ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Lukather, Steve ─ All's Well That Ends Well w serwisie ArtRock.pl

Lukather, Steve — All's Well That Ends Well

 
wydawnictwo: Mascot Records 2010
 
1. Darkness In My World
2. On My Way Home
3. Can't Look Back
4. Don't Say It's Over
5. Flash In The Pan
6. Watching The World
7. You'll Remember
8. Brodie's
9. Tumescent
 
Całkowity czas: 47:21
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 0
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 0
Album jakich wiele, poprawny.
› 0
Niezła płyta, można posłuchać.
› 0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 0
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 2
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 2
Arcydzieło.
› 1

Łącznie 5, ocena: Absolutnie wspaniały i porywający album.
 
 
Ocena: 8 Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
14.02.2011
(Recenzent)

Lukather, Steve — All's Well That Ends Well

Większość powstałych w ubiegłym roku płyt, które przypadły mi do gustu, poznałem bardzo późno. Szczerze pisząc… nie było tego zbyt wiele. Powodów doszukiwałbym się w tym, że zawiodłem się na wielu obiecujących rzeczach, natomiast spodobały mi się te, których nie wyczekiwałem jak pięciolatek świętego Mikołaja. Tak właśnie było z najnowszym albumem byłego gitarzysty Toto. „All’s well that ends well” poznałem przypadkiem, a teraz ciągle łazi za mną i nie pozwala o sobie zapomnieć.


Dlaczego? Nie wiem czy odpowiedź na to pytanie jest potrzebna i wymaga kilku akapitów rozpisywania się. Ciężko mi przychodziło analizowanie tego albumu. Jest ON po prostu czystą przyjemnością pod każdym względem i taki był z pewnością zamysł. Jednak żeby tekst ten nie wyglądał na zbyt krótki, wypadałoby zastanowić się cóż tkwi w tym dziele…


„All’s Well That Ends Well” zostało zrealizowane z wyważonym rozmachem aranżacyjnym. Od hard rockowych szaleństw po spokojne ballady, wszystko dopracowane jest do najmniejszego dźwięku. Oczywiście najważniejsza dla mnie jest jak zawsze muzyka, a studio ma mniejsze znaczenie. Z resztą często przymykam oko na słabą produkcję u młodych zespołów. Choć w czasach, kiedy wystarczy dobry sprzęt i nie trzeba kombinować jak kiedyś, trudno o album, który by od razu porażał świetną produkcją. Łatwizna jest… łatwiejsza:) Tutaj, od pierwszych sekund pierwszego utworu czuć, że produkcja jest po prostu rewelacyjna. No ale kto by się spodziewał czegoś innego? Lukather może pochwalić się naprawdę niesamowitym doświadczeniem jako muzyk sesyjny i współpracą Z wieloma profesjonalistami (choćby Michael Jackson). Na szczęście dbałość o szczegóły zanadto nie przytłacza. Mnóstwo przestrzeni czyni tę muzykę wolną i drapieżną.


Słuchałem sobie najnowszego dzieła Lukathera bardzo często podczas niedawno zakończonej sesji (brrrr… aż strach wspomnieć). Ładowało baterie lepiej niż najlepsza kawa. Poprawiało humor i relaksowało lepiej od polskich komedii romantycznych (akurat to nie jest chyba trudne). Doprawdy jest coś pozytywnego w tej muzie, chociaż zdarzyły się tutaj dwa chmurne utwory. Reszta to gitarowa dojrzałość i szaleństwo. Na pierwszy rzut ucha – nic nowego. Steve gra bardzo bluesowo, ale… z dyskretną finezją. Wszystko tkwi w szczegółach:) Czasem jest trochę bardziej połamany riff, czasem genialne zgranie gitary rytmicznej z solówką. Warto zwrócić na to uwagę. Również od strony wokalnej artysta spisał się znakomicie.


Gdybym naprawdę musiał się do czegoś przyczepić, napisałbym, że wiele utworów brzmi dość wtórnie i bazuje na starych, choć nierdzewnych schematach. Skojarzeń co niemiara, ale absolutnie nic nie razi, gdyż jest to kawał znakomicie zagranego rocka. Świeżość, mistrzowskie wyczucie, brawura wykonania i energia muzyki rockowej w najlepszym wydaniu – to czyni ten album tak udanym. Postanowiłem nie wymieniać tym razem żadnej kompozycji pojedynczo. I tak już za dużo tej analizy.


Wszystko dobre, co się dobrze kończy. Pora zatem dobrze skończyć tę recenzję. Rozpisywać się nie będę – facet nagrał świetną płytę i jest w doskonałej formie. Szkoda tylko, że los Toto jest już raczej przesądzony. Chociaż moim zdaniem nie ma powodów do rozpaczy… dopóki Steve Lukather będzie tworzył taką muzykę solo.
 

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
Picture theme from Riiva with exclusive licence for ArtRock.pl
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.