ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Collage ─ Safe w serwisie ArtRock.pl

Collage — Safe

 
wydawnictwo: Ars Mundi 1996
 
1. The Winter Song (2:28)
2. This Time (6:15)
3. Cages Of The Mind I (0:44)
4. Cages Of The Mind II (6:09)
5. Stranded (6:29)
6. Eight Kisses (10:07)
7. One Of Their Kind (5:52)
8. Safe (7:28)
9. The Chanting (8:07)
10. Made Again (6:30)
11. Cages Of The Mind III (6:14)
12. I Will Be There (2:33)
 
Całkowity czas: 71:07
skład:
Robert Amirian – gitara akustyczna, chórki, śpiew; Mirosław Gil – gitara akustyczna, gitara; Krzysztof Palczewski – instrumenty klawiszowe; Wojciech Szadkowski – gitara akustyczna, perkusja; Piotr Witkowski – gitara basowa
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
,0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
,0
Album słaby, nie broni się jako całość.
,0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
,1
Album jakich wiele, poprawny.
,2
Niezła płyta, można posłuchać.
,2
Dobry, zasługujący na uwagę album.
,5
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
,20
Absolutnie wspaniały i porywający album.
,20
Arcydzieło.
,5

Łącznie 55, ocena: Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
 
 
Ocena: 8 Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
24.04.2015
(Recenzent)

Collage — Safe

Kolega Strzyżu już od dłuższego czasu chodzi po redakcji i odgraża się, że jak on się zabierze za „Safe” to … (takie niedomówienie). Zwykle w takich przypadkach u Strzyża cykl produkcyjny od pomysłu do przemysłu jest bardzo długi i nie ma się zwykle co przejmować  jego pogróżkami, ale ostatnio odgraża się coraz częściej, do tego siadł razu jednego przy kompie i nawet jedno zdanie napisał. Teraz trzeba już go lepiej brać poważnie, bo jeszcze spręży się i napisze co? Pierwsza recenzja „Safe” na naszym portalu będzie glanowaniem? Nie ma dobrze. Na wszelki wypadek Naczelny schował Strzyżowi klawiaturę do komputera  i  dzięki temu zyskałem trochę więcej czasu.

„Safe” jest dokładnie takie, jaki może i powinien być następca rzeczy ważnej i epokowej – czyli raczej już siebie nie przeskoczymy, poprzeczka wisi tak wysoko, że pewnie ją strącimy, trzeba zrobić coś deko innego. Kolaże mądrze zrobili,  nie próbując nagrać „Moonshine II”, tylko podeszli do nowej płyty z zupełnie innej strony. Czyli tak z boku.  Pomysł, żeby po albumie spuścić nieco powietrza i nagrać coś lżejszego gatunkowo nie jest złym pomysłem i właśnie coś takiego zrobiło Collage. Następca „Moonshine” nie wspinał się na  prog-rockowe Himalaje, próbując przebić poprzednika tylko był ni mniej, ni więcej tylko albumem z piosenkami. Może takimi dłuższymi, bardziej rozbudowanymi, ambitniejszymi, ale piosenkami. I niech Was nie mylą czasy niektórych utworów – TO SĄ piosenki, najwyżej nieco dłuższe. Najważniejsze jednak było w tym wszystkim to, że te piosenki były dobre. Początek jest może nieco mylący – czarowny instrumental „The Winter Song”, potem całkiem progresywny, za to nie całkiem pozbierany „This Time”, taki od czapy „Cages in The Mind I” i właściwie tak na dobre „Safe” zaczyna się od „Cages of The Mind II”. Każdy z następnych utworów to całkiem chwytliwa melodia, dobrze i pomysłowo zaaranżowana – weźmy te kilka nut, które rozpoczynają utwór tytułowy – zapadają w pamięć? Zapadają. Najbardziej znanymi, lubianymi i pamiętanymi utworami z tej płyty były tytułowy, „Eight Kisses” i „One of Their Kind”. Ja  bym jeszcze radził zwrócić uwagę na trzecią część „Cages of The Mind” z podrabianą (udanie) na syntezatorach orkiestrą. Fajne jest „The Chanting” i moim zdaniem wyróżnia się też „Made Again” – melodia może nie taka oczywista, ale bardzo mi się podobają chórki. No i piękne „The Winter Song” – lepiej ta płyta nie mogła się zaczynać. Wywaliłbym tylko „This Time”, bo nie pasuje i do tego słaby. Z innych zastrzeżeń – produkcja mogłaby być lepsza – znowu za dużo pogłosu, a za mało selektywności i dynamiki. Na szczęście przeszkadza to mniej, niż na „Moonshine”.

Jeżeli Collage planowali odskok w stronę muzyki lżejszej i łatwiejszej, to udało im się idealnie. Nie tracąc nic na swoim progowym wizerunku i nie wdając się w żadne artystyczne kompromisy, zaproponowali coś przystępniejszego, dla bardziej mainstreamowego słuchacza, ale dalej bardzo rasowego i z klasą. Porównując „Safe” do „Moonshine” to ta nowsza jest trochę delikatniejsza, subtelniejsza i pogodniejsza od sierioznego „Moonshine”, poza tym to …  nie bardzo jest co więcej porównywać. „Moonshine” to płyta-monument, kamień milowy, latarnia, „My z niego wszyscy” polskiego współczesnego prog-rocka, a „Safe” to „najwyżej” sympatyczne słuchadło. Ale bardzo dobre słuchadło. Właśnie, zrobienie takiego słuchała, na odpowiednio wysokim poziomie też świadczy o klasie zespołu.  No, Collage, to faktycznie była/jest klasa. Aż się boję nowej płyty – o  ile taka będzie.

„Safe” może i trudno nazwać jakimś przełomowym dziełem, z pewnością jest to krążek słabszy niż „Moonshine”, nawet dosyć sporo. Ale nawet po tych prawie dwudziestu latach słucha się go bardzo dobrze i nawet można go słuchać kilka razy dziennie – mimo wszystko nie nudzi się. I tak się zastanawiałem dzisiaj, katując go w odtwarzaczu po raz trzeci – a ile lepszych płyt niż „Safe” spłodził polski prog rock od tego czasu? Palców obu dłoni, żeby je wyliczyć, chyba nie zabraknie.

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.