ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Deep Purple ─ Now What?! w serwisie ArtRock.pl

Deep Purple — Now What?!

 
wydawnictwo: EARmusic 2013
dystrybucja: Mystic
 
1. "A Simple Song" 4:39
2. "Weirdistan" 5:40
3. "Out of Hand" 6:09
4. "Hell to Pay" 5:10
5. "Bodyline" 4:26
6. "Above and Beyond" 5:30
7. "Blood from a Stone" 5:18
8. "Uncommon Man" 7:02
9. "Après Vous" 5:24
10. "All the Time in the World" 4:21
11. "Vincent Price" 4:46
 
Całkowity czas: 52:40
skład:
Deep Purple
Don Airey - keyboards
Ian Gillan - vocals
Roger Glover - bass
Steve Morse - guitar
Ian Paice - drums
Additional musicians
Jason Roller - acoustic guitar ("All The Time In The World")
Eric Darken - percussion ("Bodyline", "All The Time In The World")
Mike Johnson - steel guitar ("All The Time In The World", "Vincent Price")
David Hamilton - additional keyboards ("Uncommon Man", "Weirdistan", "Above And Beyond")
Students of Nimbus School of Recording Arts - gang vocals ("Hell to Pay")
Bob Ezrin - additional backing vocals & percussion
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
,2
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
,0
Album słaby, nie broni się jako całość.
,0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
,1
Album jakich wiele, poprawny.
,2
Niezła płyta, można posłuchać.
,3
Dobry, zasługujący na uwagę album.
,10
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
,16
Absolutnie wspaniały i porywający album.
,42
Arcydzieło.
,108

Łącznie 184, ocena: Absolutnie wspaniały i porywający album.
 
 
Ocena: 8++ Arcydzieło.
10.05.2013
(Recenzent)

Deep Purple — Now What?!

Osiem, długich lat musieli czekać fani Deep Purple na nową płytę. Po niezłych, ale nie wybitnych albumach Bananas oraz Rapture of the Deep przyszedł wreszcie czas na trzecie dzieło obecnego składu jednego z najważniejszych zespołów w historii rocka. Ian Gillan, Roger Glover i Ian Paice wraz z tymi "świeższymi" - Stevem Morsem i Donem Airey'em, nagrali album wręcz fenomenalny. Now What?! to najlepiej brzmiący krążek zespołu, który poraża potęgą dźwięku i długimi, przemyślanymi kompozycjami.

Ostatnie miesiące przed wydaniem płyty powodowały jednak liczne obawy co do muzycznej wartości materiału. Od dobrych kilku lat Deep Purple regularnie koncertuje, a informacja o kolejnej płycie gruchnęła zupełnie niespodziewanie. Ian Gillan w rozmowie z Wiesławem Weissem opowiadając o realizacji płyty wskazał na artystyczny konflikt ze Stevem Morsem oraz na fakt, że tak naprawdę to zespół wcale nie miał ochoty nagrywać nowej płyty! Stąd też nazwa albumu, która pochodzi od zirytowanej odzywki na niechciany telefon w środku nocy (Gillan mówi: "Konieczność nagrania płyty byłą niemal gwałtem zadanym błogości, jaką jest dla nas koncertowanie"). W mediach często też pojawiały się głosy o artystycznym wypaleniu zespołu oraz o odcinaniu kuponów… Co więcej, jako pierwszy singiel pojawił się utwór "All The Time in The World", który jest chyba najsłabszym kawałkiem na płycie. Wszyscy krytykanci muszą teraz jednak zamilknąć. Album Now What?! jest dziełem najwyższej próby.

Już po spojrzeniu na opakowanie albumu część wątpliwości zostaje rozwianych. Po pierwsze 11 utworów trwających prawie godzinę zapowiada, że na Now What?! nie doświadczymy trzyminutowych, radiowych hitów, a bardziej rozbudowane i podniosłe kompozycje. Patrząc poniżej spisu utworów widzimy to, co dla tego albumu jest chyba wyrażeniem najistotniejszym: "Produced by Bob Ezrin". Ezrin pomagał w produkcji albumów takich gwiazd jak Pink Floyd, Guns'n'Roses, czy Kiss. Ostatnio udzielał się też przy tworzeniu albumu "Scratch My Back" Petera Gabriela, więc spokojnie możemy przyznać, że jest to producent uniwersalny, otwarty na wiele gatunków, a ponad wszystko ceniący sobie dobre brzmienie. Wszystkie te cechy są wyraźnie słyszalne na Now What?!. Muzycy szczerze przyznają w wywiadach, że to właśnie Bob Ezrin jest najważniejszym "mózgiem" całego przedsięwzięcia , dlatego tez został on dodany jako autor do wszystkich utworów na płycie.

Album otwiera "A Simple Song", a właściwie dwuminutowe intro przypominające dawne, balladowe brzmienie Deep Purple. Jednak w momencie, w którym na wyświetlaczu pojawia się 2:00 słyszymy dynamiczne partie organowe (tak istotny ten instrument dla Deep Purple był chyba tylko na Perfect Strangers!) i już wiemy, że będzie dobrze. Dobry, rytmiczny hardrock uzupełniony niezbyt wyrazistym, ale płynnym wokalem Gillana. Prosty i melodyjny refren od razu wpada w ucho. Kolejny na płycie "Weirdistan" to klasyczne Deep Purple - piękna muzyka uzyskana niezbyt wyrafinowanymi środkami muzycznymi z ciekawym elektronicznym, efektem nałożonym na instrumenty w kulminacyjnym momencie. Jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej. Trzeci na płycie "Out Of Hand" rozpoczyna niepokojące intro rodem z horroru (zabawa tą konwencją pojawi się na płycie jeszcze kilka razy). Murowany hit, w którym pojawia się  to co w Deep Purple najlepsze, a przede wszystkim wyrazisty gitarowo - hummondowy riff, który prowadzi nas przez cały utwór. Co więcej wspaniała solówka i progresywne momenty powodują, że utwór spodoba się fanom wszystkich odmian rocka.

