ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Nooten Pieter & Brook Michael ─ Sleeps With The Fishes w serwisie ArtRock.pl

Nooten Pieter & Brook Michael — Sleeps With The Fishes

 
wydawnictwo: 4AD 1987
 
1. Several Times I
2. Searching
3. The Choice
4. After the Call
5. Finally II
6. Instrumental
7. Suddenly II
8. Suddenly I
9. Clouds
10. Finally I
11. Several Times II
12. Equal Ways
13. These Waves
14. Time
15. Several Times III
 
Całkowity czas: 47:49
skład:
Pieter Nooten & Michael Brook
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
,0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
,0
Album słaby, nie broni się jako całość.
,0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
,0
Album jakich wiele, poprawny.
,0
Niezła płyta, można posłuchać.
,0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
,0
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
,0
Absolutnie wspaniały i porywający album.
,9
Arcydzieło.
,17

Łącznie 26, ocena: Arcydzieło.
 
 
Ocena: 8+ Absolutnie wspaniały i porywający album.
11.07.2011
(Recenzent)

Nooten Pieter & Brook Michael — Sleeps With The Fishes

Ciężko ostatnio jakiejkolwiek współczesnej muzyce wygrać pojedynek z arcydziełami z czasów baroku. Tak się już jakoś zrobiło, że żywiołowo reaguję właściwie jedynie na kompozycje datowane wiekiem siedemnastym lub osiemnastym, a jeśli zmieniam repertuar, to sięgam jeszcze dalej w historię muzyki ku renesansowym lub średniowiecznym polifoniom. Znak chyba, że wszedłem w ten okres życia, gdy pewne rozrachunki zaczynają się uwidaczniać, dzieci są coraz większe, a zmarszczek wcale nie ubywa.

Nowa muzyka, taka powstająca w ostatnich latach musi zatem pokonywać sporo przeszkód, by wreszcie dotrzeć do mojego odtwarzacza. Owszem, czasami ułatwia jej to zadanie nazwa wykonawcy, którego jeszcze nie zapomniałem, czasami przypadek sprawia, że odstawiam muzykę klasyczną na półkę, a niekiedy po prostu… syn zapoda coś, co ongiś miało u mnie swój własny kawałek podłogi. Jak nie ma takich wspomagaczy – oj, to dla nowych dźwięków droga przez mękę.

Tym bardziej, że jeśli już czasami zostawiam za sobą motety Josquina des Pres, gdy zapominam (na moment) o kantatach Bacha lub rezygnuję z sonat Arcangelo Corelliego, bardzo często sięgam ku muzyce, która powstała nie obecnie, a kilka lub kilkanaście lat temu. To już rock’n’roll, czasami rock tudzież jego bliskie okolice. Popularne lub też nie; choć tym drugim lekko – jak napisałem wyżej – nie jest.

Kierując swoje kroki ku muzyce ostatnich dziesięcioleci często wybieram do słuchania płyty znane, choć zapomniane. Są na moich półkach, bo kiedyś ich piękno kazało się mi na nimi pochylić, a teraz drzemią sobie w gabinecie, zamknięte za szklanymi drzwiami. Drzemią i czekają na powrót stamtąd. Na ponowne ujawnienie uczuć i emocji, którymi zachwyciłem się dziesięć, piętnaście, dwadzieścia lub więcej lat temu.

Wbrew pozorom – sporo takiej muzyki zastygło w moim pokoju. Album, którego recenzję czytacie pojawił się w moim domu „w zamierzchłych czasach mojej młodości na dalekim zachodzie” (jak zwykł mawiać Gandalf, jeden z Istarich). Wówczas to była MOJA muzyka. Chłodna, niczym górskie strumienie, melodyjna jak śpiew ptaków i smutna, niczym spadające jesienią liście. Już wcześniej ten klimat zagościł w moich małych czterech ścianach: debiutanckie It’ll End In Tears innego zespołu tak pięknie zmiotło wszelkie objawy muzyki popowej, jakie jeszcze tu i ówdzie po moim pokoju przemykały. Potem przyszedł czas na Cocteau Twins z Skarbami, skąd już niedaleko było do Within The Realm of A Dying Sun,  Filigree And Shadow i … albumu Medusa nagranego przez Holendrów z Clan Of Xymox (oczywiście zarówno daty, jak i nazwy zespołów pojawiły się tu w przypadkowej kolejności, a że brak tu jeszcze paru innych tytułów, to kwestie chronologii czy zupełności opisu pozostawmy na razie na boku – czas tych płyt jeszcze nadejdzie).

Przywołana wyżej Medusa Clan Of Xymox poraziła mnie wówczas (gdzieś tak z początkiem 1987 roku) właściwie wszystkim. Nastrojem, chłodem – ba, wręcz lodem wyzierającym z poszczególnych utworów. Zachwyciła surowością brzmienia, czystością przekazu i uczuciami, niby tłamszonymi a jednocześnie wręcz wyrywającymi się ku zlęknionemu słuchaczowi. Dlaczego to wspominam? Ano, bo Sleeps With The Fishes to płyta w spore mierze oparta o tamten ponadczasowy album Xymox’ów. Nic dziwnego: autor kompozycji – Pieter Nooten to przecież jeden z liderów Clan Of Xymox, autor kompozycji z płyty Medusa, który … widząc inny kierunek muzycznego rozwoju niż reszta zespołu opuścił macierzystą formację i razem z producentem Michaelem Brookiem nagrał jeden z piękniejszych albumów lat osiemdziesiątych. Zapomnianych albumów.

Genialna to płyta. Mroczna (co sugeruje już sam jej tytuł), a melodyjna zarazem. Prym wiodą na niej niezwykłe, wręcz lodowate partie instrumentów klawiszowych, wsparte solówkami gitarowymi z kategorii „nie kończących się” (są tu nagrania, gdzie owo „solo” na gitarze trwa nieprzerwanie przez cały utwór). Całość oszczędnie, a zarazem perfekcyjnie uzupełniają instrumenty klasyczne: wiolonczela, skrzypce, obój… będące w gruncie rzeczy swoistą wisienką na torcie. To taki: trochę ambient, ale z zaznaczonymi (bardziej subtelnie lub mniej) melodiami, okraszony smutnym śpiewem Nootena. To również melodeklamacje i zwykłe pasaże, jakkolwiek cudnie skonfrontowane z oszczędnym instrumentarium. A to słyszymy samą wiolonczelę, do której od czasu do czasu dołącza fortepian lub kwiląca gitara (tudzież obój), a to dociera do nas brzmienie klawiszy tak stłumione, jakby od każdej głośniejszej nuty miały się zarysować szyby w oknach. Całość oscyluje pomiędzy ciszą, będącą źródłem emocji samych w sobie, a dyskretnie zaznaczającą się rytmiką nielicznych miniatur, dla których ważniejsze jest, by ów nastrój zastanowienia trwał, niż cel, jaki miałyby osiągać.

Nie wyróżnię żadnych utworów, bo albumu należy słuchać w całości. I to chyba najwspanialsza cecha tego dzieła: w dzisiejszych, zapętlonych i gnających przed siebie czasach, gdzie nadmiar muzyki może zabić radość z jej poznawania – Sleeps With The Fishes jawić się będzie wam niczym Gwiazda Polarna: takim blaskiem lśnią tylko nieliczne dzieła stworzone ręką człowieka. I ten album do nich należy.

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
Picture theme from Natalie C with exclusive licence for ArtRock.pl
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.