ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Proto-Kaw ─ Forth w serwisie ArtRock.pl

Proto-Kaw — Forth

 
wydawnictwo: Numavox 2011
 
1. Daylight
2. Pilgrim's Wake
3. Pollex
4. Cold And Clear
5. Lay Down
6. Greek Structure Sunbeam
7. On The Air (Again)
8. One To Follow
9. Sleeping Giant
10. Things We Are Breaking
11. Utopian Dream
 
Całkowity czas: 61:34
skład:
- Lynn Meredith / Vocals, Narration; - Kerry Livgren / Guitars, Piano, Keyboards, percussion, Background Vocals; - John Bolton / Saxophones, Flute; - Dan Wright / Organ, Keyboards, Percussion, Background Vocals; - Craig Kew / Bass, Background Vocals; - Mike Patrum / Drums; - Jake Livgren / Guitars, Keyboards, Percussion, Backing Vocals
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
,0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
,0
Album słaby, nie broni się jako całość.
,0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
,0
Album jakich wiele, poprawny.
,1
Niezła płyta, można posłuchać.
,0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
,2
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
,0
Absolutnie wspaniały i porywający album.
,1
Arcydzieło.
,1

Łącznie 5, ocena: Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
 
 
Ocena: 8 Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
19.02.2012
(Recenzent)

Proto-Kaw — Forth

Prog-rockowy remanent za rok 2011.

Redaktor Kapała piszący o współczesnym rocku progresywnym, to można spodziewać się słów grubych. Najpierw w recenzji, a potem w komentarzach na fejsie. Nie, tak źle nie będzie. No a kto ma pisać? Sam kolega Danielak nie da rady. I tak robi, co może. Trzeba go wspomóc. Naczelny w robocie zwykle śpi, nadrabiając zaległości spowodowane dodatkową pracą zarobkową i libacjami alkoholowymi, kolega Walczak funkcjonuje w trójkącie:  panienki -  imprezy – szkoła, kolega Strzyżu to ostatnio słucha tylko disco, a to, czego młodzi, tzw. adepci,  słuchają to… dobrze jednak, że są, bo  przynajmniej ktoś redakcję sprząta.

 Nie ukrywam, że współczesny prog-rock raczej mnie nie rozpieszcza, że nie spodziewam się po nim niczego dobrego i w zasadzie  byłoby najlepiej , gdyby nie było go w ogóle. Jednak czasami zdarza się coś sympatyczniejszego, co nawet można postawić na półkę z płytami, bez obaw, że wyleci wykopane przez sąsiadki. Rok 2011, jak i kilka poprzednich, był stosunkowo postny,  znalazło się jednak kilka płyt, które  mogę zarekomendować z pełnym przekonaniem. Nie są to wielkie dzieła, ale rzeczy fajne, solidne i dobrze się ich słuchało. I tak nazbierało się ich więcej niż w 2010, kiedy przerobiłem jakieś 60 nowych krążków, a na półkę trafiło ze cztery. W 2011 w ogóle niczego  nie szukałem, raczej słuchałem tego, co mi w ręce wpadło, albo o czym było głośno. Czyli jeśli nawet na ilość nie jest tych płyt  dużo więcej, to procentowo wypada  lepiej. A przynajmniej mniej czasu straciłem.

