ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu November ─ En ny tid är här w serwisie ArtRock.pl

November — En ny tid är här

 
wydawnictwo: Sonet Records 1970
 
01 Mount Everest [3:40]
02 En annan värld [3:47]
03 Lek att du är barn igen [5:58]
04 Sekunder (förvandlas till år) [5:09]
05 En enkel sång om dej [2:42]
06 Varje gång jag ser dig känns det lika skönt [4:06]
07 Gröna blad [3:01]
08 Åttonde [3:10]
09 Ta ett steg i sagans land [4:01]
10 Balett blues [1:18]
 
Całkowity czas: 36:57
skład:
Björn Inge - drums, vocals
Christer Stålbrandt - bass, vocals
Richard Rolf - guitar
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
,0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
,0
Album słaby, nie broni się jako całość.
,0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
,0
Album jakich wiele, poprawny.
,0
Niezła płyta, można posłuchać.
,1
Dobry, zasługujący na uwagę album.
,2
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
,2
Absolutnie wspaniały i porywający album.
,2
Arcydzieło.
,0

Łącznie 7, ocena: Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
 
 
Recenzja nadesłana przez czytelnika.
Ocena: 8+ Absolutnie wspaniały i porywający album.
16.12.2013
(Gość)

November — En ny tid är här

Redaktor Kapała raczył wspominać ciepło o November w tylu tekstach, że aż dziw, iż dotychczas żadna recenzja którejś z trzech płyt tej wielce zasłużonej dla skandynawskiego rocka grupy nie zawitała na łamy Artrocka. Akurat mamy listopad*, a zatem miesiąc idealnie nadający się do schwycenia pióra w dłoń i skrobnięcia paru akapitów na temat owej formacji. Pomijając już miesięczną nazwę zespołu, okres szarugi to dobry czas dla takiej muzyki – wszak fan rocka musi czymś rozgrzać zziębnięte gnaty w ciemne, długie i zimne wieczory, a niekoniecznie ma ochotę co dzień wprowadzać do organizmu bajkowy nastrój, jak to ongi ujął niezapomniany Jan Himilsbach. Wówczas En ny tid är här sprawdza się znakomicie – rozgrzewa i przywołuje uśmiech na twarz, nie wzmagając przy tym chęci do gromkiego śpiewania Sokołów, bądź do pogrążenia się w kontemplacji dotyczącej natury bytu blatu kuchennego.

Przeciętny Polak, zapytany o muzykę szwedzkiej proweniencji, nie odpowie pewnie nic. Raz, że społeczeństwo idiocieje i gros ludzi, usłyszawszy proweniencja, co najwyżej otworzy szeroko oczęta ze zdumienia i spyta podejrzliwie: Czy Pan mnie aby nie obraża?; dwa, że w naszym kraju płyt kupuje się jeszcze mniej niż książek i nawet ABBA wielu osobom nie jest znana - abstrahując już od tego, że można znać muzykę jakiejś kapeli, nie zdając sobie sprawy z jej pochodzenia. Wskazanie zaś zespołu, zarazem wywodzącego się z tego skandynawskiego królestwa i posługującego się w swej twórczości ojczystą mową, stanowić może nie lada trudność nawet dla zupełnie dobrze obeznanych w rocku waszmościów. Fakt faktem, iż zbyt wiele takich klasycznych, rockowych, a przy tym wartych uwagi grup z lat 70. nie znajdziemy, niemniej niewiele to dużo więcej niż żadne – parę ich jednak będzie. A na czele owej czeredki, niczym Wolność z obrazu Delacroix, dumnie stoi właśnie November.

Korzenie grupy sięgają roku 1968, kiedy to w klubie Tegelhögen położonym w Vällingby, na przedmieściach Sztokholmu, uformował się kwartet The Imps (szkoda, że nie The Amps). Jeszcze w tym samym roku jego sekcja rytmiczna (Christem Stålbtrandt i Björn Inge) weszli w skład nowo powołanego do życia zespołu Train. Warto wspomnieć, że gitarzystą tego głośnego i szybko zdobywającego popularność tria był niejaki Snowy White. Ten sam, który za kilka lat zostanie piątym Floydem. Dwaj Szwedzi nie pograli jednak ze Śnieżkiem zbyt długo, opuścił on bowiem Train jesienią roku 1969. Wkrótce później, po jednej, najwyraźniej owocnej, próbie gitarzystą grupy został Richard Rolf. Tym samym jej skład stał się, że tak powiem, jednolity narodowościowo, co było powodem podjęcia decyzji o posługiwaniu się wyłącznie językiem szwedzkim. Z kolei tuż przed koncertem u boku Fleetwood Mac zmianie uległa nazwa formacji. Nietrudno się domyślić, że w poszukiwaniu inspiracji muzycy zajrzeli do kalendarza, albowiem ów występ miał miejsce 1 listopada 1969 roku. Na początku roku następnego zarejestrowali kilka utworów (tym samych, które znalazły się potem na debiutanckim albumie) w studiu Sveriges Radio. Audycja z ich udziałem spotkała się z rewelacyjnym przyjęciem, co niewątpliwie ułatwiło im nagranie (w tym samym miejscu), a następnie wydanie pierwszego longplaya. Singiel promujący całość - Mount Everest – zdobył w Szwecji znaczną popularność, duża płyta również odniosła sukces i w zasadzie do dziś stanowi jedno z najprzedniejszych dzieł skandynawskiego rocka.

