ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Jethro Tull ─ Stormwatch w serwisie ArtRock.pl

Jethro Tull — Stormwatch

 
wydawnictwo: Chrysalis Records 1979
dystrybucja: EMI Music Poland
 
1. North Sea Oil (Anderson) [03:12]
2. Orion (Anderson) [03:58]
3. Home (Anderson) [02:46]
4. Dark Ages (Anderson) [09:13]
5. Warm Sporran (Anderson) [03:33]
6. Something’s On The Move (Anderson) [04:27]
7. Old Ghosts (Anderson) [04:23]
8. Dun Ringill (Anderson) [02:42]
9. Flying Dutchman (Anderson) [07:46]
10. Elegy (Palmer) [03:38]
 
Całkowity czas: 45:37
skład:
Ian Anderson – Vocals, Flute, Acoustic Guitar, Bass Guitar. Martin Barre – Electric Guitar, Classical Guitar, Mandolin. John Evan – Piano, Organ. David Palmer – Synthesizers, Portable Organ, Orchestral Arrangements. John Glascock – Bass Guitar. Barriemore Barlow – Drums, Percussion. Additional Personnel: Francis Wilson – Spoken Voice.
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
,0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
,0
Album słaby, nie broni się jako całość.
,0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
,0
Album jakich wiele, poprawny.
,1
Niezła płyta, można posłuchać.
,6
Dobry, zasługujący na uwagę album.
,10
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
,45
Absolutnie wspaniały i porywający album.
,25
Arcydzieło.
,12

Łącznie 99, ocena: Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
 
 
Ocena: 7 Dobry, zasługujący na uwagę album.
07.02.2014
(Recenzent)

Jethro Tull — Stormwatch

Piątek z Agronomem – odcinek XV.

Druga połowa lat 70. to był dla Iana Andersona czas wspaniały. Drugie małżeństwo okazało się trwałe i szczęśliwe, na świat przyszedł syn James Duncan, a zespół Jethro Tull – mimo niezbyt sprzyjającemu takiej muzyce klimatowi – był na niesamowitej fali. Trzy doskonałe płyty z rzędu – „Pieśni z boru”, „Konie zimnokrwiste” i podwójna koncertówka, ciepłe recenzje i dobre wyniki sprzedaży, do tego bardzo dobrze przyjęte trasy koncertowe… I wtedy przyszło załamanie.

Najbardziej rozrywkowy z muzyków Jethro – John Glascock – nie był w stanie dokończyć sesji nagraniowych do kolejnej płyty, musiał też wiosną 1979 zrezygnować z udziału w trasie Heavy Horses Tour i po koncercie 1 maja w San Antonio wrócił ze Stanów do domu. Jak się okazało – miał wrodzoną wadę serca; nawet gdy już był świadom problemów zdrowotnych – nadal palił papierosy, ćmił trawę i pił do upadłego. Wtedy przyplątała się infekcja z niedoleczonego zęba… Glascock wylądował w szpitalu; gdy okazało się, że jego problemy zdrowotne są bardzo poważne i w najbliższej przyszłości nie ma mowy o powrocie Johna na scenę, w studiu gitarę basową wziął do ręki Anderson, na żywo z Jethro najpierw występował - ściągnięty doraźnie na zastępstwo - basista Stealer's Wheel Tony Williams (*19 sierpnia 1947), a potem, gdy się okazało, że nieobecność Johna potrwa znacznie dłużej niż Ian zakładał, skład Jethro uzupełnił David Pegg (*2 listopada 1947) – muzyk z barwnej sceny rockowej Birmingham, mający na koncie granie w zespołach z dwoma mało wtedy jeszcze znanymi muzykami – najpierw wokalistą Robertem Plantem, potem perkusistą Johnem Bonhamem. Panowie Plant i Bonham dali upust zamiłowaniu do ciężkiej muzyki, tymczasem David rozsmakował się w folku i dołączył do Fairport Convention. Tam wypatrzył go Ian…

Nowa płyta ukazała się 14 września 1979. I historia niestety się powtórzyła. Tak jak po wielkich płytach “Aqualung” i “Thick As A Brick” przyszedł rozczarowujący “A Passion Play”, tak “Stormwatch” po trzech doskonałych albumach jest również pewnym rozczarowaniem. Z jednej strony słychać tu pewien kryzys kompozytorski Iana, z drugiej zapewne dramatyczne okoliczności kolejnej z roszad w zespole też dały znać o sobie – wszak Glascock, tak jak wcześniej Hammond, w sporej mierze był odpowiedzialny za stabilizację i udane relacje personalne wewnątrz Jethro…

