ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Gosta Berlings Saga ─ Glue Works w serwisie ArtRock.pl

Gosta Berlings Saga — Glue Works

 
wydawnictwo: Cuneiform Records 2011
 
1. 354 (5:54)
2. Icosahedron (3:12)
3. Island (12:58)
4. Gliese 581g (5:53)
5. Waves (2:55)
6. Geosignal (2:22)
7. Soterargartan 1 (12:51)
 
Całkowity czas: 46:05
skład:
Line-up / Musicians
- Einar Baldursson / guitars - David Lundberg / keyboards - Alexander Skepp / drums and percussion - Gabriel Hermansson / bass
Additional musicians
- Mattias Olsson / additional hidden and lost sounds - Fredrik Carlzon / French horn, trumpet - Cecilia Linne / cello - Leo Svensson / musical saw - Ulf Akerstedt / bass tuba, bass trumpet, contrabass trumpet, bass harmonica
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 0
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 0
Album jakich wiele, poprawny.
› 0
Niezła płyta, można posłuchać.
› 0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 0
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 1
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 0
Arcydzieło.
› 0

Łącznie 1, ocena: Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
 
 
Ocena: 8 Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
26.02.2012
(Recenzent)

Gosta Berlings Saga — Glue Works

Prog-rockowy remanent za rok 2011.

Kapała piszący o współczesnym rocku progresywnym, to można spodziewać się słów grubych. Najpierw w recenzji, a potem w komentarzach na fejsie. Nie ukrywam, że współczesny prog-rock raczej mnie nie rozpieszcza, że nie spodziewam się po nim niczego dobrego i w zasadzie najlepiej byłoby, gdyby nie było go w ogóle. Jednak czasami zdarza się i coś sympatyczniejszego, co nawet można postawić na półkę z płytami, bez obaw, że wyleci wykopane przez sąsiadki. Rok 2011, jak i kilka poprzednich był stosunkowo postny, ale dało radę znaleźć kilka płyt, które z mogę zarekomendować z pełnym przekonaniem. Nie są to wielkie dzieła, ale rzeczy fajne, solidne i dobrze się ich słuchało

 To  zespół, który nie jest u nas specjalnie znany. A szkoda, bo powinien. Debiut „Tir Ar Ljud” sprzed już prawie sześciu lat był świeżym powiewem  w zastałej progresywnej atmosferze. Mieli swój własny, dobry pomysł na granie, może w ogóle nie specjalnie oryginalny, ale jak na obecne czasy bardzo - bo wzięli trochę Canterbury, trochę zeuhl, trochę King Crimson i trochę innych rzeczy, przy czym ilość inspiracji i swoboda z jaką się w tym wszystkim poruszali, świadczyła, że jest to grupa, która rokuje i to bardzo. Płyta w redakcji się podobała, a Kolega Magister Tarkus i ja wykonaliśmy recki, w których ciepłych słów jej nie szczędziliśmy. Byłem strasznie ciekawy jaka będzie nowa, „Glue Works”, już trzecia w karierze (drugą na razie przegapiłem, muszę nadrobić zaległości).

 No i trochę się rozczarowałem. A rozczarowały mnie  obecne założenia taktyczne grupy (o tym niżej), bo muzyka raczej nie – już drugi odsłuch wystarczył, żebym łyknął w całości i bez problemów. W zasadzie już od razu kilka utworów zapadło mi w pamięć, szczególnie te dwa najdłuższe „Soterargartan 1” i „Island” (świetna druga część oparta na kilkunutowym motywie zagranym na klawiszu – najlepszy fragment płyty).

 Trzeba powiedzieć, że i tym razem Szwedzi przygotowali ładny kawałek muzyki – jest na czym ucho zawiesić. Zadbali też o to, żeby był to materiał w miarę zróżnicowany – są utwory dynamiczniejsze takie jak „354”, albo „Icosahedron” są też i spokojniejsze, bardziej nastrojowe – „Geosignal” - prawdziwa perełka – wysmakowana, delikatna miniaturka o pięknej melodii, niewiele jej ustępuje (a może nawet i nie) „Gliese 581g”. Potrafią swoją myśl muzyczną wyrazić prosto i przystępnie, a potrafią jak trzeba trochę to zakręcić. A do tego i tak jest to materiał spójny stylistycznie.

 I wszystko byłoby ślicznie, tylko jest jedno „ale”, za to mogło ono kosztować zespół  gwiazdkę  w dół. W czasie od debiutu zespół zmienił swoje zainteresowania muzyczne, odwrócił się od Canterbury, a nawrócił na King Crimson. Karmazynowe nuty co prawda były obecne już na ich debiucie, ale wszystkie te wpływy, o których pisałem wcześniej,  były bardziej zrównoważone. To wyróżniało Gosta Berlings Saga spośród innych grup, bo grali jednak coś… powiedzmy swojego. Cenię sobie w muzyce własne pomysły, nawet jeśli jest to odpowiednie przerabianie cudzych. Ściągać też trzeba umieć. Trzeba wiedzieć od kogo, co i jak to przerobić. Poza tym im więcej źródeł inspiracji, tym trudniej je zlokalizować, tym bardziej własne dzieło stwarza większe pozory oryginalności. Wydaje mi się, że GBS porzucili własną drogę i w  owczym pędzie pognali  za resztą baranów. A to nie jest słuszna koncepcja -  teraz są jednymi z wielu, bo grup  grających pod King Crimson jest na tuziny. Ale i tak w kategorii „Kto najładniej podrabia karmazynowe klimaty” biją Wilsona na głowę. A tak w ogóle, to chyba się czepiam, bo płyta jest bardzo dobra,  miejscami nawet porywająca. Brzmi dużo lepiej niż debiut, jest ciekawiej zaaranżowana, technicznie jest też dużo lepsza od nieco siermiężnego „Tir Ar Ljud”. Muzycznie – w zasadzie też nie gorsza. Tylko ja  nie lubię, jak moi faworyci zaczynają ulegać powszechnie panującym modom. Osiem gwiazdek, nie ma gadania. A i tak uważam, że stać ich na więcej.

 Mimo wszystko i płytę i zespół bardzo polecam.

 Ciekawe jak na koncertach wypadają. Bo jeśli potrafią sprawnie przenieść na scenę to, co zagrali na płycie, ich koncerty mogą być poważnym, muzycznym wydarzeniem. Mam nadzieję, że kiedyś będę mógł to sprawdzić.

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.