ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Galahad ─ Following Ghosts w serwisie ArtRock.pl

Galahad — Following Ghosts

 
wydawnictwo: Avalon Records 1999
 
1. Myopia [05:00]
2. Imago [05:53]
3. A Short Reflection On Two Past Lives Part One [03:53]
4. Karma For One [06:23]
5. Perfection Personified [04:51]
6. Bug Eye [13:58]
7. A Short Reflection On Two Past Lives Part Two [05:52]
8. Ocean Blue [07:13]
9. Rejuvenation [01:59]
10. Easier Said Than Done [4:31]
11. Shine [14:01]
 
Całkowity czas: 73:34
skład:
Stuart Nicholson – Lead Voice, Background Vocals. Spencer Luckman – Drums, Percussion. Neil Pepper – Bass Guitar, Pedals, Programming, Samples. Dean Baker – Keyboards, Programming, Samples. Roy Keyworth – Guitars, Effects. Sarah Quilter – Flute, Clarinet, Vocals. Titch – Violin. Steve Smith - Piano. Kate Jenner – Voice. Chris & Ann McManus - Sound Bites.
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 1
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 0
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 0
Album jakich wiele, poprawny.
› 0
Niezła płyta, można posłuchać.
› 1
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 0
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 3
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 8
Arcydzieło.
› 6

Łącznie 19, ocena: Absolutnie wspaniały i porywający album.
 
 
Ocena: 8+ Absolutnie wspaniały i porywający album.
11.08.2011
(Recenzent)

Galahad — Following Ghosts

Stuart Nicholson ostatnio zakomunikował, że właśnie kończy nagrywać partie wokalne na nowy album Galahad. Co  oznacza, że wkrótce nowa płyta pojawi się na rynku - a to cieszy. Na razie przypomnijmy sobie jedną ze starszych płyt zespołu. Zwłaszcza że w naszym serwisie jeszcze nie została zrecenzowana.

Ile można rąbać jedno i to samo drzewo? Do takiego wniosku doszły w pewnym momencie prawie wszystkie grupy neoprogresywne. Każdy z zespołów grających tą odmianę rocka wcześniej czy później wstąpił na drogę artystycznych i brzmieniowych poszukiwań. Z różnymi efektami. Jedne wcześniej (Marillion), inne później (Arena).

Galahad zadebiutowali płytą typowo neoprogresywną. Napiszę wprost – jak dla mnie, jedną z najlepszych płyt w obrębie tego gatunku. Na drugiej, również znakomitej płycie - „Sleepers” – doprowadzili swój styl do perfekcji: utrzymali świetne wyczucie melodii, wyrzucili najbardziej archaiczne brzmienia i pomysły aranżacyjne, odświeżyli brzmienie, w efekcie czego powstał niezwykle udany album. Na trzeciej płycie panowie doszli do wniosku, że w ramach „czystego”, ortodoksyjnie pojmowanego neoprogu doszli już do ściany. Że nic lepszego, ani nawet tak udanego jak pierwsze dwie płyty nie stworzą. A nawet jeśli – to i oni sami, i inni nagrali takich płyt już masę. I rzucili się w (błękitny) ocean poszukiwań.

Znającego poprzednie płyty Galahad czekał szok. „Myopia” - po krótkim, mówionym intrze – zaczyna się ostrym, ciężkim, agresywnym riffem gitary. Przez pierwsze kilkadziesiąt sekund mamy wręcz wrażenie, że będziemy słuchać płyty hardrockowej, czy nawet progmetalowej... Całkowity kontrast względem klimatycznych, floydowskich z ducha, podniosłych wstępach z poprzednich płyt. Potem wszystko nieco się uspokaja, ale brzmienie nadal jest wyraźnie mocniejsze, więcej do powiedzenia ma gitara elektryczna, grająca mniej stonowanie, bardziej agresywnie, zadziornie niż na wcześniejszych płytach. Nowy (która to z kolei roszada personalna? - panowie pięknie nawiązują do tradycji, zmieniają skład w najlepszym, yesowsko-crimsonowym stylu...) klawiszowiec – Dean Baker – też proponuje chłodniejsze, nowocześniejsze dźwięki zamiast tradycyjnych, moogowych fanfar i podkładów. Do tego pojawiające się w pewnym momencie, trochę irlandzkie solo elektrycznych skrzypiec...  „Myopia” to świadomie postawiony znak ostrzegawczy. Galahad już od pierwszych dźwięków albumu daje do zrozumienia, że się zmienia, szuka nowej szaty brzmieniowej. „Imago” brzmi już mniej agresywnie, ale rocka neoprogresywnego trudno tu szukać – mimo różnych dodatków brzmieniowych, mamy tu porcję fajnego, typowego rocka, miło wzbogacanego przez delikatny głos Sarah Quilter (znanej już z efemerycznego projektu Galahad Acoustic Quintet). To samo można powiedzieć o „Perfection Personified” czy drugiej części „A Short Reflection On Two Past Lives”.

