ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Asgard ─ Drachenblut w serwisie ArtRock.pl

Asgard — Drachenblut

 
wydawnictwo: Dragon's Music 2000
 
1. Blue Fire - 5:38
2. Red Fire - 5:08
3. Ch.1 - Sigurd - 1:05
4. Ch.2 - Dragon's Blood - 3:16
5. Ch.3 - Quid - 11:00
6. Ch.4 - Drachenfels - 4:08
7. Ch.5 - In The Lands Of The Dragon Of Midgard - 5:38
8. Ch.6 - Initiation - 10:17
9. Ch.7 - "I Am The Udder" - 3:19
10. Ch.8 - The Bathe - 2:31
11. Memories From Sigurd's Past - 2:38
12. Danger ! (Sigurd In Love) - 4:21
13. A Lime - Leaf Was On His Back - 8:57
 
Całkowity czas: 67:58
skład:
Albert Ambrosi - k, flute, back v /Chris Bianchi d'Espinoza - b, g, back v / Peter Bachmayer - dr / Sergio Ghiotto - g / Ivo Gallo - v
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 0
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 0
Album jakich wiele, poprawny.
› 0
Niezła płyta, można posłuchać.
› 0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 0
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 0
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 1
Arcydzieło.
› 0

Łącznie 1, ocena: Absolutnie wspaniały i porywający album.
 
 
Ocena: * Bez oceny
01.06.2001
(Recenzent)

Asgard — Drachenblut

Na początku ziała otchłań Ginnungagap, w której zalegały lody. Z nich wyłonił się Ymir - praojciec Olbrzymów oraz Buri - pierwszy z Bogów. Wnuki Buri: Odin, Wile i We zabili Ymira i z jego ciała zbudowali Midgard - świat ludzi. Sami zaś zamieszkali w kraju unoszącym się wysoko ponad Ziemią, na podniebnych równinach. Nazwali go Asgard.

Muzyka włoskiego zespołu o tej pięknej nazwie towarzyszy nam już od ponad 10 lat. Odwołanie do nordyckiej mitologii nie jest przypadkowe - w swoich tekstach Asgard zawsze zdradzał silne zauroczenie literaturą średniowieczną, a w szczególności sagami z dalekiej i mroźnej północy. Ukoronowaniem początkowego, bardzo aktywnego okresu działalności był album z 1994 r. - Imago Mundi, który śmiało można określić jako arcydzieło heavy progressive rock, jakkolwiek wielu fanów stawia na piedestale wcześniejsze propozycje zawierające muzykę delikatniejszą w wyrazie - zwłaszcza Esoteric Poem oraz Arkana. Wielkie było zatem rozczarowanie, kiedy po wydaniu Imago Mundi i europejskiej trasie koncertowej zespół zamilkł na kilka lat. Spowodowane to zostało decyzją niektórych członków grupy o zamieszkaniu w Niemczech - pozostali opowiedzieli się za Italią opuszczając formację. Na szczęście legenda powróciła - w dość mocno przetasowanym składzie, ale powróciła, by w 2000 r. uraczyć nas piątym albumem wydanym własnym sumptem - omawianym właśnie Drachenblut. Dobrze znanych weteranów reprezentują Albert Ambrosi - k, flute, back v oraz Chris Bianchi d'Espinoza - b, g, back v. Nowe twarze to Peter Bachmayer - dr, Sergio Ghiotto - g oraz wokalista Ivo Gallo.

Tekstowo Drachenblut pozostaje w kręgu nordyckich mitów i legend. Napotkamy tu swoistego Tezeusza, a może lepiej napisać Achillesa Północy - Sigurda, syna Sygmunda i Hjordis z rodu Wolsungów. Czynom tego wielkiego herosa poświęconych było aż sześć pieśni Eddy Starszej i obszerne fragmenty Eddy Młodszej. Wsławił się on między innymi zabiciem wielkiego smoka Fafnira, w którego krwi się skąpał. Według północnych wierzeń smocza krew chroniła od ran zadawanych orężem, zaś skosztowanie smoczego serca dawało moc pojmowania ptasiej mowy. Słowa płyty przynoszą egzystencjalne rozterki bohatera z odniesieniem sięgającym naszych czasów.

