ArtRock.pl - Progressive & Art Rock w sieci!
Ten serwis korzysta z plików Cookies i podobnych technologii. Dowiedz się więcej » | zamknij
 
Recenzje albumów w serwisie ArtRock.pl
Szukaj:
Recenzja albumu Crosby, David ─ Sky Trails w serwisie ArtRock.pl

Crosby, David — Sky Trails

 
wydawnictwo: BMG 2017
 
1. "She's Gotta Be Somewhere" James Raymond 4:47
2. "Sky Trails" David Crosby & Becca Stevens 4:51
3. "Sell Me a Diamond" Crosby & Raymond 5:29
4. "Before Tomorrow Falls on Love" Crosby & Michael McDonald 3:52
5. "Here It's Almost Sunset" Crosby & Mai Agan 3:54
6. "Capitol" Crosby & Raymond 6:58
7. "Amelia" Joni Mitchell 5:39
8. "Somebody Home" Crosby 4:39
9. "Curved Air" Crosby & Raymond 4:45
10. "Home Free" Crosby & Raymond 5:41
 
Całkowity czas: 50:29
skład:
Mai Agan - Bass & Vocals; Chris Bullock - Saxophone; Jeff Coffin - Flute, Saxophone; Jacob Collier - Vocals; David Crosby - Drums & Vocals; Steve DiStanislao - Drums; Andrew Ford - Bass; Walt Fowler - Flugelhorn; Jay Jennings - Flugelhorn; Bob Lanzetti - Guitar; Bill Laurance - Piano; Michael League - Bass; Greg Leisz - Pedal Steel Guitar; Mark Lettieri - Guitar; Shaun Martin - Synthesizer; Chris McQueen - Guitar; Gary Novak - Drums; Dean Parks - Guita; Jeff Pevar - Guitar; Steve Postell - Guitar; James Raymond - CDrum Programming, Horn Arrangements, Percussion, Piano, Synthesizer, Synthesizer Bass, Vocals & Vocoder; Justin Stanton - Piano; Becca Stevens - Guitar, Vocals; Steve Tavaglione - Flute, Saxophone
Album w ocenie czytelników:
Oceń album:

Pokaż szczegóły oceny
Beznadziejny album, nie da się go nawet wysłuchać.
Istnieją gorsze, ale i przez ten ciężko przebrnąć do końca.
Album słaby, nie broni się jako całość.
Nieco poniżej przeciętnej, dla wielbicieli gatunku.
Album jakich wiele, poprawny.
Niezła płyta, można posłuchać.
Dobry, zasługujący na uwagę album.
Bardzo dobra pozycja, mocno polecana.
Absolutnie wspaniały i porywający album.
Arcydzieło.

Łącznie , ocena:
 
 
Ocena: 8+ Absolutnie wspaniały i porywający album.
26.12.2017
(Recenzent)

Crosby, David — Sky Trails

Rok 2017 jest dla mnie wyjątkowo postny. Tak nieurodzajnego rocznika nie pamiętam od czasów, kiedy zacząłem "profesjonalnie" słuchać muzyki, czyli od początku lat osiemdziesiątych. Jasne, że ktoś może powiedzieć, a wcale nie, bo on znalazł dużo ciekawych rzeczy. No  pewnie, ale każdemu jego porno – zależy  czego kto oczekuje. Ja się obracam w rejonach powiedzmy okołorockowych, to w tym roku nie mogłem narzekać na nadmiar dobrych płyt. Właściwie od tegorocznych produkcji  odbijałem się jak od ściany. Do tego wielu wykonawców, których lubię i cenię nagrało albumy, które okazały się mniejszym lub większym rozczarowaniem. Jeszcze kilka tygodni temu wydawało mi się, że  te pięć-sześć płyt, to będzie wszystko na czym warto było ucho zawiesić w tym roku. Na szczęście jesień okazała się trochę bardziej urodzajna i ukazało się kilka naprawdę fajnych rzeczy. Może nawet zdążę napisać o nich wszystkich do końca roku?

Moja płyta roku.

Marek Niedźwiecki powiedział o niej: – To  Steely Dan? Nie,  to nowy David Crosby.

I jakby to dziwnie nie zabrzmiało – racji dużo miał. Crosby pod koniec swojej kariery postanowił trochę poeksperymentować ze stylem. W tym wieku to się duety, albo covery nagrywa(*), a nie majstruje coś przy podstawach swoje muzyki. Ale nie przesadzajmy, Crosby nagrał płytę lekko jazzującą, a to porównanie do Steely Dan może jednak mimo wszystko trochę mylące, bo „Do It Again”, czy „Bodhisattva” nie znajdziemy. Za to jeżeli ktoś zna „Shine” Joni Mitchell, podobieństw doszuka się więcej. A nawet jeden utwór Joni Mitchell – „Amelia” z „Hejiry”. „Shine” i „Sky Tralis” maja podobny klimat, utrzymane są w podobnej stylistyce, Ale nie upierałbym się, żeby album Mitchell stanowił jakąś znaczącą inspirację dla Crosby’ego. Chyba najwyżej na zasadzie – o ciekawe, a może ja bym też tak pokombinował? No i tak zrobił. Ostatnio był w bardzo dobrej formie i raczej nie należało się spodziewać jakiegoś drastycznego obniżenia poziomu – to artysta z poważnym dorobkiem o poważnym stażu, niedoróbki by raczej nie puścił. I po raz kolejny swoich fanów nie zawiódł. Co ciekawe jest to już trzecia płyta w ciągu trzech lat i trzecia na bardzo wysokim poziomie. Jak zwykle u Crosby’ego jest to zestaw piosenek – tak było zawsze, począwszy od The Byrds. Jak zwykle u niego ostatnio cała płyta jest bardzo spokojna, a nawet wyciszona. Początek może nieco mylić –  funkujący „She's Gotta Be Somewhere", faktycznie najbliższy Steely Dan i mogący początkowo niepokoić, bo pierwsze sześćdziesiąt sekund niespecjalne,  ale potem refren i partie instrumentalne są już jak najbardziej w porządku. Takich żwawszych utworów jest raptem  dwa – wspomniany „She’s Gotta…” i najdłuższy na płycie „Capitol” – tam  sobie instrumentaliści mogli trochę pohasać, szczególnie gitarzyści. Reszta to ballady, zwykle bardzo ładne, zwykle jakby trochę niepozorne, ale jak się trochę w nie wsłuchać, to bardzo kunsztownie zaaranżowane. Takie ażurowe cacka muzyczne. Jubilerska robota.

Coraz poważniej się zastanawiam, czy to aby nie jest najlepszy album solowy Crosby’ego. „Sell Me A Diamond”, „Capitol”, czy „Before Tomorrow Falls in Love” można spokojnie zaliczyć do najlepszych utworów jakie ten artysta skomponował. Jednak jest jeszcze debiut – przewyborny. I dlatego się jeszcze zastanawiam, a nie kategorycznie twierdzę. Zresztą w ogólnym rozrachunku nie ma większego znaczenia, czy lepsze jest „Sky Trails”, czy If I Could Only Remember My Name”. Obie są wspaniałe.

Dlatego dziewięć gwiazdek z plusem.

(*) - „ Artyści w moim wieku nagrywają zwykle   albumy z coverami, albo duety. Nowy materiał… może sprzeda się z dziewiętnaście sztuk” – David Crosby o „Croz”.

ArtRock.pl na Facebook.com
ArtRock.pl na Twitterze
ArtRock.pl RSS
Picture theme from BloodStainedd with exclusive licence for ArtRock.pl
© Copyright 1997 - 2019 - ArtRock.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone.