ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Siena Root ─ A New Day Dawning [reedycja] w serwisie ArtRock.pl

Siena Root — A New Day Dawning [reedycja]

 
wydawnictwo: Oskar 2019
 
1. Coming Home (4:22)
2. Just Another Day (4:37)
3. Shine (2:54)
4. Fever (5:56)
5. Above The Trees (3:31)
6. What Can I Do? (3:20)
7. Little Man (4:26)
8. Roots (4:42)
9. Trippin' (6:07)
10. Until Time Leaves Us Again (6:11)
11. Words (4:33)
12. Rasayana (9:06)
13. Into The Woods (8:19)
 
Całkowity czas: 68:04
skład:
Oskar Lundström - vocals, organ, Rhodes
KG West - lead guitar, vocals, Tzouras & Veena (12)
Sam Riffer - bass, vocals, double bass & percussion & guembri (12)
Love H Forsberg - drums, percussion, vocals

With:
Anna Sandström - flute & hurdy gurdy (13)
Tängman - flute & hurdy gurdy (13)
Bob Perry - percussion (3)
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 0
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 0
Album jakich wiele, poprawny.
› 0
Niezła płyta, można posłuchać.
› 0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 0
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 0
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 1
Arcydzieło.
› 0

Łącznie 1, ocena: Absolutnie wspaniały i porywający album.
 
 
Ocena: 8 Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
17.05.2019
(Recenzent)

Siena Root — A New Day Dawning [reedycja]

O szwedzkiej, retro rockowej grupie Siena Root pisaliśmy całkiem niedawno. Przypomnieliśmy wówczas ich ostatni, wydany w 2017 roku album A Dream Of Lasting Peace. Dziesięć lat wcześniej pisaliśmy też o trzecim w ich dyskografii Far From the Sun. I wygląda na to, że w najbliższym czasie będziemy do nich wracać. Dlaczego? Otóż formacja całkiem niedawno gościła w Polsce na zaproszenie poznańskiego Oskara dając koncerty w Piekarach Śląskich i Poznaniu. Pokłosiem tej współpracy mają być reedycje pierwszych, aktualnie ponoć wyprzedanych, czterech płyt Sieny Root.

Pierwszy dowód w sprawie ukazał się już ponad miesiąc temu. To debiutancka płyta grupy, która światło dzienne ujrzała szesnaście lat temu! Album nagrany w składzie, z którego do dziś pozostało dwóch muzyków, basista Sam Riffer i bębniarz Love H Forsberg, którzy zresztą udzielają się też wokalnie.

Cóż, Ameryki panowie tu nie odkrywają, to oczywiste. Wszak są jednymi z najbardziej cenionych współcześnie składów retro rockowych. I nie ma się co nad tym pastwić. Na swój sposób to już wręcz klasycy tej mody, z sześcioma płytami na koncie i prawie dwiema dekadami grania. Zatem… „kochaj albo rzuć”. Ja może ich nie kocham, ale przyjemnochę robią mi swoją muzyką ogromną. Bo jest w niej przede wszystkim pewien elementarz tworzącego się na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych hard rocka i psychodelii. Ba! Toż to muzyczna encyklopedia w pigule zapisanej na srebrnym dysku (w ich przypadku, także na winylu, swoją muzykę wydawali na czarnych płytach, gdy te jeszcze nie przeżywały takiego renesansu).

Panowie na swoim debiucie nie patyczkują się i serwują granie jakby żywcem wyjęte z płyt Led Zeppelin, Cream, Deep, Purple czy Free. Do tego dbają o brzmienie (nagrywane w sposób analogowy) wprost wychodzące z przesiąkniętego duchem narkotycznych wizji niewielkiego klubu epoki Flower Power lub z ikonicznego Woodstocku z 1969 roku. Wszystko tu jest na miejscu. Zawiesiste do bólu Hammondy, melodyjne riffy w tym wyjątkowym dla tamtej epoki entourage’u, mające dużo do powiedzenia energetyczne bębny, ale i robiący selektywną głębię bas.

Trudno mi oceniać, który z tych trzynastu kawałków jest najlepszy. Wszystkie trzymają poziom. Z pewnością świetnie ta płyta startuje z Coming Home, zostającym długo w głowie Just Another Day, czy Shine. A zaraz potem tonuje ten energetyczny nastrój rewelacyjnie snujący się bluesior Fever z fajnymi solowymi partiami gitary. Potem wcale nie jest gorzej. Na przykład w najdłuższej w zestawie Rosayanie, rozpoczętej akustycznie, trochę mantrowo, z czasem przechodzącej do ostrej Sabbathowej jazdy. Albo w ozdobionym, robiącymi ciekawy klimat, partiami fletu Into The Woods. A gdyby ktoś chciał usłyszeć solowy perkusyjny popis, polecam Until Time Leaves Us Again. Dla lubiących stare, dobre rockowe granie – konieczność!  

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
Picture theme from Riiva with exclusive licence for ArtRock.pl
© Copyright 1997 - 2019 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.