ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Jethro Tull ─ Bursting Out w serwisie ArtRock.pl

Jethro Tull — Bursting Out

 
wydawnictwo: Chrysalis Records 1978
dystrybucja: EMI Music Poland
 
1. No Lullaby (Anderson) [05:34]
2. Sweet Dream (Anderson) [04:52]
3. Skating Away (On The Thin Ice Of A New Day) (Anderson) [05:02]
4. Jack-In-The-Green (Anderson) [03:36]
5. One Brown Mouse (Anderson) [04:07]
6. A New Day Yesterday (Anderson) [03:08]
7. Medley: Flute Solo Improvisation-God Rest Ye Merry Gentlemen-Bouree (Anderson-trad.-J.S.Bach, arr. Anderson) [05:41]
8. Songs From The Wood (Anderson) [02:32]
9. Thick As A Brick (Anderson) [12:41]
10. Hunting Girl (Anderson) [06:00]
11. Too Old To Rock ‘N’ Roll: Too Young To Die! (Anderson) [04:15]
12. Conundrum (Barre, Barlow) [06:54]
13. Minstrel In The Gallery (Anderson, Barre) [05:47]
14. Cross-Eyed Mary (Anderson) [03:39]
15. Quatrain (Barre) [01:50]
16. Aqualung (I.Anderson, J.Anderson) [08:34]
17. Locomotive Breath (Anderson) [05:31]
18. The Dambusters March-Aqualung Reprise (Coates, Anderson) [03:27]
 
Całkowity czas: 93:03
skład:
Ian Anderson – Vocals, Flute, Acoustic Guitar. Martin Barre – Electric Guitar, Marimba, Mandolin, Vocals. John Evan – Piano, Organ, Accordion, Synthesizer, Vocals. John Evan – Portative Pipe Organ, Synthesizers, Vocals. John Glascock – Bass Guitar, Electric Guitar, Vocals. Barriemore Barlow – Drums, Percussion, Glockenspiel, Vocals. Claude Nobs – Introduction.
 
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
› 0
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
› 0
Album słaby, nie broni się jako całość.
› 0
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
› 0
Album jakich wiele, poprawny.
› 0
Niezła płyta, można posłuchać.
› 0
Dobry, zasługujący na uwagę album.
› 0
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
› 4
Absolutnie wspaniały i porywający album.
› 1
Arcydzieło.
› 10

Łącznie 15, ocena: Absolutnie wspaniały i porywający album.
 
 
Ocena: 8++ Arcydzieło.
31.01.2014
(Recenzent)

Jethro Tull — Bursting Out

Piątek z Agronomem – odcinek XIII.

Cytując starego Indianina z “Hot Shots!”: najwyższy, k***a, czas… Inne prog-rockowe zespoły lat 70. wydawały koncertówki dużo wcześniej, tak gdzieś po czwartej, piątej płycie studyjnej. Jethro Tull kazali swoim fanom czekać całą dekadę – dopiero po jedenastym albumie, 22 września 1978 na rynek trafiła pierwsza pełnowymiarowa płyta koncertowa. Z jednej strony moment był idealny – zespół dopiero co wypuścił na rynek dwa arcydzieła pod rząd (i to po raz drugi w swojej historii!), do tego aktualny skład Jethro (z Palmerem jako pełnowymiarowym muzykiem zespołu i bodaj najlepszą w swej historii sekcją rytmiczną Glascock-Barlow) to była koncertowa bestia co się zowie; z drugiej – no cóż, era klasycznego rocka progresywnego weszła w etap zmierzchu, na rynku dominowały watahy punków, disco i zaczynająca się nowa fala… Mimo wszystko nagrane podczas europejskiej trasy wiosną 1978 „Bursting Out” przyjęto dość ciepło.

Po efektownej zapowiedzi Claude’a Nobsa (czyli że przynajmniej fragment płyty pochodzi z Montreux) ruszamy z koksem. Repertuar jest przekrojowy, od „Stand Up” po dwie ostatnie płyty Zespół zdecydowanie stawia tu na rockowe granie. Słychać to już w otwierającym całość „No Lullaby” – z iście zajadłym, ekspresyjnym graniem Barre’a świetnie uzupełnianym przez kapitalnie pracującą sekcję, ładnie równoważonym przez spokojniejsze fragmenty. Równie solidnie panowie dają po uszach w „Sweet Dream”, bardziej rockowym, mniej psychodelicznym niż wersja oryginalna, no i rzecz jasna „Aqualungu”. Z drugiej strony Jethro kapitalnie łączą rockową jazdę z finezją i subtelnym, zniuansowanym graniem – choćby w zgrabnie skróconej do 1/3 pierwotnej postaci „Cegle” (gdzie we wstępie syntezatory fajnie udają flet – wszak Ianowi trochę ciężko byłoby jednocześnie śpiewać i grać…), „Zezowatej Marysi” czy „Locomotive Breath” – żwawszej niż na płycie studyjnej, z ładnym, fortepianowym wstępem.

