ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Limp Bizkit ─ Significant Other w serwisie ArtRock.pl

Limp Bizkit — Significant Other

 
wydawnictwo: Interscope 1999
dystrybucja: Sony Music Polska
 
1. Intro (Durst, Borland, Otto, Rivers) [00:37]
2. Just Like This (Durst, Borland, Otto, Rivers) [03:34]
3. Nookie (Durst, Borland, Otto, Rivers) [04:49]
4. Break Stuff (Durst, Borland, Otto, Rivers) [02:46]
5. Re-Arranged (Durst, Borland, Otto, Rivers) [05:56]
6. I’m Broke (Durst, Borland, Otto, Rivers) [03:59]
7. Nobody Likes You (Durst, Borland, Otto, Rivers, Davis, Weiland) [04:19]
8. Don’t Go Off Wandering (Durst, Borland, Otto, Rivers) [03:59]
9. 9 Teen 90 Nine (Durst, Borland, Otto, Rivers) [04:36]
1 0. N2 Gether Now (Durst, Borland, Otto, Rivers, Martin, Smith) [04:49]
11. Trust (Durst, Borland, Otto, Rivers) [04:59]
12. No Sex (Durst, Borland, Otto, Rivers, O’Brien) [03:54]
13. Show Me What You Got (Durst, Borland, Otto, Rivers) [04:26]
14. A Lesson Learned (Durst, Borland, Otto, Rivers) [02:39]
15. Outro (Durst, Borland, Otto, Rivers) [07:17]
16. [00:04]
 
Całkowity czas: 62:53
skład:
Fred Durst – Vocals. Wes Borland – Guitar. DJ Lethal – Turntables, Samples, Keyboards, Programming, Sound Development. Sam Rivers – Bass. John Otto – Drums, Percussion. Les Claypool – Bass, Vocals. Aaron Levis – Backing Vocals. Jonathan Davis – Backing Vocals. Anita Durst – Backing Vocals. Method Man – Vocals. Matt Pinfield. Scott Borland. Mathematics.
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
,10
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
,3
Album słaby, nie broni się jako całość.
,1
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
,1
Album jakich wiele, poprawny.
,2
Niezła płyta, można posłuchać.
,1
Dobry, zasługujący na uwagę album.
,1
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
,2
Absolutnie wspaniały i porywający album.
,1
Arcydzieło.
,5

Łącznie 27, ocena: Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
 
 
Ocena: 8 Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
13.02.2011
(Recenzent)

Limp Bizkit — Significant Other

Taka trochę mimoza ten Wojtek. Niby mu się nie chciało, bo ta tzw. ćwiara to tak jednorazowo miała być, na orwellowski rok 1984, ale Strzyż się uparł, to biedak ciągnie to dalej. I tak mówiąc, zarezerwował sobie na ćwiarę praktycznie wszystkie najlepsze płyty AD 1986 (z paroma wyjątkami). Skoro więc w tym roku ćwiara jest głównie Wojtkowa – Strzyż wymyślił coś innego. Oczywiście poza cyklem floydowskim.

Jakoś tak parę tygodni na forum pojawiły się głosy, że skoro I dekada XXI wieku za nami, to może by jakieś podsumowanie sklecić. Zasiadłem więc, coby zrobić jakiś prywatny top dekady, i po długiej chwili wstałem z mocno nietęgą miną. Dziesięć lat, a gdyby nie pojedyncze przebłyski dobrej lub znakomitej formy Wielkich (Archanioł Majsterkowicz, David Gilmour, Józef Skrzek, Tool) albo tych nie do końca Wielkich, ale zasługujących na uwagę (Porcupine Tree) i gdyby nie parę fajnych babek (Aśka, Kaśka, Bjorkówna), to raptem ostałyby się trzy płyty, które zasługują na wyróżnienie. Dla porównania, spróbowałem ułożyć listę płyt i wykonawców z lat 90., które budzą w mojej skromnej osobie jakieś żywsze uczucia. Nawet pomijając te, których recenzje już zawisły w serwisie – oj, długa to była lista, długa. Tak więc, proszę Państwa – Strzyża subiektywny rzut oka na glorious nineties.

Co by tu dać na początek? Przyjrzyjmy się liście. To zbyt normalne jak na pierwszy ogień, a to już klasyka, więc sobie może zaczekać. Coś z proga? Metal? Klasyczny rock? Może potem. Jakieś songwriterskie klimaty? Elektronika różnego rodzaju? Szalona mieszanka stylów z dominacją muzyki etnicznej z różnych stron świata? Na razie nie mam weny. Pop? Ta płyta dobra, ale to może też potem, a to z kolei taka guilty pleasure, więc to może latem, będzie pasowała nastrojem. O, pieniacz w czerwonej czapeczce się załapał. W sam raz na dobry początek. Co wybrać? Debiutancką surowiznę „Three Dollar Bill Y’All$”? Doszlifowaną, przebojową „Chocolate Starfish”? „Significant Other” stylistycznie i chronologicznie wylądowało pośrodku. I w sumie chyba z całej trójki najlepsze.

