ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Stranglers, The ─ Rattus Norvegicus w serwisie ArtRock.pl

Stranglers, The — Rattus Norvegicus

 
wydawnictwo: United Artists 1977
 
1. "Sometimes" Hugh Cornwell 4:56
2. "Goodbye Toulouse" Jean-Jacques Burnel 3:12
3. "London Lady" Burnel 2:25
4. "Princess of the Streets" Burnel 4:34
5. "Hanging Around" Cornwell 4:25
6. "Peaches" Burnel/Cornwell 4:03
7. "(Get A) Grip (On Yourself)" Cornwell 3:55
8. "Ugly" Burnel 4:03
9. "Down in the Sewer" Cornwell 7:54
 
Całkowity czas: 40:05
skład:
Hugh Cornwell – guitars, lead and backing vocals; Jean-Jacques Burnel – bass guitar, lead and backing vocals; Dave Greenfield – keyboards (Hammond L100 Organ, Hohner Cembalet electric piano, Minimoog synthesizer), backing and lead vocals; Jet Black – percussion
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
Album słaby, nie broni się jako całość.
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
Album jakich wiele, poprawny.
Niezła płyta, można posłuchać.
Dobry, zasługujący na uwagę album.
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
Absolutnie wspaniały i porywający album.
Arcydzieło.

Łącznie , ocena:
 
 
Ocena: * Bez oceny
14.05.2020
(Recenzent)

Stranglers, The — Rattus Norvegicus

Możni, albo raczej znaczni tego świata są takimi samymi śmiertelnikami jak my, koronawirus wyjątków nie robi. Dlatego kilka dni temu musieliśmy pożegnać Dave'a Greenfielda, klawiszowca The Stranglers. Czyli kolejna recenzja – epitafium...

Popularność Stranglersów wzięła się z popularności punk rocka, chociaż nie był to zespół punkowy, raczej ich początki to była tzw. scena pub-rockowa, poza tym grali różne chałtury. Ale punk rock otworzył sceny dla różnych wykonawców, którzy wcześniej jakoś nie mieli możliwości zaistnieć. Z różnych powodów. Z czasem zaczęto nazywać ich nowofalowymi. The Stranglers z czystym sumieniem możemy nazwać pierwszym, albo jednym z pierwszych takich brytyjskich bandów. Co prawda w 1975 roku Peter Hammill wydał „Nadir's Big Chance”, która brzmi jak wczesne Patti Smith Group, albo właśnie wczesne The Stranglers, ale to już całkiem inna sprawa. Dobra, na scenie muzycznej powiało świeżym powietrzem i Dusiciele otrzymali swoją szansę. I trochę dziwne, że ją wykorzystali. Nie, inaczej – trochę dziwne, że udało im się zdobyć taką popularność. Muzycznie – bez problemów, to było bez zarzutu, ale był to jeden z najbardziej krnąbrnych, niepokornych i niezależnych bandów tamtego okresu, a przy ich „osiągnięciach” bladły ekscesy wielu punkowych załogantów. Bo to nie było tylko uchlać się, coś zdemolować, coś zarzygać, czy rzucać przekleństwami ze sceny. Chociaż pod tym względem The Stranglers też byli nieźli – Cornwell klął jak pijany dorożkarz, a do tego miał taki fajny podkoszulek z napisem „fuck”, stylizowanym na logo Forda. W „takich okolicznościach przyrody” nie dziwi, że sporo koncertów kończyło się przed czasem, bo policja im prąd odłączała. Zresztą nie tylko z powodu bluzgów, ale także z powodu dość intensywnych zadym pod sceną, w których czasem uczestniczyli członkowie zespołu. Zresztą zachowanie na koncertach to był tylko dodatek. Nazwa The Stranglers nie była przypadkowa. W okolicy Guilford przez pewien czas grasował dusiciel, który zamordował kilka kobiet, a zdjęcie jednej z jego ofiar trafiło na plakat promocyjny grupy. Do tego teksty piosenek – dosadne, brutalne, sarkastyczne, poruszające wyjątkowo „ciemne” tematy i to bez znieczulenia. Na pewno niespecjalnie nadające się do puszczania w śniadaniowym radio. Ale jednak się udało.

