ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Melvins ─ Hostile Ambient Takeover w serwisie ArtRock.pl

Melvins — Hostile Ambient Takeover

 
wydawnictwo: Ipecac Recordings 2002
 
1. Black Stooges - 0:31
2. Untitled Track - 5:58
3. Dr. Geek - 2:35
4. Little Judas Chongo - 2:02
5. The Fool, the Meddling Idiot - 7:49
The Brain Center at Whipples - 3:50
7. Foaming - 7:46
8. The Anti-Vermin Seed - 15:51
 
skład:
Dale Crover - drums, keyboards, vocals / King Buzzo - guitar, vocals / Kevin Rutmanis - bass, slide bass / Dave Scott Stone - electronics
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 0
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 0
Album jakich wiele, poprawny.
› 0
Niezła płyta, można posłuchać.
› 0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 0
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 1
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 3
Arcydzieło.
› 1

Łącznie 5, ocena: Absolutnie wspaniały i porywający album.
 
 
Ocena: * Bez oceny
18.07.2003
(Recenzent)

Melvins — Hostile Ambient Takeover

Log in.
Login Status: live.

The Melvins...czy ktoś jeszcze o nich pamięta? Niegdyś zespół - legenda, korzenie grunge'u. Właściwie to legenda dla dociekliwych bo The Melvins, mimo że protoplaści, nie zrobili właściwie żadnej kariery w porównaniu z tuzami sceny Seattle i okolic typu Nirvana, Soundgarden czy Pearl Jam. Kamień węgielny został odrzucony przez budujących. Do diabła jednak z grunge'm! Dziś chodzi o znakomitego indie rocka podlanego niezłym eklektyzmem w postaci brzmień metalowych, bluesowych czy, jak sugeruje tytuł wydawnictwa, ambientowych.

Kiedy zespół liczy już sobie te 22 lata, zaś nie zwykł muzycznie próżnować, często mamy do czynienia z dość obszerną dyskografią. Omawiana płyta to bodaj 17 long w historii grupy - grupy nigdy należycie nie docenionej, miotającej się w wielu różnych gatunkach muzycznych, ewoluującej, a nie stojącej w miejscu. Ewolucja nigdy w sumie nie zatarła najwcześniejszych fascynacji w postaci dorobku Black Sabbath czy Kiss, niemniej na czasy dzisiejsze to już kompletnie inna muzyka. Jakie szczęście, iż termin "indie rock" to taka pojemna szufladka. Myślę, że przyjrzenie się The Melvins Anno Domini 2002 może być dla wielu słuchaczy, zwłaszcza tych odrobinkę starszych, wielce interesujące.

Spotkałem się z opinią jakoby współczesna maniera The Melvins sprowadzała się do garażowego jamu z udziałem Franka Zappy, Primus, Tool i Mr. Bungle. He, he - no nie przesadzajmy aż tak bardzo - wystarczy mix Zappa/Primus by wykreować nie dające się nawet wyśnić muzyczne szaleństwo - nasi bohaterowie aż tak dobrzy nie są, niemniej potrafią pozytywnie zafrapować. Przed nami krążek znakomity, wielce pomysłowy tudzież, co najważniejsze, progresywny w rozumieniu finezyjnie podanego słuchaczowi eklektyzmu.

Hostile Ambient Takeover stanowi kolejny album wydany przez label Ipecac - związany z postacią Mike'a Pattona. Tam się szmiry i nudziarstwa nie wypuszcza. Wspomniałem o bogatej szufladce indie rock nie bez kozery bo też późną - współczesną twórczość The Melvins postrzega się różnie - jako heavy metal/alternative metal/post-grunge/post-punk czy nawet math-rock elementami ambientu. Ile w tym prawdy? Prawdę wytwarza sobie odbiorca muzyki, zaś piękno jest tylko w oczach patrzącego i w uszach słuchającego. Takiej muzyki nie da się prosto zdefiniować i w tym leży jej siła. Spróbuję opisać Wam ten album na miarę własnych możliwości, ale nie spodziewajcie się wielu porównań - The Melvins od początku byli w miarę oryginalni i do dziś takimi pozostają - kapelusze z głów za bezkompromisowość tudzież własną, stricte - niekomercyjną, niezależną manierę - manierę, jak dla mnie, progresywną, co uprawnia zarekomendować zapomnianych bohaterów na stronicach Caladana.

