ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Bush, Kate ─ Never For Ever w serwisie ArtRock.pl

Bush, Kate — Never For Ever

 
wydawnictwo: EMI Records Ltd 1980
 
All songs written and composed by Kate Bush.
Side one
1. "Babooshka" 3:20
2. "Delius (Song of Summer)" 2:51
3. "Blow Away (For Bill)" 3:33
4. "All We Ever Look For" 3:47
5. "Egypt" 4:10
Side two
6. "The Wedding List" 4:15
7. "Violin" 3:15
8. "The Infant Kiss" 2:50
9. "Night Scented Stock" 0:51
10. "Army Dreamers" 2:55
11. "Breathing" 5:29
 
Całkowity czas: 37:16
skład:
Personnel
Ian Bairnson: Guitar, Bass vocals/ Brian Bath: Acoustic & Electric Guitar, Background Vocals/ Andrew Bryant: Vocals, Background Vocals/ Kevin Burke: Violin/ Kate Bush: Piano, Arranger, Keyboards, Vocals, Producer, Harmony Vocals, Vocal Harmony, Fairlight CMI/ Paddy Bush: Harmonica, Mandolin, Balalaika, Bass Vocals, Sitar, Vocals, Background Vocals, Koto, Banshee, Saw, Mando, Delius/ Stuart Elliot: drums, Bodhran/ Larry Fast: Keyboards, Prophet Synthesizer/ Martyn Ford: Orchestra/ John Giblin: Bass, Fretless Bass/ Roy Harper: Vocals, Background Vocals/ Preston Heyman: Percussion, Drums, Background Vocals/ Gary Hurst: Vocals, Background Vocals/ Jon Jacobs: Assistant Engineer/ Jon Kelly: Producer, Engineer/ Duncan Mackay: Keyboards, Fairlight/ Max Middleton: Keyboards, Moog synthesizer, Fender Rhodes, String Arrangements/ Mike Moran: Keyboards, Prophet 5/ Alan Murphy: Acoustic & Electric Guitar, Acoustic & Electric Bass/ Del Palmer: Bass, Vocals, Fretless Bass/ Morris Pert: Percussion, Timpani/ Roland: Percussion/ Adam Sceaping: Viol, String Arrangements/ Jo Sceaping: Lironi, String Arrangements/ Adam Skeaping: Viola/ Joseph Skeaping: Lironi/ John L. Walters and Richard James Burgess: Fairlight CMI
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 0
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 0
Album jakich wiele, poprawny.
› 0
Niezła płyta, można posłuchać.
› 0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 1
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 4
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 25
Arcydzieło.
› 20

Łącznie 50, ocena: Absolutnie wspaniały i porywający album.
 
 
Ocena: * Bez oceny
02.12.2011
(Recenzent)

Bush, Kate — Never For Ever

Nieregularnika o płytach Kate Bush część kolejna.

Miałem nadzieję, że zdążę omówić wszystkie do czasu premiery najnowszej, „50 Words for Snow”, czyli do 21 listopada. Jak widać – nie wyszło.

 

Na kolejną płytę Kaśki trzeba było czekać dwa lata. Ale artystka  przez ten czas nie obijała się próżniaczo, wydając zarobioną kasę. Początek 1979 roku spędziła w sali prób  przygotowując się do swojego , pierwszego  tournee (jak się potem okazało - też i ostatniego). Kilkanaście godzin dziennie, sześć dni w tygodniu, przez cztery miesiące - tak wyglądały te przygotowania, bo to nie miały być zwykłe koncerty, ale prawdziwe spektakle. Jak to wyszło - opiszę dokładniej przy okazji recenzji  "Live at The Hammrsmith Odeon".

 

"Never For Ever" jest ostatnią płytą Kaśki, do której pasowałoby określenie wielkie dzieło. Oczywiście nie chodzi o poziom muzyczny, ale raczej o jego charakter. To kwestia doboru odpowiednich słów. Tak jak  soku malinowego zrobionego z  pachnących, soczystych owoców własnoręcznie zebranych z własnego ogrodu nie nazwie się wykwintnym trunkiem, albo nie nazwiemy wielkim balem dla kilku znajomych, chociaż będziemy się świetnie bawić do rana. Wielkie dzieło  - nie, znakomita płyta - tak.