Docieramy do drugiego singla z albumu ­- "Hell to Pay", który ma zdecydowanie najbardziej przebojowe brzmienie z całej płyty i na pewno trwale zapisze się w koncertowej setliście zespołu. Rozpędzone gitary i organy wraz z chóralnym, chwytliwym refrenem pokazują, że przeboje mogą powstawać w każdym momencie funkcjonowania zespołów. Następny "Bodyline" rozpoczyna swobodne jamowanie, które po chwili zmienia się (po raz kolejny!) w świetny riff z bardzo naturalnym, "typowym" głosem Gillana. To tutaj najbardziej można odczuć lekko funkującą duszę rocka w wykonaniu Deep Purple.

Przy kolejnych kilku utworach wsiadamy w wehikuł czasu i cofamy się do pięknych lat 70. Szczerze muszę przyznać, że gdyby ktoś mi puścił "Above And Beyond" bez wokalu Gillana to na pewno pierwszym skojarzeniem nie byłoby Deep Purple. ELP, albo wczesne Genesis jak najbardziej. Na pewno dla wielu fanów szeroko pojętego rocka utwór ten będzie kontrowersyjny, bo taki zespół jak Deep Purple raczej nie powinien czerpać z cudzej spuścizny, ale z drugiej strony kawałek ten brzmi tak dobrze, ze ręce same składają się do braw. W utworze tym najważniejszym instrumentem są organy, co staje się dość oczywiste, gdy zwrócimy uwagę na dedykację ku pamięci Jona Loda ("Souls, having touched, are forever entwined"). Skomplikowana rytmika, połamane pasaże organowe i emocjonalny wokal to najmocniejsze strony tego kawałka, który jest jednym z najlepszych na płycie. "Blood from a Stone" na który trafiamy później to dla mnie najbardziej zaskakujący moment na albumie. Lekko bluesowa aranżacja ze świetnym stricte jazzowym solo na organach umieszcza słuchacza w dusznym, zadymionym klubie. Atmosferę tą przełamuje jednak dynamiczny, szalony refren, kiedy nagle wszystkie instrumenty na krótką chwilę "ożywają". Trzecim z zaskakujących utworów jest "Uncommon Man" wyraźnie inspirowany klasykiem ELP "Fanfare For The Common Man". Muzyczne cytaty są oczywiste (intro!), ale im później tym zespół bardziej odchodzi od klasyka na rzecz współczesnego ujęcia muzyki tamtych lat. W pewnym momencie całość na moment cichnie, aby Don Airey mógł zagrać swoją partię wysokich, organowych dźwięków, które przejmuje pod koniec Steve Morse. Panowie uzupełniają się naprawdę świetnie.

Zbliżamy się do końca albumu, ale trafiamy na mój ulubiony na całej płycie "Apres Vous" - fenomenalny wstęp z porządnie brzmiącą perkusją, ale przede wszystkim genialny bridge przechodzący w spokojne, długie solo typu "call and response" pomiędzy Airey'em i Morsem. Genialny utwór, który powinien wejść do kanonu rocka. Dalej mamy wspominany już singiel "All The Time In The World". Najsłabszy utwór na całej płycie, ale w perspektywie całości jak najbardziej do wysłuchania. Niestety jest on naznaczony chęcią stworzenia hitu za wszelką cenę. Przebojowość w nim jak najbardziej jest, ale mam wrażanie, że całość jest niejako "wymęczona" przez muzyków. Na szczęście dość szybko przechodzimy do ostatniego na płycie "Vincent Price", przy okazji którego okazuje się, że Deep Purple ma możliwość pozwalające na stworzenie ścieżki dźwiękowej do … horroru. Kościelne organy, grzmoty , chóry i pełzający wokal Gillana pokazują swobodę zespołu i pewien dystans do swojej twórczości. Mroczne "dzieło" pozostawia słuchacza w zaskakującym nastroju, tym bardziej, że utwór się niejako urywa w środku frazy wykrzyczanej przez Gillana.

Tak jak wszyscy byłem pełen obaw. Właściwie wciąż jestem słysząc o konfliktach w zespole, o wypaleniu, o niechęci do pracy w studiu. Bob Ezrin podobno musiał zmuszać muzyków do intensywnej pracy przez te kilkanaście dni, kiedy album powstawał. Gdy pominiemy jednak elementy pozamuzyczne to otrzymujemy album wybitny, pełen świetnych kompozycji i pokazujący, że panowie z Deep Purple nie powiedzieli jeszcze ostatniego słowa. Jak sam Bob Ezrin wspomina: "Kiedy zaczynaliśmy nagrania, miałem poczucie, że to prawdopodobnie ostatnia płyta Deep Purple. Ale teraz, kiedy skończyliśmy, jestem przekonany, że będzie zupełnie inaczej". Już teraz z niecierpliwością czekamy na więcej, a Deep Purple na żywo będzie można zobaczyć 30.07 we Wrocławiu (do płyty dołączona jest wkładka mówiąca o jeszcze jednym koncercie w Katowicach w listopadzie, ale informacja ta została już zdementowana przez polskiego organizatora koncertów Deep Purple).

W pełni zasłużona ocena: Arcydzieło. Jeden z najlepszych albumów Deep Purple.

 
ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.