ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Pat Metheny Group ─ The Way Up w serwisie ArtRock.pl

Pat Metheny Group — The Way Up

 
wydawnictwo: Nonesuch Records 2005
 
1. Opening [5:17]/ 2. Part One [26:27]/ 3. Part Two [20:29]/ 4. Part three [15:54]
 
Całkowity czas: 68:07
skład:
Pat Metheny – acoustic, electric, synth and slide guitar; Lyle Mays – acoustic piano, keyboards; Steve Rodby – acoustic and electric bass, cello; Couong Vu – trumpet, voice; Gregoire Maret – harmonica; Antonio Sanchez – drums;

gościnnie zagrali: Richard Bona – percussion, vocals; David Samuels - drums
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 1
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 0
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 0
Album jakich wiele, poprawny.
› 0
Niezła płyta, można posłuchać.
› 0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 3
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 4
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 25
Arcydzieło.
› 22

Łącznie 55, ocena: Absolutnie wspaniały i porywający album.
 
 
Recenzja nadesłana przez czytelnika.
Ocena: 8 Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
21.02.2005
(Gość)

Pat Metheny Group — The Way Up



Uspokój się, odpocznij, spójrz na siebie z „lotu ptaka”. Przecież widzę jak się miotasz! Panno pracoholiczko – może czas przystopować? Ostatnimi czasy znajomi, rodzina bombardują mnie podobnymi tekstami. Ciężko jest im zrozumieć, iż taki sposób na życie wybrałam, i że „sposób na życie”, jaki wybrałam, jest jedynie słuszny.

Usiądź wygodnie w fotelu, weź kubek herbaty do ręki. Kiedy po raz ostatni słuchałaś muzyki? ..nie rozumiem. Kiedy ostatni raz SŁUCHAŁAŚ MUZYKI? Nie pamiętasz? Nie chodzi mi o odruch pod tytułem: wkładasz płytę do odtwarzacza i sobie gra coś, cokolwiek. Kiedy usiadłaś i zaczęłaś się zatapiać w muzyce... Nie pamiętam....było to chyba dość dawno. ...zaraz..chwileczkę...przecież ja nie mam czasu słuchać ( SŁUCHAĆ MUZYKI), przeżywać jej, a co dopiero o niej pisać...zresztą, chyba nie potrafię o niej pisać...każdy się miota i każdy ma problemy w ubranie w słowa uczuć....

obudź się....zanim będzie za późno. Poza tym, przeprowadźmy test na skupienie i wytrzymałość. Proszę to najnowsza płyta Pata M. Posłuchaj....

nie męcz mnie – jestem taka zmęczona. Nie wymagaj ode mnie zaangażowania pseudointelektualnego, doktorze nie bądźmy dziećmi...

Usiadłam i zaczęłam słuchać. Nie w drodze do i z pracy. Po prostu usiadłam. Na fotelu. Ze słuchawkami na uszach. Zapisem tego „siedzenia i słuchania” będzie ta recenzja. Jak każdy uzależniony (od czegokolwiek – czytelniku lista uzależnień jest długa), doskonale wiem, iż wyjście z nałogu to kolokwialnie rzecz ujmując „niełatwe zadanie”. Niechęć do wprowadzania zmian, wygodnictwo, a i też bezradność powodują to, iż „mój nałóg” jest bezpiecznym miejscem schronienia. Ale nie o tym miała być ta recenzja.

Czy podczas słuchania cierpiałam? Hm...nie mogłam wyjść bowiem – płyta jest zbyt frapująca by wyjść, by przy niej pracować (doktorze nie zabieraj mojego laptopa – proszę, dlaczego zabrałeś mi mój telefon komórkowy??).

Jak napisał Pat The Way Up ma być formą zwrócenia ludziom uwagi na postrzeganie przestrzeni, jak i próby przewartościowana wartości współczesnego świata (np.; wygodnictwa, pracoholizmu, globalizacji). To być może próba „wejścia w samą siebie”, próba zrozumienia „tego tu i teraz”, tego „skąd jesteśmy i dokąd idziemy”.

