ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Newsom, Joanna ─  Ys w serwisie ArtRock.pl

Newsom, Joanna — Ys

 
wydawnictwo: Drag City 2006
 
1. Emily (12:08)
2. Monkey & Bear (9:28)
3. Sawdust & Diamonds (9:55)
4. Only Skin (16:53)
5. Cosmia (7:17)
 
Całkowity czas: 55:38
skład:
Joanna Newsom – vocals, harps, oraz m.in. Grant Geismann – guitar, Lee Sklar – bass, Don Heffington – percussion, Bill Callahan – harmony vocals, Emily Newsom – harmony vocals; Van Dyke Parks – arranger, conductor, producer.
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 2
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 0
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 0
Album jakich wiele, poprawny.
› 0
Niezła płyta, można posłuchać.
› 0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 0
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 1
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 10
Arcydzieło.
› 14

Łącznie 27, ocena: Absolutnie wspaniały i porywający album.
 
 
Ocena: 8+ Absolutnie wspaniały i porywający album.
28.12.2006
(Recenzent)

Newsom, Joanna — Ys

Jednym z objawów starzenia w moim przypadku jest utrata zdolności do wpadania w zachwyt z powodu muzyki. Z pewnym klasykiem artrock.pl określaliśmy to kiedyś „utratą muzycznej wrażliwości” – zastrzegając od razu „o ile kiedykolwiek ją mieliśmy”. Mieliśmy – tylko stępiliśmy ją w tysiącach wysłuchanych płyt, setkach dyskusji, dziesiątkach napisanych recenzji. Coraz mniej jest mnie w stanie zaskoczyć, a wewnętrznie też nie jestem na to zaskoczenie gotów. Aż raz na kilka lat pojawia się taka artystka i taka płyta.

Tak naprawdę artystka pojawiła się dwa lata temu. I już jej pierwszy album, The Milk-Eyed Mender, zrobił sporo szumu w kręgach słuchaczy muzyki niezależnej. Młodziutka (wtedy 22 lata) dziewczyna z niezwykle oryginalnym, nieco dziecinnym głosikiem i ogromną, wręcz nie mieszczącą się w jej główce wyobraźnią. Coś jak Kate Bush ćwierć wieku temu. A do tego sama grająca na harfie, wszechstronnie wykształcona muzycznie i komponująca swoje piosenki – mieszczące się w bardzo znaczącym ostatnio folkowym nurcie amerykańskiej muzyki niezależnej. Jednak chyba nikt nie wyobrażał sobie, że eksplozja jest już tak blisko. Do ciężkiego licha, ile trzeba mieć odwagi, ile wyobraźni, żeby nagrać coś takiego? Żeby napisać coś takiego? Coś, co można porównać do poezji Walta Whitmana, a co w muzyce rockowej słyszałem ostatnio trzydzieści lat temu na płytach Van der Graaf Generator?

The meadowlark and the chim-choo-ree and the sparrow
Set to the sky in a flying spree, for the sport over the pharaoh
A little while later the Pharisees dragged comb through the meadow
Do you remember what they called up to you and me, in our window?


Tak się zaczyna album. Dalej jest refren – o różnicy między meteorach a meteorytach. W sumie w tym momencie równie dobrze mogłaby to być książka telefoniczna. Przez te trzy minuty pierwszego słuchania Aśka znokautowała mnie jak Lewis Gołotę.

Ys jest albumem bez ograniczeń. Bez wewnętrznej obawy, że „niezależni” fani się odwrócą, powiedzą „zbyt skomplikowane” i „barokowe”, a recenzent w Rolling Stone da jedną gwiazdkę. Utworów jest pięć, mają od siedmiu do szesnastu minut – Joanna otwarcie mówi w wywiadach, że opowieści, jakie opowiada, wymagają dla właściwego wybrzmienia treści właśnie takiego wymiaru. Ale przecież ani jedna sekunda na przestrzeni tych pięćdziesięciu kilku minut nie jest pusta, nie jest watą dźwiękową. Jak wielkie musiało być zaufanie wytwórni do Joanny, że nie tylko zaakceptowała jej wizję płyty, ale pozwoliła jej zaprosić do współpracy najsłynniejszych i pewnie najdroższych realizatorów i orkiestratorów - Steve’a Albiniego, Jimiego O’Rourke’a, Van Dyke’a Parksa? Ale też bez tej symfonicznej orkiestracji Ys byłoby zupełnie innym albumem. Zwłaszcza w Emily orkiestra wysuwa się właściwie na plan pierwszy, stając się równorzędnym partnerem dla głosu Joanny. W Monkey and Bear przenosi nas, wraz z głosem i harfą, na średniowieczny zamek – możemy się poczuć jak w trakcie jakiegoś występu trubadurów. Gdzie indziej natomiast (w Sawdust and Diamonds i Cosmii) orkiestra wycofuje się na dalszy plan i tylko od czasu kontrapunktuje lub robi tło, a w roli głównej jest Joanna i jej harfa.

Są albumy, które zachwycają od pierwszego przesłuchania, ale dość szybko mamy wrażenie, że odkryliśmy w nich już wszystko, co było do odkrycia. Są takie, które zachwycają dopiero po pewnym czasie, ale z każdym przesłuchaniem odkrywamy w nich coś nowego. Ys nie jest ani taki, ani taki. Jest jak wielki, barokowy zamek – z mnóstwem wieżyczek, baszt, murów, innych detali. Imponujący od pierwszego wejrzenia – ale dający przyjemność odkrywania na długie godziny zwiedzania. Przesłuchałem tę płytę już kilkadziesiąt razy pewnie – i ciągle jestem daleki od jej zgłębienia.

Album roku, bez jakiejkolwiek dyskusji.
 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.