Nowy klawiszowiec wniósł do Galahad nowe, współczesne brzmienia syntezatorów i laptopowej elektroniki, bliższe światu post rocka czy nawet muzyki techno/house niż rocka neoprogesywnego. Słychać to w czterech (no dobra – trzech, bo „Rejuvenation” to elektroniczna miniaturka) najbardziej eksperymentalnych na płycie utworach. „Karma For One” to efektowny, trochę jakby nie do końca rozwinięty kolaż dźwiękowy, gdzie znalazło się miejsce na rock, elektronikę, śpiew muezzina, sample, flet, klarnet, nieco transowy rytm, indyjskie wątki... Długi, rozbudowany „Bug Eye” - opowiadający o dziecku w łonie matki – zaczyna się jak dość typowa kompozycja Galahad, by w pewnym momencie wybuchnąć feerią sampli, programowanych rytmów i elektronicznych brzmień. Trochę brakuje temu utworowi spójności, co nie zmienia faktu, że jest jednym z najbardziej zapadających w pamięć i udanych fragmentów płyty, a nowoczesna szata brzmieniowa bardzo dobrze tu Galahadowi pasuje... Mieszane uczucia wzbudza za to we mnie „Ocean Blue”, oparty na jednostajnym beacie elektronicznej perkusji i elektronicznych podkładach dźwiękowych. Przy całej tolerancji dla eksperymentów – pojawia się w tym momencie pewne ale. Brakuje w tym utworze Galahada. Po prostu. Brakuje tego typowego dla tej grupy klimatu, który nawet w ostentacyjnie „cyfrowej” części „Bug Eye” świetnie udało się zachować. Zamiast powiązania typowo zespołowego stylu z odnowionym brzmieniem, co bardzo dobrze się udało w innych fragmentach płyty – mamy fragment „nowej” muzyki, który równie dobrze mógłby zagrać jakiś wykonawca techno-popowy.

Ukłon w stronę „dawnego” stylu Galahad mamy za to w finałowym fragmencie płyty. „Shine” to trzyczęściowa suita, najbliższa z całego albumu tego, co Galahad proponował dawniej. Mamy tu znów majestatyczny refren, współbrzmienia gitar i syntezatorów, podniosły nastrój... Środkowa, spokojna część fantastycznie podnosi napięcie, prowadząc do efektownego, majestatycznego finału. „Shine” to rock neoprogresywny wyprany ze starych, archaicznych już nieco brzmień, podszyty nową, elektroniczną szatą dźwiękową – z dużym powodzeniem.

Galahad się zmienia, poszukuje, eksperymentuje. Wzbogaca swoje brzmienie o nowoczesną elektronikę, sample, flet, klarnet, co najważniejsze – zachowując dar do tworzenia zapadających w pamięć, chwytliwych melodii, który kiedyś wyniósł ten zespół na wyżyny. Wariacka, szalona, wymagająca kilku przesłuchań płyta, która ciągle zaskakuje słuchacza, nawet przy którymś podejściu. Ortodoksyjni fani rocka neoprogresywnego pewnie będą kręcić nosem na całą tę nowomodną elektronikę, sample i programowanie. Ja nie mam nic przeciwko nawet najbardziej zwariowanym eksperymentom – pod warunkiem, że idą w parze z udanymi kompozycjami. A że tak jest w tym przypadku - mnie ta płyta się podoba. Polecam.

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.