Znów się muszę odnieść do nie moich słów - ale tym razem bardzo celnych: otwierajacy album połminutowy track Black Stooges rzeczywiście brzmi jak odrabianie pracy domowej adepta szkoły muzycznej ćwiczącego grę na perkusji - ależ jajcarski wstęp :-) Niech no jednak wejdzie tylko Untitled Track (LOL z nazwy) od razu robi się ciekawiej. Mocne, co do zasady, granie, gdzie King Buzzo zdziera sobie gardło na modłę Hetfielda, niemniej to nie żadna Metallica. Przed czwartą minutą pojawiają się długo wytrzymywane na gitarze, zgiełkliwe, brudne i chaotyczne dźwięki - propozycja często wykorzystywana przez zespoły indie / math, a nawet post-rockowe (zresztą kto się połapie gdzie leży jakakolwiek granica). Mi się taki zabieg kojarzy z niektórymi dokonaniami Don Caballero - Wam może kojarzyć się zupełnie inaczej - mało w sumie ważne, lubię takie patenty wyrosłe z grunge'u wraz z jego brzmieniowym, czysto rockowym - nie metalowym, brudem jak mniemam (może niesłusznie, lecz to ja jestem tu recenzentem :-) Dr Geek to króciutka, radosna, mocno bluesowa, bezpretensjonalna propozycja świetnie odegrana. Krótszy jeszcze Little Judas Chongo frapuje brzmieniem gitar i zmianami rytmiki - krótkie, acz pomysłowe dziełko - brawo! Teraz The Fool, The Meddling Idiot - znów post - grunge'owy brud, choć siłą kompozycji pozstają wariacje brzmieniowe - wybuchające w drugiej części po rozprowadzeniu utworu w zdałoby się stylu takiego Sevenchurch z dokonaniem Black Insight - doomowo-ponurackiego. Na koniec znów pora na odrabianie lekcji :-) The Brain Center At Whipples kończy tzw. "sztampową" część albumu - The Melvins grali dotychczas w swoim poszukującym, acz dość przewidywalnym jednak stylu, fajne, dobre muzykowanie, ale chciałoby się czegoś więcej.

Coś więcej zaczyna się wraz z Foaming, choć z początku trudno to zauważyć. Dajcie jednak czas temu kawałkowi, dajcie wsiąknąć w Was przesterowanym głosom eskortowanym, małymi momentami soft-thrashowym brzmieniem (bardzo soft i bardzo momentami :-) - ot takie se nudziarstwo stopniowo przechodzące w tytułowy ambient, zaczyna się to to ok. 4 min wprowadzając nas powoli do długaśnego, uroczego finału wydawnictwa. I wreszcie jest - blisko 16 minutowy utwór The Anti-Vermin Seed. Jak dla mnie cudowna kompozycja. Dark, nie-dark, srał na te etykietki pies - AMBIENT. Wow! Jakie to ponure, brudne, smutne, nadziane repetycją z elektronicznymi eksperymentami brzmieniowymi i gitarowymi dziwactwo. Ma to owo cuś w sobie klimaty, które mi nieodmiennie kojarzą się z komputerowym Doomem - niepokój, dekadencja, nieugięte brnięcie naprzód. Już nikt w tej bazie nie żyje - pozostałeś sam, zdany na swój cholerny blaster, w którym coraz mniej amunicji. Wiesz, że i tak zginiesz, odśpiewasz swoją przeraźliwie smutną pieśń śmierci, tylko że nikt nie zostanie by ją kiedyś powtórzyć. Jesteś żyjącym i chodzącym trupem, zapasy aprowizji się kończą, nadzieja w sercu gaśnie. Nie będzie kills report, będzie tylko Twoja czerwona, okrwawiona twarz i przeraźliwy krzyk śmierci. Przed Tobą drzwi - musisz je otworzyć bo zostałeś stworzony by iść ciągle naprzód. Otworzysz je.... otworzysz i zginiesz. Otwierasz... widzisz twarz wroga, dostrzegasz absurdalność całej tej sytuacji. Gdzieś w zakamarku duszy czujesz, iż chciałbyś to jednak przeżyć, wyjść cało. Ta stacja jest nawiedzona, a Ty wcale nie jesteś najgorszym jej demonem, choć tak byś chciał być... Osuwasz się na kolana, gwałtowniejsza pod koniec muzyka podkreśla ból jaki rozrywa Twoje ćwiartowane ciało, coraz bliżej podłogi, głos, szept przechodzący w rzężenie. Mamo, Diano tak Was kochałem, choć teraz już nie wiem co to miłość, stworzono mnie i edukowano bym zabijał, zaś tymczasem zabijają mnie. Kurtyna nieubłagalnie opada w dół. Głos w intrerkomie przypomina skrzeczenia tych obcych w białych fartuchach, którzy wydobyli Cię na światło dzienne w majestacie szpitala. Oczy zasnuwają się mgłą, to nawet nie boli tak jak powinno, odpływasz i zasypiasz. Kiedy byłem mały myślałem, że Bóg mieszka na słońcu, miałem gorączkę, moje ręce przypominały balony, boje się, czuję to, boję się, kto tak ładnie i przeraźliwie smutno śpiewa? Kto? Kt.....................

Login status: dead
Log out.
Mission failed.
Try again.

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.