ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Juglans Regia ─ Controluce w serwisie ArtRock.pl

Juglans Regia — Controluce

 
wydawnictwo: Mals 2005
 
01. Il prossimo Errore [04:52]
02. Magnifica Ossessione [05:58]
03. Riflessi [05:47]
04. Il Vento [12:01]
05. L'ultimo Respiro [05:02]
06. Quel Che Sembra [04:02]
 
Całkowity czas: 37:45
skład:
Alessandro Parigi - voce; David Carretti - batteria; Massimiliano Dionigi - basso; Antonello Collini - chitarra;
Gość: Alessandro Gepponi - Seconda voce in "Magnifica ossessione" e "Il vento"
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
Album słaby, nie broni się jako całość.
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
Album jakich wiele, poprawny.
Niezła płyta, można posłuchać.
Dobry, zasługujący na uwagę album.
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
Absolutnie wspaniały i porywający album.
Arcydzieło.

Łącznie , ocena:
 
 
Ocena: 5 Album jakich wiele, poprawny.
28.08.2010
(Recenzent)

Juglans Regia — Controluce

 

Drugi album studyjny włoskiej formacji progresywnej Juglans Regia rozpoczyna się ostro i lekko psychodelicznie. Jest to zdecydowanie bardziej dojrzała muzyka niż na poprzednim albumie, choć można dyskutować nad klasyfikacją jako zespołu progresywnego – bo przecież nie ma tutaj instrumentów klawiszowych, które zawsze były pewnym wyznacznikiem tego gatunku. W Il Prossimo Errores usłyszymy przede wszystkim przesterowane, mocne gitary, dobrze zaakcentowaną linię basu i dość dużo pasaży zarówno na jednym jak i drugim instrumencie. Całość wspiera chwilami bardzo mroczny śpiew Alessandro. Utwór zdecydowanie jest bardziej rock niż prog. Magnifica Ossessione rozpoczyna przodujący bas, aby za chwilę dopuścić inne instrumenty, które budują mocne szybkie, rzekłbym opętańcze intro. Między zwrotkami usłyszymy dużo gitarowych pasaży - od początku zreszta słychać, że Antonello postanowił zająć część sekcji klawiszowej swoimi gitarami, co musiało się przełożyć w zupełnie inne niż na albumie demo (Prisma) brzmienie. W środku dostajemy piekną solówkę kojarząca mi się z trochę z Van Halen, trochę z Testament (tak, wiem że to dziwne połączenie). Riflessi jest bardzo, bardzo refleksyjna, balladowa i ciepła. Bardziej jednak przynosi wspomnienia hardrockowych (chwilami może nawet thrashowych) niż progresywnych produkcji. Mocna, ciekawa piosenka idelna na popularne niegdyś „The best of Metal Ballads”

Uno scherzo di natura pura casualità
mi han lasciato come dono
l' invisibilità …

Il Vento zaskakuje przede wszystkim swoją długością. Zupełnie jakby muzycy nagle przypomnieli sobie, że najwspanialsze utwory rocka progresywnego sa właśnie długaśne. Takie utwory pozwalają muzykom dobrze się zaprezentować, opowiedzieć historię, rozwinąć ją, dopowiedzieć coś dodatkowego, powrócić i jeszcze raz się przypomnieć. I w zasadzie wszystkie te elementy mamy w tym utworze. Ciekawy śpiew (zróżnicowany w zależności od części utworu), dużo miejsc gdzie dany instrument jest wypychany na pierwszy plan przez pozostałe i ciekawą część solową rozpoczynającą się około siódmej minuty. Dostajemy w niej lekkie pasaże jak i mocne riffy. Słyszymy klimat budowany przez linie basu, ale też zmienne tempo i brzmienie perkusji. W dziesiątej minucie Alessandro aspiruje do muzyki Vaia... ale ze słabym, choć nie najgorszym skutkiem (słyszałem już gorzej wykonane popisy). L'ultimo Respiro to krok w kierunki bezkresnej otchłani psychodelii. Na szczęście dla zespołu tylko krok, bowiem przepadliby by w niej z kretesem. To też pierwszy utwór w którym nie rozumiem intencji wokalisty. Wyraźnie idzie swoją drogą, jakby rozmyślnie nie będąc zgranym z muzyką. Bardzo podoba mi się za to gitara, bardzo ekspresyjna zarówno w roli rytmicznej jak i solowej. Quel Che Sembra to już zupełnie inny świat. To jakby odrzut z sesji. Piękna głęboka gitara akustyczna na początku, po niej lekko blues-rockowa sekcja perkusy i basu.  Miłe i spokojne zakończenie płyty, choć wolałbym by cała była dłuższa; bo przeciez to znowu mniej niż czterdzieści minut.

Podsumowując: drugie wydawnictwo Włoskiego Orzecha pojawiło się po trzech latach. Zdecydowanie za duży okres jak na małą ilość materiału (no, gdyby to było siedemdziesiąt minut to co innego), choć nie wiem czy zespół poradziłby sobie z wymarzoną przeze mnie długością płyty. Słychać postęp, poszerzenie muzycznych horyzontów i ciągły rozwój. Ale z drugiej strony w roku 2005 grupa istniała już trzynaście lat. Ten materiał to trochę za mało...

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2019 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.