ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu World of Silence ─ Window of Heaven w serwisie ArtRock.pl

World of Silence — Window of Heaven

 
wydawnictwo: Black Mark Production 1996
 
1.Point Of No Return-7:37
2.Window Of Heaven-5:17
3.Mirror Of Contempt-6:32
4.Dreamweaver-6:33
5.Another World-7:05
6.Enigma-9:35
7.Box Of A Thousand Choices-8:47
8.Eyes-6:10
 
Całkowity czas: 57:38
skład:
Mathias Sandquist - voc/ Mikael Dahlqvist - git / Fredric Danielsson - bas / Thomas Heder - key/ Bruno Andersen - dr
Brak ocen czytelników. Możesz być pierwszym!
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Brak głosów.
 
 
Brak oceny
Ocena: * Bez oceny
05.08.2002
(Recenzent)

World of Silence — Window of Heaven

Dawno temu powstał sobie zespół Thershold, który postanowił dokonać mariażu neoproga z heavy metalem. Wychodziło mu to i nadal podobno wychodzi nie najgorzej, chociaż mariaż okazał się specyficzny - potężne, heavy metalowe riffy grają sobie, zaś klawiszowe brzmienia neoprogressive sobie, aczkolwiek czasami sytuacja taka potrafi wytworzyć świetną, uzupełniającą się całość - zwłaszcza mowa o debiucie z 1993 r. tudzież albumie Extinct Instinct z 1997 r. Tak czy siak powstał sobie również (i to dla potrzeb niniejszej recki jest ważniejsze) inny zespół, który ten mariaż postanowił doprowadzić do bardziej wysublimowanej, bardziej jednorodnej konsystencji, gdzie warstwa metalowa wraz z warstwą neopierogową smażą się na jednej patelni serwując nam całkiem, całkiem smaczne danie.

World Of Silence pochodzi ze Szwecji i w sumie tyle o nich wiadomo. Omawiana płytka wygląda na debiut formacji - debiut dość ciekawy z progmetalowego punktu widzenia.

