ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Khanate ─ Clean Hands Go Foul w serwisie ArtRock.pl

Khanate — Clean Hands Go Foul

 
wydawnictwo: Hydra Head Records 2009
 
1. Wings From Spine [06:47]
2. In That Corner [09:13]
3. Clean My Heart [11:05]
4. Every God Damn Thing [32:52]
 
Całkowity czas: 59:57
skład:
Alan Dubin – wokale
Stephen O'Malley – gitary
James Plotkin – bass
Tim Wyskida – perkusja
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
,0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
,0
Album słaby, nie broni się jako całość.
,0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
,0
Album jakich wiele, poprawny.
,0
Niezła płyta, można posłuchać.
,0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
,0
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
,1
Absolutnie wspaniały i porywający album.
,0
Arcydzieło.
,0

Łącznie 1, ocena: Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
 
 
Recenzja nadesłana przez czytelnika.
Brak oceny
Ocena: * Bez oceny
02.10.2011
(Gość)

Khanate — Clean Hands Go Foul

Khanate od paru lat już nie istnieje; strata – wiadomo, nie trzeba tego tłumaczyć osobom interesującym się drone-doom. Panowie postanowili się zmobilizować i wydać materiał, który się uchował. Efekt jest zaskakujący/oszałamiający/dziwny.

Udostępniony już jakiś czas temu „Wings From Spine” nie pozostawia wątpliwości, z czym słuchacz ma do czynienia. Materiał ciężki, to się rozumie, ale jest tu też dużo przestrzeni. Gitara Stephena O`malleya nie tworzy ściany dźwięków, zdaje się dogrywać coś, wzmagać ponury i w sumie dekadencki nastrój. Słychać właściwie, że są to ostatnie nagrania zespołu. Podobno jeszcze wtedy muzycy o tym nie mówili, ale może takie rzeczy się czuje. Po prostu.

I was bad
And it`s a sad life
When clean hands go foul
Help me for the way I am
Before it wanes
Forgive me

„In That Corner” jest właściwie rozwinięciem formuły pierwszego utworu. Muzyczny jazgot urywa się nieco po połowie na rzecz względnego spokoju. Krzyk jakby zza kadru, przepada, znika, instrumenty nie wygrywają nic konkretnego, „przypadkowo trącane” potęgują nastrój grozy i niepewności. Trochę jak w utworze „commuted” z albumu Things Viral (2003). I tak już do końca. Z kolei „Clean My Heart” najbliższy byłby „Torching Koroviev” z debiutu zespołu (Khanate, 2001).

Sometimes I am king of garbage
King human
I brought you here alive with no heart
Down the drain

Najciekawsza lub najmniej ciekawa rzecz dzieje się pod koniec płyty. Jakkolwiek by na to nie spojrzeć, jest to coś zaskakującego. Nieco ponad półgodzinny utwór, którym właściwie nic się nie dzieje. Tytuł – „Every God Damn Thing” chyba dobrze oddaje ideę stojącą za tym czymś. Z początku wręcz ambientowo (wolałbym unikać tego wyrazu); wyjątkowo przyjemne tło jak na Khanate. Do tego: pojedyncze dźwięki, odłączanie gitary, zabawy w okolicach wtyczki (?), piski... Miejscami nastrój się wzmaga, dźwięki gromadzą się, lecz nic z tego nie wynika – wpadają w okolice ciszy. Nawet w ostatnich czterech minutach, które są najbardziej ożywione.
Można byłoby spróbować pokusić się o nazwanie tego antyutworem, ale co to tak naprawdę znaczy? Forma drażnienia się ze słuchaczami, którzy jednak oczekiwali czegoś innego? Okolice ciszy, która pokonuje chaos i nawet charakterystyczny krzyk Alana Dubina? Dowód, że to naprawdę koniec?

Hell
Hell is every god damned thing
Everything poison
The sky
The dirt
People
Hell

Szkoda.
 

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2021 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.