ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Ivanhoe ─ Symbols Of Time w serwisie ArtRock.pl

Ivanhoe — Symbols Of Time

 
wydawnictwo: Avalanche Rec. 1995
 
1.Symbols Of Time (5:54)/ 2.Wide Open (6:57)/ 3.By A Feeling (4:52)/ 4.Raining Tears (6:32)/ 5.Vibrations (6:37)/ 6.Irrigate Poisoning (6:10)/ 7.Through The Lies (6:47)/ 8.Silent Ceremony (5:18)
 
Całkowity czas: 49:09
skład:
Andy Frank - voc / Chuck Schuler - git / Giovanni Soulas - bas / Markus Britsch - key / Lars Horning - dr
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 0
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 0
Album jakich wiele, poprawny.
› 1
Niezła płyta, można posłuchać.
› 0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 0
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 1
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 1
Arcydzieło.
› 3

Łącznie 6, ocena: Absolutnie wspaniały i porywający album.
 
 
Ocena: * Bez oceny
08.02.2004
(Recenzent)

Ivanhoe — Symbols Of Time

Proponuję podróż w czasie. Przenieśmy się do pierwszej połowy lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia kiedy to szuflada z napisem „pregressive metal” pachniała nowością i zawierała parę – paręnaście nazw (w przeciwieństwie do dnia dzisiejszego kiedy to ów wirtualny mebel pęka w szwach). Przyjrzyjmy się dokładniej latom 1994-1995. Dream Theater nagrywa A Change Of Season. Magellan ma na koncie dopiero dwie płyty. Włoscy pionierzy z Black Jester szczycą się wydaniem Welcome To The Moonlight Circus. Sieges Even realizuje Sophisticated. Vanden Plas debiutują Colour Temple. Payne’s Gray realizują genialny Kadath Decoded. Fates Warning są w trakcie komponowania swego przełomowego dzieła A Pleasant Shade of Gray. Queensryche realizują Promised Land. I tak naprawdę to prawie wszystko. Nie było jeszcze mowy o tak bogatej dzisiaj scenie skandynawskiej. Prawdziwy bum miał dopiero nadejść w latach 1996-1999...

Powyższy ekspresowy rys historyczny był konieczny aby podkreślić niezwykłość albumu, który jest bohaterem niniejszej recenzji. Faktycznie nazwa Ivanhoe nie jest za szczęśliwa. Kojarzy się bardziej z zespołami uprawiającymi rycerski power metal niż ze szlachetnym progmetalowym bandem:-) Kiedy w 1994 roku ukazała się ich debiutancka płyta Visions...and Reality nic nie wskazywało na przyszłą genialność zespołu. Owszem. Debiut był w dość ciekawy ale ociekał niestety lekką „amatorką”. Zespół poszukiwał i doprawdy żadne znaki na niebie i na ziemi nie wskazywały, że już wkrótce brzydka gąsienica przeistoczy się w pięknego motyla. Symbols Of Time ukazuje się zaledwie po roku. Tylko rok....muzycznie dla zespołu minęły lata świetlne!!! Ivanhoe dokonał prawie niemożliwego skoku nadprzestrzennego. Nie pozostało ani śladu po tamtym zespole znanym z debiutanckiego krążka. Trudno jest dzisiaj spekulować dlaczego tak się stało. Przyjmijmy, że nadszedł po prostu TEN czas. Palec Boży...

Już lektura otwierającego album utworu tytułowego wyraźnie wskazuje na poważna zmiany stylistyczne. W miejsce „starego” Ivanhoe mocno zainspirowanego twórczością Queensryche i Fates Warning powstaje nowy, którego twórczość jest wynikiem oczarowania kultowym Images and Wards Teatru Marzeń. W tym miejscu wydawać by się mogło, że niemiecki Ivanhoe stanie w pierwszych szeregach zespołów – klonów, które w późniejszych latach rozrosły się do pokaźnej rzeszy. Nic podobnego. W kolejnych utworach, a w szczególności w Wide Open, Raining Tears i Vibrations obok klasycznego progmetalu czuje się znaczny powiew muzyki neoprogresywnej. Niemcy jako jedni z pierwszych wpadli na pomysł połączenia pozytywnych wibracji jakie płynął z muzyki reprezentowanej przez Dream Theater i Marillion. Ów mariaż okazał się bardzo udany. Po paru latach zespołów stosujących takie zestawienie powstanie spora grupa. Rzeczą, która mnie najbardziej urzekła w Symbols Of Time jest wręcz misterna delikatność tej muzyki. Niby metal, niby ostre riffy, jednak ma się wrażenie, że granie to jest niczym pajęcza sieć rozedrgana w lekkiej porannej bryzie. Wrażenie to potęgują liryczne momenty, których przedstawicielem jest niesamowita ballada By A Feeling, w której obok Andy Francka gościnnie zaśpiewała Britta Klaasen. Skoro jesteśmy przy mikrofonie........Andy Franck jest wokalistą o fenomenalnych warunkach głosowych i niespotykanej skali. Tak jak na debiucie Visions...and Reality głos Andy’ego był delikatnie mówiąc nieoszlifowany tak na Symbols Of Time jest już w pełni ukształtowany. Późniejsze wydawnictwa z udziałem pana Francka pokazały, iż okazał się on artystą wiecznie doskonalącym swe umiejętności...

Mimo dziewięciu lat, które minęły, albumu Symbols Of Time słucha się znakomicie. Cały czas kipi on świeżością i porywającą formułą. Bezsprzecznie wydawnictwo to było drogowskazem dla pokaźnej grupy niemieckich progmetalowców, których płyty nosiły ślady tego kultowego w niektórych kręgach wydawnictwa. Płyta ta koniecznie powinna się znaleźć w zbiorach każdego szanującego się progmetal – maniaka!!!

Po Symbols Of Time Ivanhoe wydali jeszcze Polarized.....ale to już inna opowieść, do której wkrótce powrócę...:-)

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.