Pełniejszy skład, z dwoma klawiszowcami, świetnie sprawdza się w „Hunting Girl” – swoją drogą wykonanej w iście natchniony, porywający sposób. I w sumie, można by się zastanawiać, czy Anderson naprawdę potrzebował drugiego zestawu przyciskanych na scenie – Jethro Tull to w latach 70. nie był specjalnie „klawiszowy” zespół, nawet wtedy, gdy Ian zainteresował się syntezatorami, i tak naprawdę David Palmer ma na tej płycie niewiele miejsca, żeby naprawdę zabłysnąć. Błyszczy za to John Glascock – czy to dodając solidny basowy dół podkreślający rockowe grzanie w „Aqualungu”, czy to pięknie popisując się na bezprogówce w wykonanym z biglem „Minstrel In The Gallery”, podobnie jak szereg innych kompozycji na płycie, zagranym w skróconej wersji. Swoją drogą, te skróty nie zawsze wypadają sensownie – nie wiadomo, po co tak naprawdę skrócono o połowę „Songs From The Wood”…Okrojona wersja „Pieśni z Boru” to, na szczęście, jedyna wpadka na tej płycie. Lekkie przycięcie całkiem dobrze służy za to „Too Old To Rock ‘n’ Roll: Too Young To Die!” – bardziej zwartemu niż na płycie studyjnej, pozbawionemu orkiestracji i zagranemu z większym biglem. A z drugiej strony, nieco rozwinięto i wzbogacono „Jack-In-The-Green”, z całkiem udanym efektem.

Jak przystało na album koncertowy z lat 70. swoje pole do popisu dostają instrumentaliści. Martin i Barriemore popisują się w „Conundrum”: ten pierwszy udowadnia, że gitarzystą jest bardzo dobrym, natomiast tworzenie melodii wypada mu już co nieco gorzej, bo pierwsza część tego utworu to solo gitarowe, które jest jakby co nieco zawieszone w przestrzeni, brakuje mu jakiejś dobrej melodii jako punktu wyjścia do popisu – co nie zmienia faktu, że sama solówka wypada dobrze. Po duecie gitarowo-basowym i wstawce Palmera (cytuje fragment „Hunting Girl”) swoje „oczko” dostaje Barlow, dowodząc, że jest najlepszym perkusistą w historii Jethro. Barre ma jeszcze jedno solowe okienko na płycie, w postaci „Quatrain” (opisanej jako autorskie dzieło, acz co nieco brzmi to jak przeróbka „Hoedown” Aarona Coplanda), stanowiącej wstęp do „Aqualung”.

Jednak – rzecz jasna – dominującą postacią na płycie jest Ian Anderson. To jego szelmowskie poczucie humoru i niesamowita osobowość sceniczna w sporej mierze decydują o wyjątkowości tego zespołu. Przez cały czas rubasznie żartuje, zapowiadając kolejne utwory – a to przeprasza za to, że nosi głupią czapkę, a to – przed „Skating Away…” zapowiada roszady instrumentalne w zespole (Barre przesiada się na marimbafon, Glascock – na gitarę prowadzącą, Evan chwyta za akordeon, Barlow zajmuje się glockenspielem, a Palmer… a, on teraz poszedł się odlać, wróci za chwilę). I tu pojawia się pewna dość irytująca rzecz. Otóż, niektóre z Ianowych komentarzy są cenzurowane – gdy przed „Hunting Girl” zaprzecza plotkom, jakoby John Glascock był zboczuchem, słowo „bastard” jest wypikane – tak samo, gdy przed „Too Old…” Ian mówi, że to piosenka nie o nim, ale o some other cunt – ostatni wyraz jest zagłuszony. Po co – nie wiadomo. W końcu to 1978 rok, prawie dwa lata po niesławnej audycji Billa Grundy’ego – a poza tym, co to za wulgaryzmy, bez przesady. A jeśli Ianowi one przeszkadzały – trzeba było, motyla noga, nie przeklinać na scenie. Wracając do Iana: rzecz jasna, nie mogło zabraknąć solowego okienka dla lidera Tull. „A New Day Yesterday” przechodzi we wściekłą popisówkę na flecie, w której znajduje się miejsce i na Bacha, i na tradycyjną karolkę.

Zespół – istne sceniczne zwierzę, słynące z porywających występów na żywo. Świetnie dobrany, wyważony, sensownie ułożony repertuar (po czadowym początku mamy spokojniejszy okres ze „Skating”, „Jack…” i jak zawsze bardzo czarowną „One Brown Mouse”, potem całość stopniowo zwiększa obroty aż po finał; są właściwie wszystkie największe perełki w dorobku Jethro, brakuje może dwóch, trzech kompozycji), do tego na żywo wypadają one co najmniej równie dobrze, co na płytach. Świetny skład zespołu, do tego muzycy w znakomitej formie. Czy można było to schrzanić? Pewnie tak. Ale Ianowi i spółce się nie udało. I wyszedł im świetny, porywający album koncertowy, świetnie oddający energię występów Jethro Tull drugiej połowy lat 70. I świetnie podsumowujący najbardziej udany okres działalności zespołu.

Za tydzień w odcinku XIV: historia się lubi powtarzać.

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
© Copyright 1997 - 2020 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.