ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Camel ─ Breathless w serwisie ArtRock.pl

Camel — Breathless

 
wydawnictwo: Decca-Deram 1978
 
"Breathless" – (Andrew Latimer, Peter Bardens, Andy Ward) - 4:19/ "Echoes" – (Latimer, Bardens, Ward) - 7:18/ "Wing and a Prayer" – (Latimer, Bardens) - 4:45/ "Down on the Farm" – (Richard Sinclair) - 4:24/ "Starlight Ride" – (Latimer, Bardens) - 3:25/ "Summer Lightning" – (Latimer, Sinclair) - 6:09/ "You Make Me Smile" – (Latimer, Bardens) - 4:17/ "The Sleeper" – (Latimer, Bardens, Ward, Mel Collins) - 7:06/ "Rainbow's End" – (Latimer, Bardens) - 3:00/
 
Całkowity czas: 44:45
skład:
Andrew Latimer – Guitar, Yamaha CS80/50, Vocals/ Peter Bardens – Keyboards, Organ, Vocals/ Mel Collins – Flute, Saxophones/ Richard Sinclair – Bass, Vocals/ Andy Ward – Drums, Percussion/ Dave Sinclair – Keyboards (uncredited)
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
,0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
,0
Album słaby, nie broni się jako całość.
,1
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
,0
Album jakich wiele, poprawny.
,0
Niezła płyta, można posłuchać.
,4
Dobry, zasługujący na uwagę album.
,5
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
,4
Absolutnie wspaniały i porywający album.
,9
Arcydzieło.
,7

Łącznie 30, ocena: Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
 
 
Brak oceny
Ocena: * Bez oceny
08.10.2009
(Recenzent)

Camel — Breathless

Leży sobie człowiek na piasku, słoneczko grzeje, że uh! lepiej niż u nas w lipcu, a jest połowa września. Atlantyk szumi kilka metrów dalej,  delikatna bryza owiewa (znaczy termo obieg włączyli) ładnie już zbrązowiałe ciałko. A w słuchawkach „Summer Lightning” Cameli. Miło. I pomyślałem sobie, a może by coś napisać na ten temat? Poza tym Naczelny goni mnie do roboty, jak ekonom chłopa pańszczyźnianego. Połączę przyjemne z pożytecznym.

 Przed wyjazdem na wczasy zapakowałem do playerka kilka płyt, między innymi właśnie „Breathless”, album dość specyficzny i dość kontrowersyjny. Bo jest trochę inny niż reszta płyt. Najlżejszy, najpogodniejszy i najbardziej piosenkowy.  Ale w takich okolicznościach przyrody, jak plaża, słoneczko, morze i pełny relaks sprawdza się idealnie. Zresztą nie tylko w takich.

 Dla większości z nas głównym popularyzatorem twórczości Camel był Tomasz Beksiński, a on nie lubił „Breathless”. Jeśli dobrze pamiętam to w jego audycjach trafiło się jedno nagranie z tego krążka – właśnie „Summer Lightning” z komentarzem, że jedynie to nadaje się do słuchania, a resztą nie ma sobie co głowy zawracać. I jakoś tak utrwaliła się w narodzie właśnie taka opinia o tej płycie. No cóż – tak działa autorytet. Też mi się to udzieliło, chociaż w gruncie rzeczy jestem niewierny Tomasz, jeśli sam czegoś nie pomacam, to nie uwierzę. Ale Tomek zwykle miał rację i przez długie lata „Breathless” mnie zupełnie nie interesowało. Pierwszy raz posłuchałem tego w całości  stosunkowo niedawno, może z 10 lat temu, kiedy znalazłem  ten kompakt na półce u kolegi. Większość dyskografii już wtedy miałem, a tego nawet nie słyszałem. Wypadało poznać, choćby z kronikarskiego obowiązku. Okazało się, że  tym razem redaktor Beksiński racji nie miał, bo „Breathless” jest bardzo udaną płytą, chociaż, jak wspomniałem – specyficzną.

 Po nagraniu czterech pierwszych płyt doszło do pierwszych zmian personalnych w zespole. Odszedł basista, Doug Ferguson, a na jego miejsce przyszedł Richard Sinclair – współzałożyciel Caravan i założyciel Hatfield & The North. I zaczął mieć na muzykę Camel niebagatelny wpływ, bo już na „Rain Dances”  zaczęło się coś zmieniać. A „Breathless”   bliżej  było do „In The Land of Grey And Pink”, albo „Cunning Stunts” Caravan, niż do “Mirage” czy “The Snow Goose”. Zresztą Latimer wspominał, że zastanawiał się wtedy, czy przypadkiem nie zmienić nazwy na Caramel.

 Clou programu to trzyminutowa solówka Latimera w „Summer Lightning”. Lepszą gra tylko w tytułowym ze „Stationery Traveller”. Jednak wsłuchując się nieco lepiej w ten utwór – sekcja gra tak jakby disco, jakby dancing, lekko funky. I cała płyta jest takich skocznych rytmów. Mogło to wkurzyć niektórych fanów. Ale to jest ich problem. Osobiście nie miałem żadnych kłopotów z akceptacją takiej wersji wielbłądziej twórczości i to zaraz od pierwszego wejrzenia. W tych piosenkach jest to, co można znaleźć na najlepszych płytach Caravan – lekkość, finezję i całą masę niebanalnych melodii. Dotyczy to prawie wszystkich utworów, może z wyjątkiem „You Make Me Smile”, który mi się nie podoba. Niestety Sinclair długo miejsca w Camel nie zagrzał. Na  „I Can See Your House from Here” już go nie było, zastąpił go Colin Bass „podebrany” z zespołu Steve’a Hillage’a. Okazało się wtedy, że  Sinclair był tym muzykiem, który robił różnicę – „I Can See…” jest co prawda albumem bardziej typowym dla Camel, ale  chyba najsłabszym w karierze zespołu, a na pewno przeraźliwie nierównym (koszmarek typu „Remote Romance” brrrr…).

 „Breathless” natomiast do tej pory, jak na mój gust ma się zupełnie dobrze, nawet z wiekiem zyskuje na uroku.

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.