“Stormwatch” stanowi ciąg dalszy swoistej trylogii Andersona: najbardziej z całej trójki folkowe „Pieśni…” opowiadały o przeszłości, bardziej rockowe „Konie…” to już epoka industrializacji i zderzenie przemysłu i nowoczesności z tradycją; „Wachta sztormowa” to już czasy współczesne, równowaga jest tu przesunięta w stronę rocka jeszcze bardziej niż na poprzedniczce. Otwierające całość “North Sea Oil” to na dobrą sprawę kontynuacja w prostej linii poprzedniej płyty: jest dynamicznie, rockowo, do tego przyjemnie się uzupełnia gitara elektryczna z fletem, całość fajnie podbarwia gitara akustyczna… Ładny początek. W „Orion” robi się ciężej, pojawia się masywny gitarowy riff fajnie podbity świetnie pracującą sekcją (to jeden z trzech utworów nagranych jeszcze z Glascockiem), w całość kontrastowo wstawione są akustyczne, wyciszone przerywniki z gitarą klasyczną i orkiestracjami. Podobnie wypada napędzane solidnym, efektownym riffem „Something’s On The Move”.

Ale nie tylko solidnym rockiem ta płyta stoi. „Home” zaczyna się jak dość typowa dla Iana akustyczna ballada, w pewnym momencie co nieco dociążona wejśćiem gitary elektrycznej Barre’a, a potem podbita jeszcze dośćrozlewnymi orkiestracjami. „Warm Sporran” to z kolei ukłon w stronę tego folkowego pierwiastka w muzyce Jethro Tull: majestatyczny instrumental, łączący orkiestracje, ładne sola fletu i rockowe granie.

Ładnie się zaczyna „Stormwatch”, a jeszcze lepiej się kończy. Najpierw jest „Dun Ringill” – kolejna rzecz z cyklu: głos Iana plus gitara akustyczna solo (i co nieco efektów dźwiękowych w tle). Potem „Latający Holender”: podniosła, majestatyczna kompozycja, w której znalazło się wszystko, co najbardziej lubimy w Jethro Tull: folkowe klimaty, efektowne partie fletu, piękny klawiszowy wstęp, orkiestracje, świetnie uzupełniającą się sekcję rytmiczną (znów Glascock), okazjonalne zmiany tempa i klimatu, podniosły nastrój, Barre ładnie dopełniający całość… Może nie są to drugie „Konie zimnokrwiste”, ale to naprawdę piękny utwór. A potem jeszcze jest – chyba najpiękniejsza na płycie – „Elegia”. Delikatny, klasycyzujący utwór autorstwa Davida Palmera (poświęcony zmarłemu ojcu), z pięknym duetem gitary klasycznej i fletu w pierwszej części, ładnie uzupełniony gitarą elektryczną i fortepianem w drugiej, z nieco bardziej schowanym, zgrabnie dopełniającym całość basem Johna.

Jest na „Stormwatch” co nieco rzeczy znakomitych, są utwory udane – ale, w przeciwieństwie do obu poprzedniczek (jak również „Too Old…”), „Wachta” nie przekonuje jako całość. Znalazły się tu wyraźnie słabsze momenty: „Dark Ages”, w zamyśle suita, to tak naprawdę cała masa drobnych fragmentów naprędce pozszywana w dość luźną pod względem konstrukcji większą formę: co i rusz coś się tu zmienia, tu Ian zaszaleje na flecie, tu mamy dramatyczny fortepian, tam Barre dołoży co nieco do pieca, tu jest dynamicznie, tam dramatycznie, tu spokojniejszy fragment, ale… „Dark Ages” jako całość męczy: podobnie jak kiedyś w „A Passion Play”, kolejne elementy są tu łączone bez jakiegoś klucza, trochę na zasadzie od Sasa do Lasa. Struktura kolażu nie jest złą koncepcją sama w sobie, są muzycy, którzy potrafią tworzyć kapitalne duże formy o luźnej konstrukcji (choćby Mike Oldfield czy Józef Skrzek), ale trzeba umieć ją w praktyce zastosować, a Ianowi to się niestety nie udało. Drugą wpadką na płycie jest „Old Ghosts”: całkiem niezła, acz co nieco pozbawiona wyrazu piosenka w stylu Jethro (mocno akcentowny rytm, rozlewne orkiestracje, flet, gitarowe dobarwienie całości). A i do takiego „Warm Sporran”, choć całkiem udanego, też można się przyczepić: do tej pory Jethro udawało się unikać patosu, tymczasem właśnie „Sporran” wypada cośkolwiek patetycznie, jest zrobiony dość ciężką ręką. Przede wszystkim jednak, ulotnił się gdzieś ciepły nastrój, subtelny klimat, który w olbrzymim stopniu decydował o magii obu poprzednich albumów. „Stormwatch” to dobra płyta, ale niestety – tylko dobra. Wyczuwa się, że Ian przechodził wtedy kompozytorski kryzys – zresztą, wielce wymownym jest fakt, że najlepszy utwór na płycie jest autorskim dziełem Davida Palmera.

„Wachta sztormowa” sprzedawała się całkiem nieźle i zespół z Peggiem w składzie wyruszył w kolejną trasę. Niestety, nadzieja na przełamanie złej passy prysła pewnego listopadowego wieczoru. Ale o tym w kolejnym odcinku za tydzień.

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2021 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.