Pierwsza kompozycja stanowi nader solidne zawiązanie całości albumu. Delikatny fortepian z początku - rychło romansujący z dość stonowaną, jak na razie, elektryczną gitarą wprowadza zgrabny i udany wokal - barwa głosu momentami kojarzy mi się z niejakim Pulem Menelem - gościem, który śpiewał na dwóch studyjnych krążkach IQ - Nomzamo oraz Are You Sitting Comfortably? Utwór już po chwili się rozkręca, a my słyszymy cięższe gitary plus, charakterystyczne dla klawiszowego progmetalu, syntezatorowe ściany przestrzennych teł. To oczywiście nie koniec bo kolej na klimatyczne, neoprogowe wstawki, a potem znów cięższe uderzenie, wciąż jednak eskortowane echami muzyki Pallas, IQ, Pendragona i spółki. No to macie w akcji właśnie World Of Silence. Nosz bardzo, bardzo milusie granie jak to zwykła mawiać pewna tyleż śliczna co groźna osóbka :-) Nasz wokal zdobywa się nawet na bardziej pachnące metalem zaśpiewy, choć z rzadka. My tu gadu gadu, a tymczasem Point Of No Return ładnie przechodzi w kompozycję tytułową i powiem Wam, że to jeden z najpiękniejszych, najbardziej przejmujących, instrumentalnych kawałków jakie zdarzyło mi się usłyszeć. Posłuchać tej romantycznej, stricte neoprogowej gitary i... nie umrzeć... raczej otworzyć sobie dobrego brofffca dla uczczenia wykreowanej atmosfery i tegoż zacnego strunowego instrumentu, którego drugie podejście do tematu na pewno na długo zapadnie nam w uszy. Trzeci w kolejności Mirrors Of Dream jawi się jako luźne, fajne wariacje na temat twórczości Dream Theater, czy od biedy Magellana, że przywołam tych bardziej znanych. Wrzuciłbym tu też takiego Ice Age, choć pamiętać należy, że nasi Szwedzi są w stosunku do tych ostatnich chłopoków chronologicznie wcześniejsi jakkolwiek mniej znani. Z uwagi na doskonałe przejście ani się oglądamy a tu już wybrzmiewa Dreamwaver - to jakby kontynuacja wcześniejszego fragmentu. W tym momencie uważny czytelnik zauważy: no Dobas nie pier....l - to w końcu z czym mamy do czynienia? Mieszanką europejskiego neoproga z metalem czy szkołą melodyjnego, lecz i dość technicznego progmetalu spod znaku Magna Carty? A ja odpowiem: a do diabła z tym! Trochę i tego i tego, po prostu Szwedzi udowadniają, że "strasznie" ich obchodzą te kontynentalne różnice i polewają je sikiem prostym tudzież spontanicznym doskonale się przy tym bawiąc co pewnie jest daleko ważniejsze. No bo wystarczy przywołać początek Another World - znów jakiś takiś Pincusowaty Ice Age, ale na krótko, wokal wnet staje się skandujący, niemal "żygający" (bo co do zasady im głębiej w płytkę Szwedzi na tym polu poczynają sobie drapieżniej i śmielej), po czym kolejna zmiana, uspokojenie i finał przy pląsach gitary akustycznej, na sam koniec doprawiony bardziej metalurgiczną piąchą. Chcąc jakoś ratować honor początku recki muszę skupić się na Enigma. Utwór jest długi, ale prosto zbudowany: ciągnące się jak flaki z olejem choć niezłe, wokalne smędzenie dwakroć zostaje ukoronowane wręcz krystalicznie czystą, noeprogową solówką syntezatorową - szkoda, że tak krótką w końcówce, ale i tak brzmienia by wczesny Mark Kelly decydują o obliczu całości.

Dwa ostatnie utwory to kolejne ekletyczne neopierogowo - metalowe kawałki. W Box Of A Thousand Choices wyróżnia się uroczy fragmencik z dziecięcymi głosikami pośród nawiedzonej pozytywki (a już myślałem że zakończenie Green Carnation - Light Of Day, Day Of Darkness jest takie oryginalne z tym stylistycznym chwytem - bo tam też napotkamy dziecięce głosiki, a po krótkim interwale czasowym - na pozytywkę) tudzież fragmenty kojarzące się ze środkowym, względnie popowym, fragmentem twórczości IQ. Z kolei w Eyes intryguje mały kawałeczek z użyciem jakiejś takiejś harmonijki czy cuś w tym stylu - nosz chłopoków nie sposób posądzić o monotonię w zakresie użytych środków wyrazu.

Powyższe spostrzeżenia nie zmieniają oczywiście mego werdyktu o całokształcie albumu - Szwedzi z World Of Silenece znacznie rozwinęli pierwotną koncepcję Thresholdu i w rezultacie wyszła im świetna płyta spod znaku when neoprog and metal unite korespondująca z poszukiwaniami takich kapel Magna Carty jak Lemur Voice, Dali's Dilemma czy zwłaszcza Ice Age. Hm... no trochę całym tym tekstem pewnie czytelnikowi namotałem w głowie, ale przynajmniej nie muszę zmieniać zawiązania recki bo mi się nie za bardzo sce :-) Tak czy siak najważniejszy jest tu World Of Silence, który Ddarek, dla odmiany zapewne, wykuł kilofem, bo podczas kolejnej przechadzki po Biegunie Polarnym niedopałek papierosa poleciał mu w pewne szczególne miejsce, zaś DDarek jako człowiek kulturalny nie zostawia po sobie śmieci na łonie natury i zawsze z uwagą stuka w takież intrygujące obszary za co mu chwała :-) A World Of Silence gra po prostu uroczą muzykę i tyle podsumowania "w temacie".

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.