ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Asia ─ Omega w serwisie ArtRock.pl

Asia — Omega

 
wydawnictwo: Frontiers Records 2010
dystrybucja: Mystic
 
1. Finger on the Trigger [4:30]
2. Through My Veins [5:08]
3. Holy War [5:59]
4. Ever Yours [4:04]
5. Listen, Children [5:56]
6. End of the World [5:39]
7. Light the Way [4:09]
8. Emily [5:12]
9. I'm Still the Same [4:43]
10. There Was a Time [5:58]
11. I Believe [4:42]
12. Don't Wanna Lose You Now [4:45]
 
Całkowity czas: 61:45
skład:
John Wetton - vocals, bass guitar
Steve Howe – guitars
Carl Palmer – drums
Geoff Downes - keyboards
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
,1
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
,0
Album słaby, nie broni się jako całość.
,0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
,0
Album jakich wiele, poprawny.
,2
Niezła płyta, można posłuchać.
,1
Dobry, zasługujący na uwagę album.
,7
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
,12
Absolutnie wspaniały i porywający album.
,5
Arcydzieło.
,2

Łącznie 30, ocena: Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
 
 
Ocena: 7 Dobry, zasługujący na uwagę album.
12.03.2013
(Recenzent)

Asia — Omega

Czas na delikatny odpoczynek od nowości i kilka słów o krążku, który światło dzienne ujrzał już trzy lata temu. Okazja do napisania? W zasadzie żadna. No może fakt, że tak naprawdę w naszym serwisie napisaliśmy dotychczas tylko o trzech ich płytach a ostatnimi czasy trochę się w ich obozie dzieje. Przypomnę, że reaktywowana kilka lat temu w oryginalnym składzie supergrupa na początku tego roku doczekała się pewnej roszady. Grupę opuścił gitarzysta Steve Howe, a na jego miejscu pojawił się Sam Coulson. I to z nim pozostała trójka artystów pracuje obecnie nad nowym studyjnym albumem zatytułowanym Valkyrie, który pojawić się ma jeszcze w tym roku.

Omega to drugi krążek Asii po jej reaktywacji i powrocie do klasycznego składu z Wettonem, Howe'm, Downesem i Palmerem w 2006 roku. Ten nowy rozdział azjatyckiej historii został zapoczątkowany wyjątkowo udanym albumem Phoenix (2008) oraz ogromną trasą koncertową, podczas której muzycy w 2009 roku dotarli do Polski, dając koncert w warszawskiej Stodole (gwoli ścisłości, w ubiegłym roku muzycy wypuścili ostatni swój studyjny krążek, XXX).

Przyznam, że w przypadku Asii zawsze intrygowało mnie pytanie: jak to możliwe, że tak znakomici artyści, z ogromnym potencjałem, talentem i doświadczeniem, parają się taką – w sumie niezbyt skomplikowaną – muzyką? Z drugiej strony, doskonale wiadomo, że napisanie dobrej, melodyjnej piosenki jest niekiedy o wiele trudniejsze, niż stworzenie potężnego, przekombinowanego kolosa. A po co nad tym wszystkim się rozwodzę? Z prostego powodu. Na Omedze artyści wyjątkowo nie kombinują. O ile na starszym o dwa lata Phoenix starali się niektórym kompozycjom nadać bardziej złożoną formę, tutaj oferują 12 przebojowych numerów o bardzo nośnym charakterze.

Trudno spośród nich cokolwiek wyróżnić i jakiekolwiek ich klasyfikowanie zależeć może tylko i wyłącznie od gustu i smaku odbiorcy. Zwięzłość formy, zazwyczaj prosta rytmika, zapamiętywalne refreny oraz jedyny w swoim rodzaju, smutny głos Wettona – oto cechy Omegi. Miłośnicy szybszej jazdy mogą sobie potupać nóżką przy Finger on the Trigger (co ciekawe, kompozycja ta znalazła się już na drugiej płycie duetu Wetton & Downes, Icon II i tu uległa tylko niewielkiej modyfikacji),  Holy War, Listen Children, czy I Believe, zwolennikom ballad szybciej może zabić serce przy Ever Yours, Emily (to piosenka bonusowa, choć zaindeksowana pod numerem ósmym, w japońskim wydaniu zastąpiła ją kompozycja Drop a Stone), bądź przy kończącej całość Don't Wanna Lose You Now. Moimi faworytami są tu jednak utwory Through My Veins i End of the World, mające tę charakterystyczną nostalgię zbudowaną harmonicznymi partiami wokalnymi (w przypadku pierwszego z nich pełnią one rolę swoistego podkładu dla śpiewanej przez Wettona zwrotki).

Cóż, Omega to Asia jaką znamy. Nawet zaprojektowana tradycyjnie przez Rogera Deana okładka jakoś nie zaskakuje i odnosi się do azjatyckiego Roku Tygrysa, który przypadał na czas wydania płyty (tak na marginesie, irytuje lekko – również tradycyjnie – pstrokata cała szata graficzna płyty, epatująca dodatkowo zdjęciami muzyków). Muzyka bez „większych zobowiązań”? Mimo tego słucha się jej dobrze.

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.