ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Rhapsody ─ Rain Of A Thousand Flames w serwisie ArtRock.pl

Rhapsody — Rain Of A Thousand Flames

 
wydawnictwo: Limb Music Products 2001
 
1. Rain Of A Thousand Flames - 3:43
2. Deadly Omen - 1:49
3. Queen Of The Dark Horizons 13:42 /Rhymes Of A Tragic Poem - The Gothic Saga (22:45): 4. Tears Of A Dying Angel - 6:23, 5. Elnor's Magic Valley - 1:40, 6. The Poem's Evil Page - 4:04, 7. The Wizard's Last Rhymes - 10:38
 
Całkowity czas: 41:59
skład:
Fabio Lione - vocals / Luca Turilli - guitars / Alessandro Lotta - bass / Alex Staropoli -keyboards / Alex Holzwarth - drums /Additional Musicians: Church choirs: Bridget Fogle, Previn Moore / Epic choirs: Robert Hunecke-Rizzo, Olaf Hayer, Oliver Hartmann, Tobias Sammet / Female Narrator: Nadja Bellir / Narrator: Sir Jay Lansford / Baroque Recorders: Manuel Staropoli / Violin: Dana Lurie / Drums played by Thunderforce
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 2
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 0
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 2
Album jakich wiele, poprawny.
› 0
Niezła płyta, można posłuchać.
› 0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 1
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 0
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 2
Arcydzieło.
› 6

Łącznie 13, ocena: Dobry, zasługujący na uwagę album.
 
 
Ocena: * Bez oceny
10.12.2001
(Recenzent)

Rhapsody — Rain Of A Thousand Flames

Kiedy padli i Staropoli, i Holzwarth, i Lotta i Lione, Turilli został sam. Odrzucił wówczas tarczę i oburącz chwycił topór. Pieśń mówi, że ostrze topora dymiło później od czarnej krwi trollów, gwardzistów Czarnej Królowej, póki nie skruszało, a za każdym razem zadając cios Turilli wołał: nasza muzyka jest wciąż świeża i progresywna ! - Siedemdziesiąt razy powtórzył ten okrzyk, lecz w końcu wzięli go żywcem z rozkazu Królowej: orkowie obejmowali go i czepiali się rękami jego odzieży, nie puszczając nawet wtedy, gdy odrąbywał im ramiona, a było ich wielu i przybywały coraz to nowe chmary, aż wreszcie Turilli upadł nakryty mrowiem napastników. Wtedy związano go szydząc z pokonanego. Tak zakończyła czwarta bitwa w obronie świetności Rhapsody, gdy słońce zniknęło za morzem. Noc zaległa we włoskim prog-symfonicznym, speed-metalu i zerwał się od Zachodu potężny wicher.

Kiedy przebrzmiały te słowa krąg otaczających mnie młodych wojowników wyraźnie sposępniał, a ten i ów miał nawet łzy w oczach.

- Turilli i Rhapsody nie mogli tak okrutnie skończyć dziadku Dobasie - wyszeptał wreszcie jeden z nich - nie tak okrutnie...

Zafrasowałem się przygładzając długą, siwą brodę starego frustrata. Kimże w końcu jestem, by psuć legendę tego zasłużonego zespołu ? Powiodłem po nich oczyma, po tych młodych, żądnych przygód, śmiałych twarzach.

- Dorzućcie drew do ognia - zawołałem - nalejcie znów do dzbana !

Po czym zacząłem z zupełnie innej beczki:

W oczekiwaniu na czwartą odsłonę sagi Emeral Sword przewidywaną na luty 2002 r. Rhapsody uraczyło swych fanów mini-albumem (choć trwającym przecie ponad 40 min.) - Rain Of Thousand Flames. Styl zespołu nie wykazuje najmniejszych tendencji ku zmianom, ale w końcu to kolejne części jednej, wielkiej opowieści. Słuchając recenzowanego albumu nie ma co narzekać - pod warunkiem, że ktoś ceni manierę Turilli i spółki. Tak naprawdę to można się nawet zachwycić. Prym wiodą dwie, długie kompozycje - Queen Of A Dark Horizons oraz The Wizard's Last Rhymes - obie oparte na zapożyczonych tematach. W Przypadku Queen... jest to główny motyw ze ścieżki dźwiękowej thrillera "Phenomena" Dario Argento. Utwór przyjemnie galopuje sobie w starym, dobrym stylu Rhapsody, aż tu nagle dochodzimy do około dziesiątej i pół minuty słysząc... charakterystyczny dla Sisters Of Mercy podkład perkusyjno-basowy z płyty Floodland, a dokładniej ze świetnego kawałka Lucretia - no, no, no - po Włochach trudno się było tego spodziewać, ale jakże miły to smaczek. W ogóle udana to suita, gdzie usłyszeć też można ojczysty język naszych bohaterów. The Wizard's Last Rhymes jawi mi się lepszym jeszcze dokonaniem - tym razem zwrócono się w stronę muzyki klasycznej biorąc na tapetę słynny motyw z symfonii e-moll " Z Nowego Świata" Antonina Dvoraka. W wykonaniu Rhapsody całość brzmi oczywiście jak najbardziej potężnie i majestatycznie, dodatkowo ta wspaniała melodyka... Omawiana kompozycja wchodzi w skład większej struktury - Rhymes Of A Tragic Poem - The Gothic Saga, która jednak, wyraźnie podzielona na cztery kawałki, nie tworzy jednej, muzycznej ciągłości. Na pewno wspomnieć warto jeszcze o tytułowym Rain Of Thousand Flames - rasowym speedowym wymiataczu porównywalnym z Dawn Of Victory lub Holy Thunderforce z poprzedniego krążka, jakkolwiek moja największa miłość pozostaje przy Emerald Sword (Symphony Of Enchanted Lands) oraz The Ancient Forest Of Elves (solowe dokonanie Turilli). Bardzo fajne są instrumentalne, krótkie kawałki - Deadly Omen (klawisze) i Elnor's Magic Valley (skrzypce), z kolei męczy mnie trochę Tears Of A Dying Angel z tym swoim łzawym monologiem. Niemniej co by nie napisać Rhapsody z pewnością nie zawiódł swoich fanów i to jest najważniejsze.

Turilli, Staropoli, Holzwarth, Lotta i Lione spięli konie, dobyli mieczy, po czym pomknęli w kierunku obleganych wieżyc Elnor tudzież Thorald. I było to tak jakby wraz z nimi jechał świt.

W recenzji wykorzystano fragmenty opisu Nirnaeth Arnoediad (Silmarillion) w tłumaczeniu Marii Skibniewskiej - Czytelnik, Warszawa 1990.

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.