ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Franz Ferdinand ─ Right Thoughts, Right Words, Right Action w serwisie ArtRock.pl

Franz Ferdinand — Right Thoughts, Right Words, Right Action

 
wydawnictwo: Domino 2013
 
1. "Right Action" 3:01
2. "Evil Eye" 2:47
3. "Love Illumination" 3:44
4. "Stand on the Horizon" 4:23
5. "Fresh Strawberries" 3:21
6. "Bullet" 2:43
7. "Treason! Animals." 4:07
8. "The Universe Expanded" 4:34
9. "Brief Encounters" 3:09
10. "Goodbye Lovers & Friends" 3:15
 
Całkowity czas: 35:04
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 0
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 0
Album jakich wiele, poprawny.
› 0
Niezła płyta, można posłuchać.
› 0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 1
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 1
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 1
Arcydzieło.
› 1

Łącznie 4, ocena: Absolutnie wspaniały i porywający album.
 
 
Ocena: 7 Dobry, zasługujący na uwagę album.
16.02.2014
(Recenzent)

Franz Ferdinand — Right Thoughts, Right Words, Right Action

 

Karnawał AD 2014 z ArtRockiem – czyli coś miłego w słuchaniu, a przy tym niebanalnego. Odcinek IX – naprawdę karnawałowy.

Taaak... Koledzy Strzyżu i Kris robią cykl karnawałowy. Od razu widać, że z jakimikolwiek imprezami chłopaki za wiele wspólnego nie mają. Jakie już oni płyty powymyślali w tym cyklu! Nie, spoko, niektóre mogą być, ale najczęściej piszą o takiej muzyce, że bardziej dziarską i weselszą puszcza personel zakładu pogrzebowego swojemu klientowi w ostatniej drodze. Trzeba wziąć trochę sprawę w swoje ręce, a raczej w swoją klawiaturę.

Karnawał - czyli czas imprez, czyli trzeba coś bardziej imprezowego.

Z pewnym zdziwieniem zobaczyłem, że na mojej półce imprezowe płyty kończą się tak mniej więcej na 1990 roku. Późniejszych to tak dosyć trudno uświadczyć. A jeśli już są, to zwykle artystów mocno wiekowych. Dość jasno z tego wynika jedno - jestem starym zgredem. Trudno – nastolatka udawać nie będę. Ale w pewnym momencie zabłysła jutrzenka nadziei! Nowy Franz Ferdinand!

Co to jest Franz Ferdinand, przynajmniej jak na moje ucho - brit pop, Machester i brytyjskie lata sześćdziesiąte. Oczywiście w dużym skrócie, bo i nie tylko. Gdybym miał wymieniać, czego jeszcze się tu doszukałem to na pewno byłyby to jeszcze The Jam, Gang of Four, Primal Scream, Pulp, Blur i cholera wie co jeszcze. Najważniejsze jest jednak to, że to jednak jest jakaś nowa wartość muzyczna. Nóżka chodzi sama, bo rytmy bardzo taneczne, ale "uzupełniają" je zupełnie rockowe gitary i zupełnie dobre melodie.

Nie powiem, żebym był wielkim fanem tej kapeli.  Tak naprawdę podobał mi się słynny "Take Me Out", nota bene niebezpiecznie podobny do "Trampled Under Foot" Led Zeppelin, reszta debiutu aż tak dobra nie była. Kolejna, to uporczywe próby - nieudane zresztą - nagrania kolejnego "Take Me Out", trzeciej nie znam. A czwartej, tej najnowszej, nawet nie szukałem. Dość przypadkowo sama  do mnie trafiła i to stosunkowo niedawno. Właściwie pierwszy odsłuch był pod kątem cyklu karnawałowego - a nuż się nada? Kolega Magister Tarkus dość mocno mi ją już wcześniej zachwalał, właśnie jako idealną muzykę imprezową dla nieco ambitniejszych. No i jak się okazało - miał rację. 

Tym razem wreszcie udało im się nagrać naprawdę dobrą, równą płytę. Wreszcie nie ma żadnych zapchajdziur, czy mielenia jednego schematu na kilka sposobów. Tej nowej płyty słucha się naprawdę świetnie. i nie tylko słucha, bo całe ciało właściwie już od pierwszych taktów zaczyna mimowolnie wykonywać rytmiczne podrygi, które przy pewnej ilości dobrej woli można by uznać za taniec.  "Right Thoughts, Right Words, Right Action" zawiera dziesięć utworów, z których dziewięć jest bardzo dziarskich i rytmicznych, a dziesiąty, finałowy to nastrojowa, nieco melancholijna ballada "Goodbye Lovers & Friends". W zasadzie trudno się tu do czegoś przyczepić, ale mimo wszystko odnoszę wrażenie, że jednak amunicji ciut jakby zabrakło. Początek płyty to numer w numer, jak strzały w pysk - rozhuśtane, melodyjne, przebojowe. Potem, począwszy od "Stand on The Horizon" jakby się zespół trochę z pomysłów już wystrzelał. Od szóstego utworu czuje się pewną zwyżkę formy, ale tak porywająco, jak na samym początku już nie jest. Tyle, że przez całą płytę poziom trzyma się na prawdę solidnie, tu najgorszy utworów jest na ocenę "dość dobry", a sam początek jest na pewno na "bdb".

W każdym razie płyta mi się podoba, a Franze nagrali wreszcie taka płytę, jaką od nich oczekiwałem. Siedem gwiazdek z dużym plusem.

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.