ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Hilton, Paris ─ Paris w serwisie ArtRock.pl

Hilton, Paris — Paris

 
wydawnictwo: Heiress Records 2006
dystrybucja: Warner Music Poland
 
1. Turn It Up (Storch, Magnet, Bowden, Hilton) [03:12]
2. Fightin’ Over Me (Featuring Fat Joe and Jadakiss) (Storch, Magnet, Hilton, Fat Joe, Jadakiss, A.Jackson, T.Jackson) [04:01]
3. Stars Are Blind (Garibay, Solomon, McCarthy) [03:56]
4. I Want You (Rotern, DioGuardi, Bogart, Gibb) [03:12]
5. Jealousy (Storch, DioGuardi, Hilton) [03:40]
6. Heartbeat (Storch, Steinberg, Alexander) [03:43]
7. Nothing In This World (Gottwald, Solomon) [03:10]
8. Screwed (DioGuardi, Wells) [03:41]
9. Not Leaving Without You (DioGuardi, Wells, Hilton) [03:35]
10. Turn You On (Storch, Hilton, T.Jackson, A.Jackson, Triggs) [03:06]
11. Do Ya Think I’m Sexy (Stewart, Appice, Hitchings) [04:34]
 
Całkowity czas: 39:57
skład:
Paris Hilton – Lead Vocals, Background Vocals. Penelope Magnet – Background Vocals. Taura ‘Aura’ Jackson – Background Vocals. Pooh Bear – Background Vocals. Aaron ‘Franchise’ Fishbein – Guitars. Black Violin – Strings. Fernando Garibay – Instrumentation. Jennifer Karr – Background Vocals. Lee R.Thornburg – Trumpet. Eric Jorgenson – Trombone. Kara DioGuardi – Background Vocals. Keely Pressly – Background Vocals. Coley Reed – Guitars. Lukasz Gottwald – All Instruments. Nicki Harris – Background Vocals. Gabriel – Guitars. Ed Calle – Saxophone. Conrad Golding – Engineer. Wayne ‘The Brain’ Allison – Engineer. Chris ‘Crown-One’ Brown – Engineer. Nikolas ‘Niko-Don’ Marzouca – Engineer. Eric Weaver – Engineer.
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
,2
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
,1
Album słaby, nie broni się jako całość.
,0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
,1
Album jakich wiele, poprawny.
,1
Niezła płyta, można posłuchać.
,1
Dobry, zasługujący na uwagę album.
,0
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
,0
Absolutnie wspaniały i porywający album.
,1
Arcydzieło.
,37

Łącznie 44, ocena: Absolutnie wspaniały i porywający album.
 
 
Ocena: 7 Dobry, zasługujący na uwagę album.
01.04.2012
(Recenzent)

Hilton, Paris — Paris

Nadszedł oto ten dzień wiosenny, który się z angielska zowie April Fool’s Day. Czyli dzień, w który bezkarnie można z ludzi robić wariatów, wciskać im ciemnotę i robić im przeróżne psikusy i kawały. No to dzisiaj będzie o takim właśnie kawale, który nieoczekiwanie zdryfował w nieco innym kierunku, niż się wszyscy spodziewali. Ale po kolei.

Czyż trzeba przedstawiać Paryskę? Toć chyba nie ma drugiej takiej osoby, która byłaby w aż takim stopniu znana wyłącznie z tego, że jest znana. (Ci bardziej wtajemniczeni skojarzą jeszcze „1 Night In Paris”). Paris to taki showbizowy odpowiednik naszej czarnowłosej celebrytki Marty: całkiem ładna buźka, pusta główka, a gdyby nie kwestie rodzinne, nikt nie zwracałby uwagi na androny, które plecie. Jako że bycie znanym z tego, że się jest znanym w pewnym momencie się nudzi, Parysce zamarzyło się nagranie albumu pop. Co w pierwszej dekadzie XXI wieku nie jest żadnym problemem, jeśli tylko ma się kasę (a Paris ma jej przecież aż nadto): całe tabuny producentów tylko czekają i bardzo chętnie wyciągną rączki po gotówkę. Zwłaszcza, że od płyty Paris Hilton nikt przecież artystycznych wzlotów nie oczekuje, gros publiczności i krytyków i tak z założenia potraktuje toto jako swoiste kuriozum, primaaprilisowy żart, ciekawostkę, kaprys rozpuszczonej celebrytki, więc na dobrą sprawę nawet nie trzeba się starać – damy blondasce te gorsze, mniej udane, niedopracowane kawałki, a lepsze zostawimy na przykład Britney, albo którejś ze Spicetek, im zależy na tym, żeby płyty się sprzedawały, a Hiltonce już nie tak bardzo. Po prostu, money for nothing and chicks for free. Do tego technika stoi na takim poziomie, że nawet z obdarzonej niespecjalnym głosem Paryski bez większego trudu można zrobić klasową wokalistkę – wystarczy ProTools i funkcja autotune, toć teraz takie studyjne poprawki są na porządku dziennym. Album rejestrowano po kawałku przez dwa lata, udało się zebrać 11 utworów – na płytę wystarczyło. Pierwszy singel trafił na rynek na początku czerwca 2006; płyta ujrzała światło dzienne pod koniec sierpnia.

