ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Daturah ─ Reverie w serwisie ArtRock.pl

Daturah — Reverie

 
wydawnictwo: Golden Antenna 2008
dystrybucja: Foreshadow
 
01. Ghost Track [12:33]
02. Hybrisma [09:32]
03. 9-Daturah [11:46]
04. Deep B Flat [13:47]
05. Vertex [12:52]
 
Całkowity czas: 60:00
skład:
Mathias Heng – guitar; Flo Ebert – guitar; Patrick Brllinetti – drums; Benni Moeler – bass; Sebastian Klimek – guitar, samples, synth; Raul Gschrey - live visuals
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 0
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 0
Album jakich wiele, poprawny.
› 0
Niezła płyta, można posłuchać.
› 1
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 0
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 0
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 4
Arcydzieło.
› 0

Łącznie 5, ocena: Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
 
 
Ocena: 8+ Absolutnie wspaniały i porywający album.
05.10.2008
(Recenzent)

Daturah — Reverie

Daturah to drugie wydawnictwo alternatywnej, postrockowej Golden Antenna. I oczywiście jest utrzymane w podobnym klimacie, co Maserati czy A.Armada. Różnica polega na spojrzeniu na muzykę – w tym wypadku z niemieckiego podwórka. Pięciu muzyków (Raul pojawia się przede wszystkim podczas występów na żywo) tworzy bardzo energetyczną mieszankę bardzo ciekawych dźwięków. Oczywiście można sobie zadać pytanie - ile jeszcze postrockowych, z pierwszego punktu widzenia podobnych do siebie płyt jeszcze usłyszymy? Ja bym chciałby było ich jak najwięcej. Bo takie albumy jak Reverie słuchają się doskonale podczas jazdy pociągiem, gdzie możesz zapatrzyć się w okno, w migające za nim krajobrazy i wyruszyć w swoją własną podróż, lekko tylko nakierowaną muzyką.

 
 

Reverie jest drugim wydawnictwem formacji, poprzednie wydane w 2005 roku zatytułowane było Daturah (self made / Graveface Records-USA) i zawierało trzy, równie długie kompozycje. Już Ghost Track powoduje dobrze mi znane drżenie, bowiem trwające dwanaście minut nagranie pełne jest ekspresji, tęsknoty i nostalgii, a jednocześnie pozytywnych i niezależnych wibracji, na jakie zawsze czekam. Muzyka zatacza koła przedstawiając nam się raz z łagodnej, jaśniejszej strony, by po chwili zmienić się w kipiący wulkan mrocznej energii. Dosłownie Doktor Jeckyl & Pan Hyde w krainie Duchów. Potem jest tylko lepiej. Najkrótsza na płycie Hybrisma objawia się kosmicznymi przestrzeniami na samiuteńkim początku. Stłumione, gdzieś schowane za ścianą bębny, jakiś samplowany wokal i spokojna, cicha gitara. Gdzieś w czwartej minucie wracają wszystkie instrumenty i mocniej, głębiej do nas docierają, utrzymując wspaniały klimat niczym nieskrępowanego wznoszenia się ponad wszelkie codzienne troski i trudy. Muzyka trwa i trwa, nie dając nam wytchnienia, Aż do samego końca, gdzie znika i płynnie przechodzi do 9-Daturah. Delikatnego i zmysłowego, wyobrażam sobie ten utwór, jako podkład do ciekawie zaaranżowanej sceny erotycznej w dobrym europejskim filmie. Pasowałby doskonale. Zresztą nic nie stoi na przeszkodzie, aby dołożyć ten utwór do zestawu „muzyka do łóżka”, jakie czasami można znaleźć na różnych forach. Prawie dziewięć minut, spokojnego gitarowego, bardzo klimatycznego grania, bez żadnych wyskoków, uderzeń, hałasu. Ostatnie zaś trzy i pół minuty doskonale zagłusza ewentualne „naturalne” hałasy. Deep B Flat najdłuższy na tej płycie rozpoczyna się spokojnym wejściem talerzy i syntezatorowym wiatrem, aby po chwili zaatakować nas gitarami, basem i bębnami. Tutaj wracamy do tradycyjnego podejścia – trochę łagodności, wytchnienia i mocne, przygniatające uderzenie, potem powtórka, i jeszcze raz i jeszcze. Naprawdę dużo się dzieje w „spokojnych” momentach, choć mam wrażenie, że w głośniejszych jeszcze więcej. Gdzieś w szóstej minucie znów pojawiają się samplowane rozmowy telefoniczne, dość smutne i dołujące, ale taki jest ten utwór. Niewiele w nim radości, dużo nostalgii i przygnębienia Jest wręcz cudowny. I przede wszystkim ciągnie się i ciągnie, ale wciąż smakuje wybornie. Pod koniec przygniata nas brzmieniem, gitarami i perkusją, wciąga nas w pulsująco-wirujący rytm i wciąż dodaje kolejne i kolejne warstwy do podstawowej części utworu. Vertex zamykający płytę nie ustępuje pozostałym ani na chwilę. Bardzo długi i delikatny początek, lekka pół-akustyczna gitara, kilka uderzeń basu i w końcu wchodzi perkusja. Pojawia się motyw przewodni, dość posępny. Potem zmienia się rozbudowuje, aby znów wrócić do punktu wyjścia. W połowie następuje zmiana akustycznych gitar na ciężkie przesterowane brzmienia – doskonałość.

 
 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.