Nie płacz...jesteś tylko bezwolnym trybikiem w maszynie prawda? Akceptujesz to, chociaż nienawidzisz tej sytuacji. A przecież nie chciałabyś Lothien stać się jednym z wcieleń bezimiennego Agenta Smitha....

Muzyka...blisko 70-minutowa muzyczna symfonia...to...
Mów nie zacinaj się, mów co czujesz: Genialny gitarzysta. W jego rękach gitara jest niczym pędzel w rękach malarza, potrafi dźwiękami stworzyć piękny pejzaż muzyczny. Czuć w jego graniu niebywała lekkość i przestrzeń. Nie ma pustych zagrywek mających na celu pokazać umiejętności, technikę. To wszystko przychodzi jakby mimochodem. To taki Jazzowo - progresywny majstersztyk? Nie śmiej się doktorze: nie potrafię wyartykułować tego co czuję ....a to co napisałam, zakrawa na kicz.

Wiesz, myślałem ,że bardziej się wysilisz. To, co mówisz jest jak postindustrialna papka. Lothien – nie cytuj gazet, mów co czujesz i się nie bój.

O Pacie napisano już tyle słów i wydawać się może, ze kolejny kamyczek (tym bardziej) będzie elementem zbędnym. Ale oto magia i geniusz Pata zadziałały po raz kolejny. Muzycy, co można odkryć po pierwszym przesłuchaniu, prowadzą wszystkich „patologów” przez rejony dobrze im znane. Nie ukrywam wcale, że lubię „Patowe” dźwięki. Warunkiem dogłębnego poznania tego albumu jest wielokrotne wysłuchanie go w całości. „The Way Up” zawdzięcza całe swoje piękno liderowi i całej jego drużynie – starym przyjaciołom i nowym znajomym. W projekcie wzięli udział basista Steve Rodby, genialny pianista Lyle Mays, meksykański bębniarz Antonio Sanchez, trębacz Coung Vu z Wietnamu i wirtuoz harmonijki Gregoire Maret. The Way Up to jeden blisko 70-minutowy utwór, podzielony na 3 części i poprzedzony swego rodzaju prologiem. Czy The Way Up można nazwać kamieniem milowym w twórczości PATA. Z pewnością. Eksperymenty z formą (w czasach gdy IX Symfonia Beethovena dostępna jest jako dzwonek komórki) ...z pewnością. Tym bardziej chylę czoła przed odwagą Metheny’ego. I wiecie co? Pat ma niesamowitą swobodę w „epatowaniu” swą wysublimowaną techniką i wrażliwością nawet mało wymagających słuchaczy. Moim zdaniem jest to idealne połączenie, wręcz wypadkowa stylistyki jazzu i rocka progresywnego.

To swego rodzaju uniwersalizm, ponadczasowość. Na pewno delektowanie się najnowszym albumem PATA wymaga sporo cierpliwości. Piękno zawarte zostało gdzieś w szczegółach. I nie dziwie się doktorze, że zaprosiłeś mnie bym tej płyty posłuchała i odcięła się podczas słuchania od...świata, pracy, schematów... Te przenikające się motywy muzyczne. Niby nic wielkiego, każdy szanujący się artysta progresywny potrafi takie rzeczy, prawda? A może jednak tylko mi się wydaje. Co innego nauczyć się takich rzeczy, co innego je czuć i myśleć podczas komponowania. Album zniewala wysublimowaną formą i pokazuje nieograniczoną inwencję twórczą Pata i Lyla Maysa. Nie sposób nie wspomnieć jeszcze o kapitalnych partiach perkusji Antonio Sancheza i pozostałych muzykach. Spodobało mi się przesłanie PATA – odejdź od utartych schematów i nie poddawaj się.

Czy zabrzmiało to już lepiej, doktorze??? Czuję się znacznie bezpieczniej. Lepiej. Nie ciągnijmy już może wątku uzdrawiającej mocy muzyki, bo nie czas i nie miejsce.

Tak ..znacznie lepiej...nie daj się wtłoczyć w konwencję, zastopuj trochę. Obejrzyj się za siebie. Dzisiaj – teraz – jutro może być za późno.


Legenda:
Tłustym drukiem zaznaczono wypowiedzi doktora

Pochylonym – piszącej te słowa
Zwykłym drukiem – strumień myśli
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.