ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Black Math Horseman ─ Wyllt w serwisie ArtRock.pl

Black Math Horseman — Wyllt

 
wydawnictwo: Teepee Records 2009
 
01. Tyrant [04:38]
02. Deerslayer [05:59]
03. A Barren Causa [05:54]
04. Origin of Savagery [03:14]
05. Torment of the Metals [07:04]
06. Bird of All Faiths and None \ Bell From Madrone [11:07]
 
skład:
Sera Timms (bass, vocal)
Sasha Popovic (drums)
Bryan Tulao (guitar)
Ian Barry (guitar)
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
,0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
,0
Album słaby, nie broni się jako całość.
,0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
,0
Album jakich wiele, poprawny.
,0
Niezła płyta, można posłuchać.
,0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
,1
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
,0
Absolutnie wspaniały i porywający album.
,0
Arcydzieło.
,1

Łącznie 2, ocena: Absolutnie wspaniały i porywający album.
 
 
Brak oceny
Ocena: * Bez oceny
10.12.2011
(Recenzent)

Black Math Horseman — Wyllt

Black Math Horseman to zespół założony w Mieście Aniołów w kwietniu 2006 roku. Na czele kwartetu stanęła obdarzona ciekawą barwą głosu Sera Timms, biorąc na siebie również ciężar dyrygowania sekcją rytmiczną, dzielnie dzierżąc gitarę basową. Nazwa zespołu została zaczerpnięta z historii o jeźdźcu, który za pośrednictwem jednostajnego galopu swojego wierzchowca był w stanie zahipnotyzować przyglądających mu się ludzi. Taki opis idealnie oddaje hipnotyczny nastrój niezwykle wciągającej płyty Black Math Horseman. Nazwa albumu jest równie tajemnicza, co jego zawartość. Wyllt to słowo zaczerpnięte z języka walijskiego, które może odnosić się do przymiotnika ‘dziki’, ale równie dobrze możemy potraktować je jako kolejne nawiązanie do legend oraz postaci Myrddina Wyllt’a – walijskiego archetypu Merlina. Czarną okładkę posępnie zdobi nie jeździec czy mag, ale koń, a w zasadzie jego głowa okuta w srebrną zbroję noszącą ślady zaschniętej krwi.

Często trudno jest bez wahania wskazać gatunek (gatunki), w którym tworzy dany zespół, a coraz bardziej dziwaczne gatunkowe twory nie zawsze trafnie oddają brzmienie, dlatego też z reguły ignoruję te etykiety. W przypadku Black Math Horseman musiałem zrobić wyjątek i zerknąć na to jak podpisana jest szuflada, w której leży płyta Wyllt. Dlaczego? Zawartość tego krążka jest niebywale trudna do zidentyfikowania gatunkowego i stanowi unikalne połączenie post metalu z mało mulistym sludgem. Może i nie brzmi to zbyt wyszukanie, ale całości wrażeń muzycznych dopełnia wręcz nasączenie brzmienia najlepszymi elementami takich ikon muzyki jak Black Sabbath, Led Zeppelin, Deep Purple czy Neurosis. Przy czym nawet przez moment nie ma się wrażenia, że Sera Timms i jej koledzy uprawiają muzyczne paserstwo. Są raczej jak pilni uczniowie wielkich mistrzów, którzy mimo wielkiego szacunku do dziedzictwa pokoleń nie czują lęku przed próbowaniem nowych rzeczy. Pytanie tylko, czy te zapędy nie zostaną odebrane jako profanacja.

Płyta zawiera sześć utworów o łącznym czasie trwania zbliżonym do trzydziestu ośmiu minut. Do tej pory nie mogę zrozumieć, dlaczego nie zarejestrowano jeszcze jednej, czy dwóch kompozycji, żeby nadać tej tajemniczej, muzycznej historii dodatkowego kolorytu. Skoro jednak materiał jest już dawno zarejestrowany, a jego zawartość pozostanie stałą muzyczną, skupmy się na tym, co mamy. Płytę rozpoczyna utwór Tyrant, w którym na pierwszy ogień rzucają się miękko brzmiące naciągi bębnów. Po chwili dołączają do nich nisko strojone, świergoczące gitary, których brzmienie słuchać raz w jednym, raz w drugim kanale. Na koniec pojawia się najbardziej niesamowity element całości – wokal. Głos Sery Timms staje się niezwykle urodziwym i wprawnie wykorzystywanym narzędziem, którego brzmienie kładzie się na linii melodycznej i nadaje nieśpiesznej całości niezwykłego, hipnotycznego nastroju. Pojawiają się też elementy wzmocnienia i mimo tego, że są przewidywalne i bezczelnie oczywiste to i tak za każdym razem cieszą ucho i wymuszają mocniejsze kiwnięcie głową. Powolne tempo utrzymuje się również w kolejnej kompozycji. Jednak Deerslayer to zdecydowanie więcej gitar ślizgających się na efektach, przyjemna praca sekcji rytmicznej i kilka nieoczekiwanych, muzycznych zwrotów akcji. Pomiędzy trzecim A Barren Cause a czwartym Origin of Savagery gdzieś z tyłu głowy otwierają się małe drzwiczki, przez które wychodzi niewielki skrzat i oznajmia, że wokale mają dziwnie sakralny wydźwięk. Jednak zaraz za nim pojawia się większy skrzat i bijąc swego poprzednika po głowie stwierdza, że to zapewne przez efekt pogłosu. Wokale brzmią jakby były nagrywane w dużym pomieszczeniu, dlatego tak urodziwie rozpływają się na tle melodii. Nie ma podstaw, żeby dopatrywać się tu przypadkowości. Każdy kolejny element pasuje do poprzedniego i tworzy niezwykłą całość. Tuż przed wisienką wieńczącą ten muzyczny smakołyk pojawia się mocniej zakończony Torment of the Metals, jednak to Bird Of All Faiths and None \ Bell from Madrone jest pięknym zwieńczeniem płyty. Pojawia się w nim to, co już dobrze znamy: nieśpieszna melodia, wycofany wokal, hipnotyczny nastrój. Niespodziewanie emocje zaczynają falować, jeżyć się i piętrzyć. Okazuje się też, że Sera Timms potrafi nieco agresywniej wykorzystać swoje struny głosowe i to z pożytkiem dla kompozycji.

Wyllt od Black Math Horseman to dużo ciekawych pomysłów, odważnych posunięć i hipnotycznego wdzięku podlanego klasycznym, muzycznym sosem. Profanacja? Nigdy w życiu. Ja czekam na więcej.

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.