To teraz wreszcie o samej muzyce. Dość śmiała zmiana stylu na styku albumów Arkana i Imago Mundi dla wielu była niespodzianką, niemniej Włosi poczuli się w art-rockowym nurcie heavy (nie jest to jeszcze progmetal) niczym ryby w wodzie. Co przynosi Drachenblut ? Przede wszystkim kontynuację Imago Mundi czyli wygładzenie i pewne uproszczenie linii wokalnych nadające niektórym kompozycjom wręcz cechę "skoczności" (podobną rolę pełnią grupowe okrzyki w Blue Fire i Danger! Sigurd In Love) oraz wspomniane, ciężkie jak na art - rock, akcenty. Przedsmak tych ostatnich zawierała już Arkana, niemniej w ogólnym rozrachunku zdecydowanie przynależy ona do lżejszego okresu w twórczości Asgardu. Imago Mundi, a za nim Drachenblut już nie. Z drugiej zaś strony Smocza Krew wydaje mi się pozycją bardziej stonowaną niż poprzedniczka. Jest niby ciężko, ale np. taki In The Lands Of The Dragon Of Midgard przypomina w swojej zasadniczej części początek suity Olaf Stonehand z Arkana - ten sam wolny i ponury klimat. Z kolei instrumentalne pląsy klawiszy oraz zmiany tempa w finałowym A Lime - Leaf Was On His Back przynoszą skojarzenia z ostatnimi, kapitalnymi minutami The Lords Of The Mountain będącym czymś w rodzaju pomostu pomiędzy trzecim i czwartym albumem Włochów. Niemniej teza o zasadniczej kontynuacji Imago Mundi wydaje się nie do obalenia. A kontynuacja to zacna, oj zacna. Zaprezentowane utwory przynoszą przekrój od króciutkich deklamowanych lub instrumentalnych kawałków, poprzez balladę z wyeksponowaną gitarą akustyczną po ponad 10 minutowe suity. I to jakie ! Przyjrzyjmy się bliżej Quid - najpierw spokojny, śpiewany początek, potem śliczna, zwiewna impresja fortepianowa, stopniowo narastająca sekwencja z użyciem pozostałych instrumentów, pojawia się wywołująca uczucie nostalgii, pinkfloydowska, oniryczna gitara pokazująca za chwilę pazurki w ładnej solówce, muzyka wciąż narasta - cięższe brzmienia gitar, naraz, jakby dla kontrastu wygładzenie klimatu, klawiszowe solo, dźwięk opada i cichnie ... ale oto dostojnie dają znów znać o sobie klawisze zapowiadając powrót wokalu a ... to dopiero połowa utworu... Nie będę opisywał dalszego ciągu bo nie o to chodzi, chcę tylko zapewnić Was, ze w długich kompozycjach Asgard Anno Domini 2000 nie przynudza, a wręcz przeciwnie - Initiation jest równie dobra, a przy tym bardziej heavy. O A Lime - Leaf Was On His Back już wspomniałem, jakkolwiek trzeba by jeszcze nadmienić o świetnych gitarowych solówkach Sergio Ghiotto. I jeszcze jedno: skąd taki dziwny tytuł zamykającej album kompozycji ? Otóż kiedy Sigurd skąpał się we krwi smoka Fafnira tylko jedno miejsce pozostało suche na jego ciele: skrawek skóry pomiędzy łopatkami, do którego przywarł liść lipowy. To teraz już wiadomo skąd ten Achilles Północy. Czyżby zatem powrót zespołu w niezmąconej niczym glorii i chwale ? Ano są pewne zgrzyty. Na plan pierwszy wchodzi podnoszona przez wielu już recenzentów sprawa nowego wokalisty. Ivo Gallo rzeczywiście nie dorównuje swemu poprzednikowi - Kikko Grosso. Śpiewa przyzwoicie, momentami nawet znakomicie, ale to już nie ta klasa. Na dodatek pewne fragmenty jak pierwsza zwrotka z Danger ! (Sigurd In Love) wydają mi się z lekka... no co tu dużo ściemniać ... zarżnięte i tyle. Szkoda. A przecież barwa głosu jest przyjemna. Posłuchajcie sobie końcówki Initiation lub Danger ! - dla mnie to jakby powrót Frederica Joos z Neuschwanstein. Mój drugi i jednocześnie ostatni zarzut dotyczy eksponowanego, a dokładniej tego nie do końca wyeksponowanego instrumentarium. Tak, gitara akustyczna jest obecna, ale dlaczego tak mało fletu ?! Wiem, że kompozycja tytułowa to kompozycja tytułowa, ale na niej świat i płyta się nie kończą. Tym bardziej na In The Lands Of The Dragon Of Midgard...

Przystępując do posumowania muszę stwierdzić, że Drachenblut jest dla mnie nader solidną kontynuacją dotychczasowego dorobku grupy. Oczywiście nie chodzi tu tylko o zachowanie bardzo ciekawej tradycji zespołu jaką jest bez wątpienia symbolika smoka i miecza na okładkach poszczególnych albumów, poświęcanie kolejnych krążków rożnym literom runicznym czy też anonsowanie tytułów nadchodzących płyt. Przede wszystkim chodzi o muzykę. Mocno wyśrubowany poziom Imago Mundi nie został zachowany, niemniej otrzymaliśmy sporą dawkę bardzo dobrej, pokrewnej stylistycznie owemu arcydziełu muzyki. Czasami po kilkuletnim milczeniu zespoły nie potrafią już powrócić na dawne, zacne i uznane szlaki. Asgard potrafił i za to mu chwała. Następną pozycją Ambrosiego i spółki ma być Ragnarokkr. Znając mity nordyckie zapowiada się wielkie wydarzenie - starzy Bogowie na czele z Odinem odejdą w niebyt, zaś ci co ocaleli z wielkiego starcia z Olbrzymami i potworami spotkają się na gruzach Asgardu, by tam rozważać runiczne wróżby. Ale Asgard znów powstanie - nowy i jeszcze lepszy. Jak dla mnie brzmi dobrze - May The Dragon Be With You !

Gorące podziękowania biegną dla Alberta Ambrosiego za udostępnienie płytki i Artura Chachlowskiego za wielką pomoc.
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.