Na pierwszy rzut oka: to jest dokładnie to, czego się spodziewaliśmy. Wypieszczone, doszlifowane i dophotoshopowane do granic możliwości, wręcz przesadnie perfekcyjne zdjęcia w stylowej, utrzymanej w odcieniach złota i brązu książeczce, mała wkładka reklamowa (perfumy Heiress by Paris Hilton, torebki, zegarki damskie)… Produkt i nachalna autopromocja pełną gębą. Sam początek płyty też podjeżdża niezbyt wyrafinowanym produktem. “Turn It Up” raczej nie zapowiada specjalnie pozytywnych wrażeń: nowoczesna, cyfrowa produkcja, niezbyt ciekawie, melorecytująca Paris, niewiele muzyki, za to wiele oszczędnych basowych figur generowanych przez przeróżne elektroniczne pudełka. W „Fightin’ Over Me” dodatkowo pojawiają się smyczki w tle (to na lekki plus) i powszechnie pleniąca się w muzyce pop XXI wieku zaraza pod postacią dwóch natrętnie rapujących jegomościów (to zdecydowanie na minus). Dodajmy do tego średnio interesującą, trochę płaską interpretację wokalną i…

I wtedy następuje zwrot akcji. Niespodziewanie, zaczynają się dziać rzeczy ciekawe, przykuwające uwagę. Wystawione na pierwszy singel „The Stars Are Blind” to zgrabna, reggae’owa pulsacja sprytnie pożeniona z nowoczesną produkcją, bardzo ciepły, przyjemnie letni klimat i nieoczekiwanie bardzo pasujący do całości śpiew Paryski – czy w bardziej zmysłowych zwrotkach, czy w przebojowym refrenie. A przede wszystkim – sensowna, wielobarwna aranżacja (sporo szczegółów poutykanych w bogatym dźwiękowym tle – choćby te subtelne dęciaki) i melodyka. I nagle mamy bardzo udaną, zgrabną piosenkę pop. Zresztą w wielu krajach był to dość spory przebój, w Stanach i na Wyspach sporo zamieszał na listach.

Dalej może nie jest aż tak dobrze, ale jest w porządku. Zwłaszcza że album bardzo przyjemnie dryfuje w stronę pop-rocka zupełnie przyzwoitej klasy. „I Want You” to całkiem przyjemny, taneczny kawałek, o urockowionej aranżacji i z całkiem ciekawie różnicującą interpretację wokalną Paris: tu zmysłowa (serio!) melorecytacja, tam żywiołowy śpiew w refrenie, generalnie całość wypada całkiem stylowo. „Jealousy” zaczyna się zmyłkowo: smyczkami, sugerującymi, że będziemy mieli tu do czynienia z balladą, ale to kawałek bardzo porządnego pop-rocka, z bardzo przyjemną, zapadającą w pamięć melodią, z przyjemną ścianą gitarowego dźwięku w refrenie, z różnymi produkcyjnymi i aranżacyjnymi detalami zgrabnie poupychanymi tu i tam – choćby przewijającymi się przez cały utwór smyczkami. Serio, that’s hot. Dość podobnie wypada „Nothing In This World”, przy całym produkcyjnym, cyfrowym sztafażu, to po prostu kawałek zgrabnego, zapadającego w pamięć pop-rocka, zgrabnie żeniący gitary, dynamiczny refren i wyeksponowany, dynamiczny rytm. Zmyłkowy początek ma też „Screwed”: jakiś mało wyszukany akord gitary, monotonny, typowo dyskotekowy, rytmiczny puls – tyle że potem wchodzi gitara, pojawia się ściana dźwięku i nagle robi się z tego fajny, żywiołowy kawałek. „Not Leaving Without You” przyjemnie podjeżdża Blondie z początku lat 80. – z Paryską śpiewającą chwilami wyraźnie pod Debbie Harry. W charakterze przerywnika pojawia się ciepła, pościelowa balladka „Heartbeat” (zdaje mi się, czy gdzieś tam przebija „Time After Time” Cyndi Lauper?). Na koniec dostajemy „Turn You On” – taki sobie fragment opartego na elektronicznych brzmieniach popu nieco w klimacie dwóch utworów otwierających płytę, i całkiem przyzwoitą wersję „Do Ya Think I’m Sexy” – dyskretnie odświeżoną brzmieniowo, ale z pietyzmem i zachowaniem wierności oryginałowi i z całkiem akceptowalną interpretacją Paryski.

Niezłą niespodziankę zgotowała nam Hiltonka. Projekt, który miał być płytą-kuriozum, jednorazowym kaprysem rozpuszczonej celebrytki-milionerki do szybkiego zapomnienia, zupełnie nieoczekiwanie okazał się profesjonalnie przygotowaną, ciekawie zaaranżowaną i wyprodukowaną, interesującą pod względem kompozytorskim płytą, jak najbardziej do posłuchania – i to więcej niż raz. Co więcej, przez swoją szaloną eklektyczność i różnorodność niespodziewanie okazał się płytą stanowiącą swoisty przekrój wszelakich brzmieniowych, aranżacyjnych i kompozytorskich patentów obowiązujących w muzyce pop pierwszej dekady XXI wieku. Znana z tego że jest znana Paris Hilton nagrywająca wzorcowy album pop? Cholera, trudno o lepszy psikus wycięty odbiorcom i krytykom.

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.