ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Adagio ─ Sanctus Ignis w serwisie ArtRock.pl

Adagio — Sanctus Ignis

 
wydawnictwo: Limb Music Products 2001
 
1.Second Sight – 6:07
2.The Inner Road – 5:45
3.In Nomine... - 5:04
4.The Stringless Violin - 7:00
5.Seven Lands of Sin – 11:40
6.Order of Enlil – 4:19
7.Sanctus Ignis – 4:07
8.Panem et Circences – 5:21
9.Immigrant Song – 4:55
10.Niflheim – 4:05
 
Całkowity czas: 58:35
skład:
David Readman – voc / Stephan Forte – git / Franck Hermanny – bas / Richard Andersson – key / Dirk Bruinenberg - dr
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 1
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 1
Album jakich wiele, poprawny.
› 1
Niezła płyta, można posłuchać.
› 0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 0
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 2
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 3
Arcydzieło.
› 3

Łącznie 11, ocena: Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
 
 
Ocena: * Bez oceny
13.08.2001
(Recenzent)

Adagio — Sanctus Ignis

Przeprowadźmy eksperyment myślowy. Co by było gdyby połączyć wirtuozerię Yngwie Malmsteen’a, progresywny power metal rodzaju Symphony X, genialną aranżację spod znaku Dream Theater oraz klimat klasyków Baroku i Mozartowski rozmach ? Otrzymalibyśmy zapewne całkiem ciekawą miksturę. Otóż drodzy czytelnicy...........to nie przepis na muzykę marzeń. Coś takiego istnieje! Wystarczy sięgnąć po debiutancką płytę formacji Adagio zatytułowaną „Sanctus Ignis”.

Właściwie Adagio to projekt wielce utalentowanego, niespełna dwudziestoczteroletniego francuskiego gitarzysty Stephana Forte, który grą na gitarze para się już od piątego roku życia. Jako absolwent renomowanej CMCN Music Akademy w Nancy Forte eksperymentując otarł się prawie o wszystkie gatunki muzyczne. Od death metalu poprzez grindcore i jazzfusion po muzykę klasyczną. W roku 1996 nagrywa demo „Visions”. We wrześniu 1999 roku Stephan podpisuje lukratywny kontrakt z francuską wytwórnią Nothing To Say, która to składa propozycję nie do odrzucenia - sformowania własnego zespołu. Tak powstaje Adagio. Producentem debiutanckiego krążka jest Dennis Ward, basista niemieckiej formacji Pink Cream 69, znany również jako „szara eminencja” sesji studyjnych Vanden Plas, Axxis i DC Coopera. Stephan do współpracy zaprosza wokalistę Davida Readman’a (Pink Cream 69), holenderskiego perkusistę Dirka Bruinberg’a (Elegy), basistę Francka Hermany oraz szwedzkiego klawiszowca Richarda Anderssona (Majestic).

Płyta „Sanctus Ignis” jest faktycznie bardzo dobrą produkcją. Zaskakują tu wręcz jubilerskie aranżacje, których bazą jest mariaż muzyki klasycznej i powermetalu. Rozmach symfoniczny kompozycji i klimat mogący się trochę kojarzyć z tzw.”rycerskim metalem” nie wywołują bynajmniej uśmieszku ironii jak to czasami bywa z muzyką zespołów wyśpiewujących bohaterskie sagi (i to bynajmniej niekoniecznie po włosku:-) Utwory takie jak „In Nomine...”, „The Stringless Violin”, tytułowy „Sanctus Ignis” czy „Panem et Circences” budzą słuszny szacunek. Numerami, które najbardziej przypadły mi do gustu są jedenastominutowy „Seven Lands of Sin” oraz „Order of Enlil”. Pierwszy jest świetną epicką suitą o powalającej wręcz dramaturgii, brzmieniu i baśniowym klimacie. Drugi, to instrumentalna perełka, który jak to często w przypadku tego typu wydawnictw bywa, jest popisem niebanalnych umiejętności muzyków, które mogą zaspokoić nawet najbardziej wybredne gusta „progmetalurgów”. Jest na tej płycie również cover, a raczej wariacja na temat..., gdyż klasyk Led Zeppelin „Immigrant Song” jest instrumentalną wersją kolosalnie różniącą się od oryginału. Ze wstydem przyznaję, że podczas pierwszego odsłuchu tego albumu nie poznałem evergreenu. Czy ta wersja jest lepsza? Hmmm.....na pewno inna, oceńcie sami. Na deser mamy jeszcze bonus w postaci instrumentalnego demo „Niflheim”, który prawdę mówiąc nie wydaje mi się niezbędnym na tej płycie. Po potoku peanów wygłoszonych pod adresem albumu Adagio czas na małe „narzekanko”. Przez cały czas słuchania płyty ma się wrażenie niejakiej wtórności. W miarę słuchania, litery tworzące na okładce napis Adagio.....przekształcają się „magicznie” w napis Symphony X. Jestem w stanie się założyć, że znajdą się tacy, którzy bez wahania okrzyknął Adagio SX-klonem. Nawet wokal i linie melodyczne Readman’a kojarzą się z Sir Allen’em. Nie mogę jednak do końca zgodzić się z taką opinią. Mimo powierzchownych podobieństw jest coś w tej muzyce czego nie znajdziemy u słynnych amerykanów. Tym czymś wydaje się większy nacisk położony na umiłowanie formy klasycznej muzy. Następną rzeczą jest dość wyraźnie słyszalna fascynacja Stephana grą legendy szwedzkiej gitary Yngwie Malmsteen’a. Osobiście uważam, że talent Forte’go pozwala mu na odnalezienie własnego, rozpoznawalnego stylu, który powinien się wykrystalizować w niedalekiej przyszłości. „Zarodki” zresztą już są słyszalne na „Sanctus Ignis”.

Na zakończenie jeszcze coś dla miłośników gadget’ów. W książeczce płyty odnajdziemy zaczarowaną kostkę do gry na gitarze z nadrukowanym autografem „mistrza” Forte. Wystarczy wziąć gitarę uderzyć w struny i ..............już gramy niczym młody francuski wirtuoz.................to oczywiście żart. Niestety takie umiejętności wymagają talentu i lat ciężkiej pracy, a i to czasami nie wystarcza by zakwalifikować się do gitarowych elit.

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.