Tak to już jest, że każde power-trio powołuje się na inspirację Cream, a nawet jeśli się do niej nie przyznaje, to i tak – w sensie muzycznym – sporo zawdzięcza panom Bakerowi, Bruce’owi i Claptonowi. November nie jest bynajmniej wyjątkiem, wszak trudno grać taką muzykę bez znajomości prekursorów gatunku, próżno jednak doszukiwać się w ich twórczości nachalnego kopiowania rozwiązań stosowanych przez starszych kolegów po fachu. Podobieństw dopatrywałbym się natomiast w – skądinąd chwalebnej – tendencji do wplatania w swoją grę drobnych a pomysłowych innowacji. Pamiętamy przesunięcie akcentu metrycznego w Sunshine of Your Love? Właśnie tego pokroju koncepty mam na myśli. Wystarczy posłuchać Varje gång jag ser dej känns det lika skönt (o raju, ależ tytuł!) – kapitalnego, urockowionego i śpiewanego po szwedzku - a przez to cokolwiek dla nas egzotycznego – bluesa. Wsłuchawszy się weń nieco uważniej można zauważyć pewne nieregularności w pracy perkusji. Niby drobiazg, a jednak owo stukanie po werblu czyni utwór ciekawszym. W wielu innych miejscach na płycie nader zmyślne zestawienie motywów, niekiedy wręcz pojedynczych dźwięków, też budzi uznanie, dowodząc    kunsztu i pomysłowości członków zespołu. Wyraźnie słychać to już na samym początku płyty – wstęp do Mount Everest jest doprawdy ładnie skonstruowany, dzięki czemu aż tchnie werwą młodych naówczas muzyków.

Tego typu odstępstwa od sztampy, elementy sensownie i logicznie urozmaicające materiał nadają wydawnictwu progresywny sznyt. Acz pamiętajmy, że to przede wszystkim porcja porywającego hard-rocka. Prócz wieńczącego całość, na poły żartobliwego Balett Blues utwory pomieszczone na krążku mają wyraźnie heavyrockowy charakter. Wprawdzie niektóre z nich zagrane są bardziej na modłę bluesową (Lek att du är barn igen lub Varje gång…), inne zaś zaskakują melodyką (En annan värld mające w sobie coś ze skocznych tańców ludowych; trudne do sklasyfikowania, aczkolwiek zapadające w pamięć melodie Gröna blad i Åttonde), niemniej łączy je brzmienie, świeże i urozmaicone jak na tak skromne instrumentarium. Pełno w nich ostrej, wyrazistej gitary i mocnej, a przy tym wcale nie banalnej pracy sekcji rytmicznej. Warto zauważyć, że jak na płytę zarejestrowaną w 1970 roku, w ciągu ledwie trzech dni, i to bynajmniej nie w centrum rockowego światka, produkcja En ny tid är här stoi na zaskakująco wysokim poziomie, album brzmi soczyście i przejrzyście zarazem. Wydane w analogicznym okresie Deep Purple in Rock pod tym względem wypada dużo gorzej.

Ogromnie mi się ta płyta podoba. Dynamicznego heavy-rocka z progresywnymi inklinacjami nigdy za wiele - zwłaszcza późną jesienią, gdy za oknami szaro i buro, a w domu tak przejmująco chłodno, że zaczyna się pałać namiętnym afektem do kaloryfera, taka porcja mocnego grania potrafi uczynić żywot ludzki znacznie przyjemniejszym. Nie zapominajmy też, że zawsze można się ociupinkę pocieszyć myślą, że w Szwecji jest tak samo zimno, jak i w kraju mym ojczystym.

 

*Zdaję sobie sprawę, że jest grudzień, jednakowoż niemal cały powyższy tekst powstał kilka tygodni temu i czekał tylko na uzupełnienie danymi biograficznymi, zaczerpniętymi z książeczki dołączonej do kompaktowego wznowienia trzeciej płyty tria, do których to danych nie miałem przez jakiś czas dostępu, albowiem wspomniana książeczka, jak to się mówi, rozpłynęła się w niebycie. Mea maxima culpa.

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.