ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Dream Theater ─ Black Clouds & Silver Linings w serwisie ArtRock.pl

Dream Theater — Black Clouds & Silver Linings

 
wydawnictwo: Roadrunner Records 2009
 
1. A Nightmare to Remember [16:10]
2. A Rite of Passage [08:35]
3. Wither [05:25]
4. The Shattered Fortress [12:49]
5. The Best of Times [13:07]
6. The Count of Tuscany [19:16]
 
Całkowity czas: 75:22
skład:
John Petrucci - guitars / Michael Stephen Portnoy - drums, add. vocals / John Ro Myung - bass / Kevin James LaBrie - vocals / Jordan Rudess - keyboards
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 17
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 9
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 23
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 21
Album jakich wiele, poprawny.
› 10
Niezła płyta, można posłuchać.
› 16
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 24
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 55
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 50
Arcydzieło.
› 25

Łącznie 250, ocena: Dobry, zasługujący na uwagę album.
 
 
Ocena: 5 Album jakich wiele, poprawny.
01.09.2009
(Recenzent)

Dream Theater — Black Clouds & Silver Linings

Bez zbędnych wstępów – jest źle. Nie wiem, czy jest dużo gorzej niż na „Systematic Chaos”, ale jest źle.

Będę bezlitosny. „Black Clouds & Silver Linings” to płyta nierówna, od tego zacznijmy. Takie kawałki jak "Wither" czy "A Rite Of Passage" to wysłodzone, niemęskie, radiowe balladki gorsze nawet od straszydeł typu "I Walk Beside You", "Forsaken" itp. Niestety, od „6DOIT” ten zespół zatracił umiejętność pisania fajnych i ciekawych ballad. Inne utwory też nie zachwycają - "A Nightmare To Remember" jest częściowo fajne i świeże, a częściowo nieco żałosne, wręcz plastikowe. "The Shattered Fortress" to ostatnia (chyba) część melodramatu Mike'a o piciu, i jest to po prostu zlepek wszystkich poprzednich części z dodatkowymi tylko solówkami i jakimiś wypocinami wokalnymi mr. MP (sic!). Nudne, nieco bezsensowne, przewidywalne i nie trzymające się kupy deja vu. "The Count Of Tuscany" (19 min) zaczyna się obiecująco (klawiszowo stare DT, niezła melodia), ale zaraz później następuje nawał chaotycznych i niefajnych dźwięków (to niby miał być chyba "progresywny" techniczny kolos typu „Metropolis” czy „A Change Of Seasons”, ale do pięt im nie dorasta). Niestety NIE MA TU ZA GROSZ ciekawych pomysłów, ciekawych melodii, i czegokolwiek co byśmy jeszcze nie słyszeli.

Trudno, na „TOT” czy „O” też niby zjadali własny ogon, ale większość kompozycji miała swój styl i charakter, była "jakaś" - a tutaj czuć, że jest to po prostu ZLEPEK średnio udanych pomysłów z różnych półek - kilka sekund mocnego grania pod „czarną„ Metallikę z "ostrymi" wokalami panów JLB i MP, kilkanaście sekund przebojowego i słodkiego smęcenia. I tak na przemian. Co więcej - kiedyś słychać było osobny kunszt instrumentalistów: "teraz niszczy JP, teraz szaleje JR, teraz MP, a za chwilę pokręcone solo JM". Całościowo też trzymało to wszystko poziom. Na nowej płycie niby coś tam każdy z muzyków produkuje, ale tych zagrywek po PROSTU NIE SŁYCHAĆ (może poza "mrocznymi" partiami w „A Nightmare To Remember”, które jak mówi młodzież „dają radę”), jakby ich skomplikowane zapewne partie były zagłuszane przez wszech występującą tutaj papkę nadużywanych dźwięków. Zero selektywności.


Wokalnie - tragedia. Nawet nie można ocenić, jak tam forma LaBrie, bo połowa płyty to „stękane” chórki z MP albo komputerowe efekty. Zero emocji, zero liryzmu, masa przegadanych i przejęczanych fragmentów. Chyba jedynym kawałkiem jaki da się zanucić/zaśpiewać to nieszczęsny „A Rite Of Passage”. Narzekaliście na „Constant Motion” czy „The Dark Eternal Night” - tutaj te kawałki byłby największymi i wspaniałymi hitami. Nie wiem gdzie się podziała zdolność DT do pisania wspaniałych utworów, z których są od lat znani, ale jestem straszliwie zawiedziony. Nie wspominając już o tym, że od dłuższego czasu sobie ostrze zęby na prawdziwą rockową płytę DT - krótką, zwięzłą, selektywną, energiczną, świeżą, melodyjną, coś między „Awake” i „Falling Into Infinity”. A co dostaję? 20-minutowe nadęte kolosy, z czego od 80% bolą zęby.


Instrumentalnie - nuuuda. Klawiszowe melodyjki bez charakteru, perkusyjne przejścia i partie bez siły i precyzji z której MP jest znany (brzmienie bębnów też coś szwankuje), gitarowo tak sobie, prawie żadnych fajnych partii czy solówek. No i wszechobecne emo-słodziutkie efekty i nakładki. Problem także w zaszufladkowaniu - ni to metal, ni to rock, ni to pop, od takie coś pośrodku.


Ogólnie - słuchać się tego za bardzo nie da. Przynajmniej długoletni fani będą mieli z tym problem. Miłośnicy ery 92-98, bardzo umiarkowani zwolennicy ery 05-08, ludzie szanujący ten zespół od lat – czy się ze mną nie zgodzicie? Pobawmy się w chirurga - gdyby usunąć powodującego zatwardzenie „Withera”, zostawić 6min "A Niightmare To Remember" i 4min "Count Of Tuscany", dostalibyśmy średnią EPkę. „The Best Of Times” - chyba najfajniejszy numer na płycie. Tak, jest po prostu fajny, taki luźny i prosty, trochę jak z „FII”. Skalpelem wyciąłbym tylko smęcony wstęp (0:00-2:45), płaczliwy środek (7:10-9:45) i wymyślił przyzwoity refren, bo takowego tu brakuje. No ale wymagajmy za dużo, w końcu to charakterystyczny znak tego albumu.

Kiedy przed premierą przeczytałem:

    Dream Theater began work on the album in October 2008. Mike Portnoy described Black Clouds & Silver Linings as, "a Dream Theater album with "A Change of Seasons", "Octavarium", "Learning to Live", "Pull Me Under" and "The Glass Prison" all on one album."

czułem, że zajeżdża tu niezłą ściemą. Intuicja jednak mnie nie myliła.

Co śmieszniejsze, do najgorszego krążka Dream Theater od lat dostaniemy jeszcze 2 dodatkowe – jeden z coverami rockowych klasyków, drugi jako instrumentalny mix całości. Przy takiej formie zespołu, nie warto chyba o nich nawet wspominać.

Bez zbędnego zakończenia - DT, why? ;(

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.