ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Airbag ─ Identity w serwisie ArtRock.pl

Airbag — Identity

 
wydawnictwo: Karisma Records 2009
 
1. Prelude 5:11
2. No Escape 5:45
3. Safe Like You 7:58
4. Steal My Soul 8:02
5. Feeling Less 5:05
6. Colours 8:07
7. How I Wanna Be 7:04
8. Sounds That I Hear 7:26
 
Całkowity czas: 54:45
skład:
Asle Tostrup – Vocals / Bjorn Riis - Guitars, Vocals / Jorgen Hagen – Keyboards / Anders Hovdan - Bass Guitar / Joachim Slikker - Drums
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 0
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 0
Album jakich wiele, poprawny.
› 2
Niezła płyta, można posłuchać.
› 3
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 6
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 17
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 21
Arcydzieło.
› 17

Łącznie 66, ocena: Absolutnie wspaniały i porywający album.
 
 
Ocena: 7 Dobry, zasługujący na uwagę album.
01.10.2009
(Recenzent)

Airbag — Identity

Identity to album, o którym usłyszałem na … stacji benzynowej. Zdarzenie miało miejsce gdzieś między Inowrocławiem a Trzemesznem, o pierwszej w nocy w drugi weekend września, gdy wracaliśmy z bratem z festiwalu w Inowrocławiu. Popijaliśmy kawę (bo trochę drogi wówczas było przed nami), gdy na wspomnianą stację  dojechały kolejne samochody, wiozące uczestników inowrocławskich koncertów. Jeden z nich, widząc nas poubieranych w koszulki Nosound podszedł i zapytał, czy znamy nagrania zespołu Airbag. Zareklamował muzykę na tyle skutecznie, że kilka dni później już płyta Norwegów zakręciła się w moim odtwarzaczu.

I o niej będzie w niniejszej recenzji.

Airbag zastosował taktykę coraz bardziej popularną wśród „młodych” zespołów. Nagrał kilka utworów i umieścił je bezpłatnie w sieci, skąd można było zassać poszczególne nagrania. Oczywiście ten fakt umknął mi zupełnie – nie wiedziałem, ani że taki zespół istnieje, ani , że nagrane przezeń utwory można znaleźć na ich stronie internetowej. Dzięki temu do płyty Identity podszedłem, jak do czystej kartki. Bez (no prawie) oczekiwań, bez specjalnych nadziei, ot, licząc na kawałek dobrej muzyki, który może (ale nie musi) mnie oczarować. Albo przynajmniej sprawi, że nie zacznę ziewać, czując znużenie kolejną bylejakością produkcji. I… powiedzieć, że zdziwiłem się niezmiernie, to byłoby zbyt kolokwialne stwierdzenie.

Identity zaczyna się w taki sposób, że pierwsze o czym pomyślałem po wysłuchaniu Prologu, to … Out Of Myself grupy Riverside. Tak, dokładnie, dożyliśmy tej pociechy, w której te dźwięki trafiły pod strzechy!! Klasyczna już chyba w tej chwili pozycja naszej rodzimej grupy mogła (ale żeby nie było – to jest subiektywna opinia niżej podpisanego!!!) być przyczynkiem, który spowodował, że „Tożsamość” tak właśnie brzmi. Więcej szczegółów w tej sprawie znajdziecie w recenzji Loraka. Wprowadzenie do albumu jest jednocześnie wyznacznikiem stylu we wszystkich nagraniach. Melodia: ta króluje na całym albumie wszem i wobec. Panoszy się zupełnie bezczelnie, za nic sobie biorąc potencjalne słowa krytyki, że momentami jest zbyt „słodka”. Jest w śpiewie wokalisty, wybrzmiewa w klawiszowych pasażach, wyraźnie wreszcie narzuca się słuchaczowi w partiach solowych gitary. Wszędobylska, świadoma swoich walorów, po prostu świetna i już.

Przyjemnie zrealizowane, ani zbyt krótkie, ani zbyt długie utwory pozwalają się tymi melodiami nacieszyć. Choć takie np. No Escape kończy się niestety w momencie, gdy zaczyna być naprawdę ciekawie. Na ile to świadome podejście zespołu (bo można ten końcowy fragment rozwinąć w kilkunastominutową, transową codę), a na ile to wymóg realizacji (bo to mogłoby być nagranie „singlowe”) tego się pewnie nie dowiemy. Na szczęście rozpacz po dobrze zapowiadającym się utworze szybko mija za sprawą wyjątkowo pięknej melodii „Safe Like You”. Pozostałe utwory trzymają poziom wymienionych wyżej nagrań. Realizacja, bogata brzmieniowo, z całą gamą ozdobników i nakładających się na siebie warstw pozwala na wysłuchanie każdego z nagrań w sposób ocierający się o misterium. Delikatne, zupełnie perfekcyjne brzmienie klawiszy, łagodny, stonowany śpiew wokalisty (żadnych krzyków ani porykiwań), i przede wszystkim gitara, krystalicznie czysta i romantycznie brzmiąca – całość składa się na obraz naprawdę pięknej płyty, dla której warto znaleźć trochę miejsca na półce.

Oczywiście, „Tożsamość” to nie jest odkrywanie Ameryki. Tak się gra w środowisku i basta. Norwegowie prochu nie wymyślili, ale … słucha się tego albumu z dużą przyjemnością. Że brzmi w tej muzyce Pink Floyd? Co z tego?! Że No-Man? No to co?! Że Nosound, Anathema, i parę innych bardziej znanych grup? Uwierzcie (albo nie) – to bez znaczenia. Liczy się przecież muzyka, ta z gatunku wzruszająco – zachwycających. A że wtórna?? No cóż, nie przesadzajmy z tzw. poszukiwaniami nowych brzmień. Czasami to zupełnie nie jest potrzebne.

Cóż, dziwnie to bywa, ale o niektórych płytach dowiadujemy się przez przypadek, zupełnie się tego nie spodziewając. Czasami też zdarza się, że taka informacja do nas dociera w miejscu absolutnie nieprzewidywalnym. W czasie, gdy myślimy  o wszystkim, tylko nie o nowej muzyce zupełnie nieznanego zespołu. Tak było właśnie z bardzo dobrym albumem Identity.

Airbag – sądzę, że warto tę nazwę zapamiętać.


 

PS. Dla nieznajomego ze stacji benzynowej = wielkie podziękowania.
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2018 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.