Jak już wcześniej wspominałem, muzyka The Stranglers to nie było punkowe granie typu „trzy akordy, darcie mordy”, tylko coś dużo bardziej wyrafinowanego. Po pierwsze grali tu muzycy o pewnym stażu, no i pewnym wieku, trochę starsi od punkowej czeredki. Starsi i mądrzejsi, chociażby Jet Black był już wtedy po trzydziestce, a najmłodszy Burnel by z 1952 roku. Ale on sam twierdził, że w tamtych czasach też się czuli punkami. A co ważniejsze byli przez punkową publiczność akceptowani, bo to było hałaśliwe, konkretne rockowe rockowe granie z mocnym przekazem, bez żadnego słodzenia, ale za to z konkretnymi, zapadającymi w ucho melodiami. Nawet klawisze, czyli instrument przez punków programowo nienawidzony, u Stranglersów były tolerowane. Zresztą parapety Greenfielda też brzmiały brudno, głośno i dynamicznie – jak cały zespół. Poza tym bardzo dobrze słychać, że na pewno Ray Manzarek był jego inspiracją. Stąd też pewnie wzięły się porównania do The Doors – trochę tak, ale to gdzieś taki daleki punkt wyjścia, bo The Stranglers byli tworem osobnym i samodzielnym.

 

Szybko też dorobili się kontraktu płytowego i to z dużą firmą i stosunkowo szybko, bo już w kwietniu 1977 roku wyszedł ich debiutancki album "Rattus Norvegicus", zwany też "Stranglers IV" - ze względu na rzymską czwórką na dole okładki. Wyszedł i pozamiatał - debiutanci dobili do 4 miejsca na liście przebojów, przy okazji zgarnęli platynę, przy akompaniamencie entuzjastycznych recenzji prasy muzycznej. Do tego "Peaches" dobił do ósmego miejsca listy singlowej - znacie to - Walking on the beach, looking at the peaches, oczywiście w rytm tej charakterystycznej basowej figury, na której cały numer jest oparty. Rozkminianie wszystkich tych seksualnych podtekstów paru badaczom zajęło sporo czasu. W każdym razie sprawdza się to też jako numer taneczny, tylko ręka sama schodzi po plecach partnerki coraz niżej ... Reszta nie od macochy - większość numerów to mocne, dynamiczne rockery, oparte na aktywnej grze sekcji rytmicznej, szczególnie Burnela, którego bas odgrywa podwójną rolę - jako instrument rytmiczny i melodyczny. I z tych rockerów "Hanging Around" ,"Grip" to moje ulubione numery na tej płycie. Oprócz tego mamy coś w rodzaju mini-suity trwającej prawie osiem minut - joj, zupełnie nie-punkowy czas! Ale "Down in The Sewer" takie ma być i tyle trwać. Tytułowy ściek to swego rodzaju alegoria Londynu - a podtytuły części - „Falling”, „Ratts Rally”, „Down in The Sewer”, „Trying to Get Out Again” raczej nie świadczą o jakiejś nazbyt optymistycznej wymowie tego kawałka. Cały „Rattus Norvegicus” to album prawie bez słabych punktów. Prawie, bo nie do końca mi wchodzi „Princess of The Streets” - to taki pastiszowaty, lekko walczykowy numer i on niespecjalnie mnie przekonuje. Za to reszta – każdy numer jak strzał w mordę. Klasyk, ewidentny klasyk muzyki rockowej.

To była pierwsza płyta The Stranglers, jaką usłyszałem w całości, jeszcze na początku lat osiemdziesiątych i pierwsza jaką sobie kupiłem na CD (na winylu „La Folie”). Przypadkowo – znałem już fragmenty „Feline”, które mi się bardzo podobały, no to przyłożyłem ucho do debiutu. I byłem bardzo zaskoczony, ale mi się spodobało – właśnie szczególnie „Grip” i „Hanging Around”. A kupiłem też przypadkowo, bo szukałem „Feline”, a wpadł mi w ręce debiut za fajne pieniądze. No to kupiłem. I słucham. I się nie nudzi. I dalej kopie.

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.