ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Juglans Regia ─ Prisma w serwisie ArtRock.pl

Juglans Regia — Prisma

 
wydawnictwo: Produkcja własna / Self-Released 2002
 
01. Pioniere [06:41]
02. Respira [05:10]
03. Giochi di Luce [06:40]
04. Crepe [07:44]
05. L'ombra [06:41]
 
Całkowity czas: 33:34
skład:
Alessandro Parigi - voce; David Carretti - batteria; Massimiliano Dionigi - basso; Antonello Collini - chitarra; Lapo Martini – tastiere
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
Album słaby, nie broni się jako całość.
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
Album jakich wiele, poprawny.
Niezła płyta, można posłuchać.
Dobry, zasługujący na uwagę album.
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
Absolutnie wspaniały i porywający album.
Arcydzieło.

Łącznie , ocena:
 
 
Ocena: 6 Niezła płyta, można posłuchać.
26.08.2010
(Recenzent)

Juglans Regia — Prisma

Juglans Regia to formacja założona w 1992 roku przez Massimiliano Dionigi Dionigi, Alessandro Parigi i Davida Carretti, trójkę przyjaciół z Toskanii. Na początku nazywała się Raising Fear i tworzyła muzykę zorientowaną na klasyczny heavy metal. Działała niespełna rok, pozostawiając po sobie kasetę The Last Gate (1993) po czym do 1995 roku słuch o niej zaginął. W między czasie formacja przyjęła obecną nazwę, zaczerpniętą z łaciny jako „neutralnego” języka. Nazwę formacji można przetłumaczyć jako „drzewo orzechowe”, często też spotyka się uproszczoną nazwę „orzech włoski”. Drugim ważnym powodem wybrania nazwy łacińskiej był fakt iż nazwa angielskojęzyczna The Walnut Tree, występowała już w wielu piosenkach. Zespół spotykał się od czasu do czasu i cyklicznie co dwa lata wydawał kasety:  Juglans Regia (1995), Il sogno (1997) oraz Sinusoide/Grigio (1999). W 1991  roku do zespołu dołączył klawiszowiec Lapo Martini. W przeciągu tych dziesięciu lat istnienia zespół nagrał sporo materiału, ale docelowo na wydanej w 2002 roku debiutanckiej płycie kompaktowej znalazło się ich zaledwie... pięć.

Pięć utworów to zdecydowanie za mało. Pięć utworów przekłada się zaledwie na trzydzieści trzy minuty muzyki. Zaśpiewanej w całości po włosku, z bardzo ciekawym głosem wokalisty –mocnym, ale i ciekawym. Obfitującej w ciekawe mocne przejścia i rytmiczne riffy gitar (bo przecież zaczynali od NWOBHM) ale też bardzo mocno i intensywnie wspieranej przez zmieniające się klawisze. Pioniere urzekło mnie swoją końcówką, bardzo progresywną (pamiętając oczywiście, że mamy rok 2002) z mocnymi klawiszami. Respira to już w pełni dojrzały utwór prog-rockowy; świetne klawisze, ciekawe gitary, dobre tempo i nad wszystkim przebijający się śpiew. Gitary brzmią ciekawie, odrobinę przypominając stary Dream Theater. Słyszymy tu też wyeksponowaną linię basu i solo na klawiszach, oraz gitarę podobna do jednego z moich ulubionych brzmień, jakimi obdarza nas chociażby Jurek Antczak (z naszego rodzimego Albionu).  Giochi di Luce rozpoczyna się pięknym górskim motywem (wielkie przestrzenie, szybujące na nieboskłonie drapieżniki i samotny wędrowiec). Przez pierwsze dwie i pół minuty brzmi jak lekka balladka, ale potem wchodzą klawisze, bas, gitara – każde grające jakby na swoją nutę (co mi się strasznie spodobało) powodując zmianę balladki w dość mocny, pogmatwany utwór. Sam wokalista też trochę się bawi swoją partią, chwilami zaniżając głos do granicy fałszu.  Chłopaki kilkukrotnie zmianiają tempo i charakterystyke utworu, co tworzy wrażenie lekkiego chaosu, ale po wtórnym przesłuchaniu prezentuje się dobrze. Crepe to najdłuższy i mój ulubiony utwór na płycie. Z początku bardzo... metalowy, potem zaś łączący metal, progrock, psychodelię i oczywiście stare dobre artrockowe elementy. Mamy tu więc dużo ciekawych pasaży gitarowych i klawiszowych, a także poszukiwania brzmienia, które mogłoby nas wciągnąć w te muzykę. I całej piątce udaje się to bez trudu. Po trzech minutach jesteśmy już pełni dużo wrażeń, a przecież chłopcy się jeszcze nie rozgrzali. Gdzieś w tle usłyszymy nawet przejścia gitar zblizone do ... Cynic. Naprawdę świetne. Na zakończenie dostajemy bardzo żywiołową L’ombra. Zaczyna się dziwnie, jakby ktoś urwał jej początek, ale potem jest już całkiem miło. Pierwsza minuta to przejścia, slajdy, slajdy, przejścia – to co na całej płycie pokazuje Antonello. W pewnym momencie pojawiają się przesterowane szybkie riffy, wymieniające się z solówką i klawiszami. Ciekawe połączenie, zdecydowanie przyciągające do głośnika.

Całośc prezentuje się interesująco. Nie jest to może odkrywcza muzyka (na tej scenie wiele jest ciekawszych zespołów), ale Juglans Regia wypada całkiem dobrze. Poza tym wnosi trochę sródziemnomorskiego, lekkiego klimatu do domu.     

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2019 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.