 

Po raz pierwszy w karierze, właśnie na tej płycie Kate Bush jest tym kim jest – młodą i nieco postrzelona dziewczyną. Wcześniejsza Kaśka  jakby bardziej była  wykreowaną postacią z jakiegoś nawiedzonego romansu, a nie sobą.  Po raz pierwszy jest też współproducentem swojej płyty. I że "Never for Ever" jest właśnie takie jakie jest, pewnie też ma z tym związek. Co prawda, tak jak "The Kick Inside" i "Lionheart" to też jest zbiór piosenek i to pod wieloma względami do nich podobny, ale różnice między tymi krążkami dosyć łatwo zauważyć. W zasadzie jest jedna główna - gdzieś znikła (prawie) cała orkiestra, a jej miejsce zajęły syntezatory, do tego w "Deliusie" mamy automat perkusyjny Rolanda. Po dwóch tak epickich albumach, różnica brzmienia jest naprawdę nie do przeoczenia. Zdecydowanie jest to jednak korzystna zmiana. Ciężkie orkiestrowe aranżacje miały swój urok, ale do pewnego momentu. Do tego do większości piosenek z "Never For Ever" nie pasowałyby, bo te są lekkie, zwiewne i delikatne. Całe "Nigdy na zawsze" jest w klimacie wiosenno - wczesnoletnim (no bo na wiosnę nagrywane i utwór "Maciejka" też mamy) i dzięki temu jest to chyba najbardziej pogodna płyta Kate Bush. Przynajmniej muzycznie, bo treść niektórych utworów wcale pogodna  nie jest - "Blow Away (for Bill)" dedykowane jest szefowi ekipy zajmującej się oprawą świetlną jej koncertów,  który zginął tragicznie w czasie przygotowań  (spadł z rampy oświetleniowej kilka dni przed pierwszym występem), walczyk "Army Dreamers" to takie kaśkowe "Forgotten Sons", a w "Breathing" to pytanie o to jak traktujemy naszą planetę.  Za to najbardziej charakterystycznym utworem jest bez wątpienia "All We Ever Look For" - ten  syntezator "gwiżdżący"  motyw przewodni, który od razu zapada w pamięć, różne efekty dźwiękowe  - chodzenie po korytarzu i otwieranie kolejny drzwi zza których dobiega różna muzyka (na pierwszej płycie Hatfield & The North znajdziemy podobną zabawę). "The Kick Inside i "Lionheart" od "Never for Ever" różni się jeszcze tym, że jest lepsza. Głównie tym, że równiejsza. Oczywiście, że na obu wcześniejszych albumach jest cała masa znakomitych utworów, ale zwłaszcza na "Lionheart" trochę przestojów znajdziemy. Tutaj numer w numer, jeden za drugim - nie do wyjęcia, do czego by ucho przyłożył - przebojowa "Babooshka", nastrojowe "Blow Away", "Egypt", lekko zakręcone "All We Ever Look for", czy żywiołowe  i po kaśkowemu zwariowane "Violin" (wersja z koncertu w Hammersmith Odeon jest jeszcze bardziej dynamiczna), o dwóch perełkach zamykających płytę, czyli o "Breathing" i "Army Dreamers" juz wspominałem. W zasadzie to najnajbardziej piosenkowa płyta Kaśki i najlżejsza gatunkowo, chociaż jak pisałem wcześniej - te  piosenki są znakomite. Moim zdaniem jest to jedna z najlepszych płyt Kate Bush, chociaż akurat nie wiem ilu fanów się ze mną zgodzi.

 

Uf, można powiedzieć, że to koniec, recenzji oczywiście. To jest trzecie wersja tego tekstu – pierwsza poszła do kosza, potem napisałem drugą, a jak przepisywałem ją na komputerze (bo ja najczęściej swoje teksty piszę najpierw w wersji papierowej), to na dobrą sprawę napisałem ją po raz trzeci, od nowa,  posiłkując się jedynie wersją drugą. Bo z takimi krążkami zawsze jest problem – zbiór dobrych piosenek – bądź człowieku mądry i spróbuj to jakoś ugryźć. Niewdzięczne zadanie.  Za to przynajmniej takich rzeczy znakomicie się słucha, „Never For Ever” również.

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.