzupełnić dokonania Jeffa Buckleya. Bardzo, jak na ten album wściekłe gitarowe ataki skontrastowane ze słodyczą i jednocześnie cierpieniem w głosie Rice’a. Wrzask, skowyt i wyciszenie.

Silent Night – tak kolęda, ale jakaś taka inna. Bardzo kobieca i bardzo smutna. Zaśpiewana przez Lisę...

Cicha noc, księżycowa noc

Nic się nie zmieniło, nic nie jest w porządku
Powinnam być silniejsza krocząc samotnie
A ty powinieneś poczuć się źle, skoro mnie odesłałeś do domu
Chcę zasnąć w niebiańskim spokoju…

Czasami łatwo jest, grając takie dźwięki, pisząc takie teksty, otrzeć się o kicz i banał. Rice wybrnął i to z twarzą. James Blunt (też chłopak z gitarą) może się schować.

Znakomity album. Dla wrażliwców. Słuchać w nocy.

To nie trudne upaść
A ja nie chcę przegrywać
To nie trudne dorosnąć
Gdy wiesz, że po prostu nie wiesz


 

Ps. Nie jestem zawodowym tłumaczem, więc proszę o wyrozumiałość...
 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2021 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.