 W recenzji na progarchivach, bardzo negatywnej zresztą, wyczytałem, że teraz Proto-Kaw gra AOR. Chyba nie ma w naszej firmie większego miłośnika tego gatunku ode mnie i takie stwierdzenie  raczej zachęciło mnie do poznania tego krążka, niż zniechęciło. Zresztą nie ma co kręcić nosem, przecież AOR to  amerykański kuzyn prog-rocka, a niektóre gwiazdy gatunku, takie jak Journey, czy Styx zaczynały od rocka progresywnego. W tym momencie głównym problemem było, czy jest to dobry AOR, czy wręcz przeciwnie. Dobry  wart jest grzechu, bo to znaczy dużo dobrych melodii, z rozmachem zaaranżowanych. Pytanie czy „Forth” to dobry AOR. Miejscami na pewno tak. „One to Follow”, czy „Sleeping Giant”  mogłyby nieźle poszaleć na listach przebojów jakieś 25-30 lat temu, a  z jedenastu utworów mniej więcej połowa spodobała mi się od razu. Gorzej, że z tej drugiej połowy jakoś nic więcej przy drugim odsłuchu nie chciało mi się spodobać. Ale przynajmniej „Daylight” przestał przeszkadzać. Przy trzecim odsłuchu było  dużo lepiej, bo „Daylight” dalej nie przeszkadzał, a druga połowa już weszła gładko.

 Mimo wszystko nie jest to taki AOR , który zaludniał listy przebojów w latach osiemdziesiątych, typu Starship, późniejsze Toto, John Waite i tym podobni – to rzecz bardziej szlachetna gatunkowo, brzmieniowo bardziej pasująca do  lat siedemdziesiątych. Na poprzednich płytach grupy utwory dłuższe przemieszane były z krótszymi, zwykle tak pół na pół. Na „Forth” rzadko kiedy wychodzą poza 6 minut, zwykle jest to pięć z sekundami, a najdłuższy ma siedem i pół. Biorąc pod uwagę czasy trwania, to od razu widać, że żadnych eposów tu nie znajdziemy. Zgadza się, bo są to normalne rockowe piosenki, z kilkoma drobnymi wyjątkami – lekko jazzująca ballada „Greek Structure Sunbeam”, jeszcze jedna ballada „Pilgrim's Wake” i ten najdłuższy, najbardziej rozbudowany, najbardziej progresywny „Utopian Dream” (może się podobać – chyba najlepszy na płycie, chociaż nieco patetyczny). A te rockowe piosenki mają jedną, podstawową zaletę – są bardzo fajne. Dlatego natomiast są fajne, bo na każdą jest osobny, najczęściej dobry pomysł – pomysł na muzykę, pomysł na aranżację, tu smyki, tam dęciaki, a tu wszystko razem. Trzeba też przyznać, że w takich dość wąskich ramach czasowych potrafiono zmieścić naprawdę dużo, bo aranżacje są zwykle bardzo bogate, nie brakuje też miejsca na solowe popisy muzyków. Z drugiej strony nie jest to eklektyczna zbieranina, tylko różne utwory, tego samego zespołu, z jednej płyty.

 Proto-Kaw ze względu na zaszłości personalne i historyczne, czyli Kerry Livgrena zwykle porównuje się do Kansas – oczywiście  podobieństw da się doszukać, ale to jednak inny zespół, począwszy  od wokalisty, poprzez dęciaki zamiast skrzypiec, aż do jazzowych wycieczek, albo raczej takiego jazz-rockowego grania w stylu Chicago, albo Steely Dan („Sleeping Giant”).  „Forth” to podobna półka co wczesne Styxy (tak do piątego włącznie), wczesne Journey (do trzeciego włącznie), wczesne Toto, Kansas z okolic „Monolitu”, czy solowe płyty Grace Slick – czyli muzyka nie stroniąca od przebojowości, ale jednak z  ambicjami artystycznymi. Zacna to rzecz, może nieco staromodna, ale zdążyłem zauważyć, że nadmiar nowoczesności prog-rockowi raczej nie służy. Na jedenaście utworów, oprócz denerwującego wstępu do „Daylight” podoba mi się wszystko, a najbardziej ballady  - dziwne, bo zwykle współczesne  ballady mi się nie podobają -  ale te są dobre, poza tym „Utopian Dream” i duet potencjalnych singli, czy „One to Follow” i „Sleeping Giant”. Nadmienić też trzeba, że początek  „Pollex” jest coś (za) bardzo podobny do  początku „Living In The Past”. Ale to nic. Osiem miejscowych gwiazdek z małym minusem.

 

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.