ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Journey ─ Captured w serwisie ArtRock.pl

Journey — Captured

 
wydawnictwo: Columbia 1981
 
Side one
1. "Majestic" (instrumental) Steve Perry, Neal Schon 0:41
2. "Where Were You" Perry, Schon 3:22
3. "Just the Same Way" Gregg Rolie, Schon, Ross Valory 3:37
4. "Line of Fire" Perry, Schon 3:25
5. "Lights" Perry, Schon 3:30
6. "Stay Awhile" Perry, Schon 3:15
Side two
7. "Too Late" Perry, Schon 3:44
8. "Dixie Highway" Schon, Perry 6:51
9. "Feeling That Way" Aynsley Dunbar, Perry, Rolie 3:14
10. "Anytime" Robert Fleischman, Rolie, Schon, Roger Silver, R. Valory 4:27
Side three
11. "Do You Recall" Perry, Rolie 3:26
12. "Walks Like a Lady" Perry 7:05
13. "Lă Do Dā" Perry, Schon 7:02
Side four
14. "Lovin', Touchin', Squeezin'" Perry 5:14
15. "Wheel in the Sky" Fleischman, Schon, Diane Valory 5:03
16. "Any Way You Want It" Perry, Schon 3:39
17. "The Party's Over (Hopelessly in Love)" (studio recording) Perry, Schon 3:43
 
Całkowity czas: 71:18
skład:
Steve Perry - lead vocals; Neal Schon - guitar, vocals; Gregg Rolie - keyboards, vocals; Ross Valory - bass, vocals; Steve Smith - drums, percussion
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
,0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
,0
Album słaby, nie broni się jako całość.
,0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
,0
Album jakich wiele, poprawny.
,0
Niezła płyta, można posłuchać.
,0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
,1
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
,1
Absolutnie wspaniały i porywający album.
,0
Arcydzieło.
,0

Łącznie 2, ocena: Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
 
 
Brak oceny
Ocena: * Bez oceny
08.08.2013
(Recenzent)

Journey — Captured

 Dokształt koncertowy. Semestr drugi.

 Wykład jedenasty.

 Ktoś kiedyś przy  mnie powiedział, że Journey to soft-rock. Będąc świeżo po „Captured” zapytałem, że jeżeli Journey to soft, to co jest hard?

 Journey przez większość swojej kariery  grało uczciwy AOR, a tacy wykonawcy w studiu i na żywo, to były dwie zupełnie inne beczki. W studiu to było miło, sympatycznie, ładnie, czasami wręcz subtelnie, rockowa energia starannie przystrzyżona, jak żywopłot,  za to na scenie dawali ognia, aż miło. Dlatego „Captured” jest takie fajne, bo te wszystkie przeboje z „Infinity”, „Departure” i „Evolution” nabrały odpowiedniego, rockowego charakteru. Co prawda na tle innych rockowych koncertówek z tamtego okresu specjalnie się nie wyróżnia, ale żeby się wyróżniać, to trzeba  było być arcydziełem, a Journey nagrać arcydzieła jednak się nie udało. Trochę nie wiadomo dlaczego, bo jest bootleg z niewiele późniejszych japońskich koncertów (lipiec 1981), który pod każdym względem bije „Captured” na głowę. Ale i tego oficjalnego nie ma się co czepiać, bo bardzo zacny album. Jego największą zaletą jest to, o czym już wspomniałem – że jest absolutnie rockowy żywiec, z absolutnie rockowymi numerami („Dixie Highway” rządzi). Druga sprawa – tempo. Odpalili i poszli. Równo, konkretnie, z jajem. Nawet te spokojniejsze, balladowe numery zagrano z niezłym pazurem. I  nie przeszkadzają przerwy między niektórymi utworami (nie łączono na siłę fragmentów z różnych koncertów). Repertuar jest taki, jakiego można było się spodziewać – co lepsze kawałki z płyt nagranych z Perrym na wokalu. To akurat nie powinno dziwić, bo to wcześniejsze, prog-rockowe wcielenie Journey też co prawda nagrało trzy bardzo dobre albumy, ale nie zdobyło sobie większej popularności. Przełomem okazało się dopiero „Infinity” (skądinąd równie dobra płyta jak te wcześniejsze). Dlatego też nie ma się co dziwić, że połowę utworów z tego krążka znajdziemy na „Captured”(„Wheel In The Sky” rządzi – mój ulubiony numer Journey). Nie jestem tylko pewien, czy na pewno „La Do Da” musiało być okraszone przydługawym solem perkusyjnym. No ale, dobra, niuans, do wybaczenia. Reszta bez zarzutu. Myślę, że nawet ci, dla których Journey jest grupa nie do końca poważną, po przesłuchaniu „Captured” mogą się nieco zdziwić. A nawet zmienić zdanie. Chociażby tylko trochę.

 

 Dwa pytania – oba łatwe.

  1. Dwaj członkowie Journey w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych „terminowali” w grupie pewnego bardzo znanego muzyka. Jacy i u kogo? (1 pkt.)
  2. Teledysk do jednego z moich ulubionych kawałków Journey – „Separate Ways” został kiedyś brutalnie sflekowany w takim programie, gdzie dwaj kolesie robili bardzo głupie rzeczy, a przy okazji znęcali się nad różnymi produkcjami muzycznymi.  Co to był (a może nawet i jest?) za program? (3 pkt.)

Zresztą clip był wyjątkowo badziewny – zespół sprzedający miliony płyt robi teledysk za góra piętnaście dolków, w tym cola i hamburger dla reżysera.

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.