Lata 80. to w metalu przede wszystkim NWOBHM, thrash i tzw. pudel metal. Lata 90. to z kolei era mieszania, żenienia metalowych gitar z różnymi rzeczami. Metal alternatywny (nie trawię tego określenia), metal industrialny i bardzo pojemny wór o nazwie nu-metal. Czyli: ciężkie gitary, sporo elektronicznych podbarwień i sampli, do tego często elementy hiphopowe: skrecze, agresywne rapowanki. Szlak pioniersko przecierali muzycy Korna (a jeszcze wcześniej ostry, agresywny rap i ostre, agresywne gitary łączyli Aerosmith i Run-DMC oraz Anthrax; była też płyta z muzyką do filmu „Judgment Night”). Po komercyjnym sukcesie ich płyt, zaczęły się pojawiać kolejne zespoły łączące rymowanie z ostrym graniem i elektroniką. Między innymi piątka muzyków z florydzkiego Jacksonville, której taśma demo zainteresowała muzyków Korna na tyle, że przekazali taśmę swojemu producentowi, Rossowi Robinsonowi. Robinson zainteresował się niedoświadczonym jeszcze zespołem o nazwie Limp Bizkit. Pierwsza, wydana w roku 1997 płyta sprzedawała się tak sobie, ale dzięki długiemu koncertowaniu zespół zaczął powoli wyrabiać sobie markę wśród rap-metalowej braci. Druga płyta – „Significant Other” właśnie – była bardziej dopracowana studyjnie, a przede wszystkim zawierała lepsze kompozycje. I to właśnie ona uczyniła z Bizkitów gwiazdy.

Patent LImp Bizkit na granie jest w sumie dość prosty. Spora dawka elektroniki w podkładzie, dodającej głębi brzmieniu. Ostro cięte, mocne riffy i podkłady gitarowe, nierzadko tnące równo z gitarą basową. Ozdabiające całość skrecze i sample. I warstwa wokalna, z przewagą agresywnego, wściekłego rapowania (nalepka „Parental Advisory” jest zdecydowanie na miejscu), choć śpiewu nie brakuje. Choć wbrew pozorom, nie brakuje tu kompozycji nieco spokojniejszych, mniej agresywnych. Nie brakuje też melodyjnych refrenów. Takie „Just Like This”, mimo sporego ciężaru gitarowego hałasu, cały czas zachowuje melodyjność. Jeszcze chyba spokojniej wypada „I’m Broke”. „Nookie” wchodzi już na większe obroty, i rapowanie w zwrotkach, i skandowanie w refrenie robi się wyraźnie agresywniejsze, bardziej wściekłe. Co zresztą pasuje do muzyki, bo w zwrotce mamy bardziej stonowane elektroniczne podkłady, a w refrenie ostrą gitarową jazdę. „Break Stuff”, „Don’t Go Off Wandering”, „9 Teen 90 Nine”, czy zwłaszcza „Trust” to już agresywna jazda przez cały czas: wściekłe skandowanie i ostro tnąca, przesterowana gitara. Chociaż w „Trust” w pewnym momencie czad nagle się zatrzymuje i przechodzi w spokojny, pełen skreczy finał. Rozsamplowane, trwające prawie 6 minut „Re-Arranged” to oba trendy w jednym utworze: początek jest spokojny, dość melodyjny, po pewnym czasie jednak brzmienie się zaostrza. Podobnie jak w „Nobody Likes You”. Fred często zawzięcie rapuje albo skanduje, ale zdarza mu się też zaśpiewać: w „No Sex” śpiewa cały czas, i wychodzi mu to nie najgorzej; zresztą cały utwór jest przyjemnie melodyjny mimo ciężkich gitar. Dla kontrastu, w „Show Me What You Got” mamy do czynienia już głównie z rapowankami. I z chętnie stosowanym przez Bizkit patentem: nieco spokojniejsza (muzycznie) zwrotka plus gitarowy ciężar refrenu. Zaś finałowe "Outro" to zlepek kilku kompozycji; w jednej z nich gra na gitarze basowej i melodeklamuje (w swój charkterystyczny sposób) Les Claypool z Primusa

Nie jestem jakimś wielkim fanem rap-metalu (a już rapu na pewno nie), tym niemniej akurat Fred Durst i jego czeladka lądowała w moim odtwarzaczu bardzo regularnie. Po prostu, bezczelność, bezpośredniość i specyficzny, sztubacki urok tej muzyki mają w sobie coś, co wciąga. Poza tym, w latach 90. na porządku dziennym było postmodernistyczne mieszanie różnych stylów i ta płyta jest bardzo reprezentatywna dla tego trendu. Co zaś do warstwy słownej, większość tekstów powstała, gdy Durst rozstał się ze swoją drugą połówką (significant other) – stąd trudno się dziwić, że w warstwie słownej dominuje złość i przekonanie, że te baby to jednak wredne są. Z czym w pewnym stopniu się zresztą zgadzam.

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.